Weranduję :)

Tak, tak - choć już coraz chłodniej za oknem, ja weranduję... w najnowszym numerze Werandy :)

Weranda - and magazine cover with my window photo!

Wiem, że z niczym się wcześniej tu nie zdradziłam - bo to miała być taka mała niespodzianka :D Kilka miesięcy temu dostałam propozycję sesji dla tego magazynu, a ponieważ bardzo go lubię - z przyjemnością się zgodziłam... a w najnowszym numerze można oglądać efekty :)

Dziękuję Wam za miłe słowa i gratulacje pod poprzednim postem - ja się niestety zagapiłam i wcale nie wiedziałam, że edycja październikowa już się ukazała - i sama zobaczę ją dopiero dziś wieczorem - jestem bardzo ciekawa i nie mogę się już doczekać :)) Jak się więc okazuje dla mnie to też bardzo przyjemna niespodzianka - i to podwójnie, bo zupełnie nie przypuszczałam, że moje okienne dekoracje trafią nawet na okładkę! Ależ mi miło :))))

Ogromnie się cieszę, że się Wam podoba! I zapraszam do lektury wszystkich pozostałych moich blogowych Gości, którzy jeszcze tak jak ja nic nie widzieli, chętnie poznam Waszą opinię :)

Jeśli zaglądacie do mnie już od jakiegoś czasu, zauważycie na pewno na tych zdjęciach kilka zmian na naszym poddaszu, których na blogu jeszcze nie pokazałam, albo zrobiłam to dopiero niedawno (jak np tutaj - nasz odmieniony kącik stołowy, albo tu - pierwsza odsłona zmian w sypialni)... Ha, a dziś miałam właśnie zaprezentować kolejną! W takim razie zapraszam na świeżą porcję fotek i na więcej szczegółów jednej z tych zmian nieco później, bo post gotowy już czeka :) A mam też jeszcze kilka innych dużych i małych nowości w zanadrzu, które pojawiły się u nas już po sesji - część widzieliście, jak na przykład miętowy zakątek z maszyną, ale niektóre - i to caaałkiem spore - są na razie tajemnicą. Obiecuję zatem niebawem kolejne niespodzianki - będzie np kuchnia w nowej odsłonie :)) 

Ale żeby nie było, ze tylko coś zapowiadam i obiecuję - na koniec fotka w bardziej jesiennych kolorach niż w poprzednim poście :) - pewnego drobiazgu, który wpadł mi kiedyś w ręce na starociach - staruteńkie metalowe szablony, które służyły niegdyś do haftowania inicjałów na bieliźnie pościelowej i tym podobnych - dziś obyczaj zupełnie zapomniany...


Co prawda nie trafiłam na swoje inicjały, ale i tak je przygarnęłam, bo mają w sobie tyle uroku - a patrząc na dawne ślady farbki zastanawiam się kto i kiedy z nich korzystał, cóż stało się z przedmiotami, które pomogły ozdobić i z ich właścicielami...jakie historie mogłyby opowiedzieć te niepozorne blaszki?

Pozdrawiam bardzo serdecznie! Do zobaczenia niebawem!
ushii

Na jesień spoglądam przez różowe okulary :)

Jakie są Wasze kolory jesieni?

Dla mnie odpowiedź jest jedna, jak co roku. Żółty, pomarańczowy to piękne barwy, ale na talerzu, w parku... Cieszy mnie gdy nastaje ich czas - czas obfitości i pysznych warzyw. Ale w domu jesiennie mi się zaróżowiło, jak zawsze. Z kropelką szarości i ciepłych brązów. Bo nie ma jesieni bez wrzosów, grzybów i gorącej czekolady.

Wrzosy... Nareszcie znalazłam te ulubione, różowe - w tym roku wyjątkowo długo musiałam ich szukać, wszędzie same ciemne albo białe, z drobnymi kwiatuszkami - a ja tak lubię te słodkie, puchate i różowe :)


Ten zestaw pojawia się co roku - bo uwielbiam wrzosy w wyplatanych koszykach. Dla mnie to kwintesencja wczesnej jesieni...


Jeszcze piekę codziennie malinowe crumble (pisałam o nim już nie raz, np tutaj - gdyby ktoś nie znał, a miał ochotę :), jeszcze nie mogę nasycić się tymi ostatnimi letnimi owocami...


Ale lato powoli odchodzi... Od M. dostałam wspaniały prezent na chłodniejsze dni - wymarzony kocyk, wyglądający jak zrobiony na drutach... i jeszcze nazwę ma bardzo odpowiednią - no bo jakbym mogła źle się czuć pod kocykiem, który nazywa się tak samo jak ja? 


Do tego gorąca czekolada w naszych ulubionych kubkach - na dobry początek dnia. I palmierki w jesiennej wersji - z cynamonem i drobno siekanymi orzechami i migdałami, mniam :) Piekę takie co roku, gdy poczuję, że poranki są już coraz chłodniejsze, że powietrze już pachnie inaczej...


Palmierki cynamonowo-migdałowe
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • roztopione dwie łyżki masła
  • kilka łyżek cukru (ilość wg upodobań) - białego lub jeszcze lepiej brązowego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • garść łuskanych orzechów lub migdałów
1. Posiekać drobno migdały, wymieszać cynamon z cukrem. 
2. Ciasto jeśli to konieczne rozwałkować, posmarować masłem, posypać cukrem i migdałami. Zrolować je wzdłuż dłuższego boku od obu końców, tak by wałeczki zetknęły się pośrodku. Jeśli zrobiło się miękkie, schłodzić ok. 15 minut w lodówce. Pokroić na plasterki grubości ok 1cm, rozłożyć z odstępami na blasze. Piec w 190C ok 15 minut, przewrócić na drugą stronę w połowie tego czasu.
Przepis na podstawową wersję już kiedyś u mnie był, ale dla porządku podaję i ten. Polecam, bo przecież są takie banalne i błyskawiczne, a dają tyle przyjemności :)

I jest pięknie, ciepło i spokojnie... nie bronię się już przed jesienią, żegnam się powoli z latem. W koszyku garść grzybów czeka na na risotto. Jutro kupię dynię. Bo na talerzu przecież pomarańczowo być u mnie może :)

Pozdrawiam,
ushii

Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!

Jak mam cokolwiek napisać, jak zabrakło mi słów???? Sylwuś, Ty dobrze wiesz wariatko moja ukochana, że Cię uwielbiam i że marzę, by móc Cię wyściskać :)))) I w ogóle :)) Ale Wam też muszę o tym opowiedzieć... o tym jaką cudowną osóbką jest kochana Syl!!! Tylko jak mam to zrobić, jak nie potrafię opisać ogromu mojego szczęścia, tej radości niesłychanej, którą sprawiła mi ta dziewczyna??? Zresztą popatrzcie sami!!!

stara miętowa maszyna do pisania / vintage mint typewriter

Jestem zakochana w tej maszynie!!! Ma najpiękniejszy kolor jaki mogłam sobie wymarzyć, dokładnie tego chciałam, od dawna wzdychałam do różnych fotek w necie - a Syl spełniła to moje pragnienie :)) Aaaa!!!! LOWE LOWE LOWE!!!

stara miętowa maszyna do pisania / vintage mint typewriter

stara miętowa maszyna do pisania / vintage mint typewriter

A na miejscu docelowym, które powstało niemalże specjalnie dla niej (bo z nadzieją, ze kiedyś stanie tam właśnie TAKA maszyna!), prezentuje się tak:

stara miętowa maszyna do pisania, stare szufladki biblioteczne katalogowe, stary wiatrak / vintage mint typewriter, vintage library catalog drawers, vintage mint fan

Moje dwa ukochane gadżety - wiatrak i maszyna :)))

Ale to nie był koniec, o nie!!! Bo Syl wysłała mi dwie paczuszki (a raczej megapaki :)!! A w drugiej było coś równie cudnego - co zaskakuje nawet mnie samą - bo przecież ja żółtego nieeeee... a tu co?? No zachwycona jestem tą delikatną żółcią po prostu! I samym dzbankiem też oczywiście :), ma cudny kształt! Syl - jeszcze raz bardzo, bardzo Ci dziękuję! Choć kawowa nie jestem wcale, to z całą pewnością ją przetestuję :))) Bo to jest kawiarka, nie wiem czy wiecie - i to nadal zdatna do użytku choć to przecież prawdziwe vintage :)

vintage melitta 101 / stara ceramiczna kawiarka

vintage melitta 101 / stara ceramiczna kawiarka

Wiem, że oba te przedmioty wiele z Was widziało już u Syl, no ale przecież musiałam, musiałam je pokazać :) Ale! Sądzicie, że to już wszystko??? Wcale nie! Bo ta kochana szalona kobieta po prostu nie wie kiedy przestać :) I... po otwarciu paczki moim oczom ukazała się jeszcze... szczotka :D Ale jaka! Ja tam nie wiem, ale jakbyście potrzebowali numerów totka albo innej wróżby, to walcie do Syl jak w dym! Bo przecież tylko ktoś, kto ma zdolność jasnowidzenia wiedziałby sam z siebie, że właśnie taką szczotkę chciałam, skoro ani słowem o tym nigdzie jej nie wspomniałam, prawda???


Do szczotki dołączony był jeszcze kuchenny ręczniczek widoczny w tle, jakby komu było mało i "sylowy" ołóweczek :) Teraz już wiecie dlaczego tym razem naprawdę brak mi słów, by coś sensownego napisać... Aaaaaaaa!!!!

Pozdrawiam i uciekam napawać się moim szczęściem! A Wam - mimo siąpiącego w tej chwili deszczu - życzę pięknego i udanego weekendu!
Wasza rozanielona ushii :))

Smutny dzień... i garść pocieszaczy

wianek z hortensji

Wiedziałam, że nadejdzie już od pewnego czasu, ale cóż, wcale nie jest mi mniej smutno przez to... Niejedna z Was chwali się zakładanym ogródkiem, nowo nabytą działką i tak dalej... za każdym razem cieszę się razem z Wami, bo wiem, jak to fajne mieć własny kawałeczek ziemi. Ale u mnie - niestety nastała sytuacja odwrotna :( Działka jest trochę za daleko, nie ma czasu i kasy na regularne i częste tam wypady, a Babcia, której oczkiem w głowie była, nie ma już tyle sił, by ją pielęgnować - więc niestety, nastał czas pożegnania... czuję się dziwnie bardzo, bo działka ma tyle lat co ja - i dla mnie była od zawsze; pokazywałam to miejsce kiedyś tutaj. Wyrosły na niej przez ten czas piękne drzewa, pokryło ją przepiękne wrzosowisko, a we wspomnieniach zostanie na zawsze smak własnych truskawek i pomidorków. Lecz cóż, nic nie trwa wiecznie - tylko teraz jeszcze bardziej niż przedtem marzy mi się dom z własnym kawałkiem ogrodu... ale to raczej marzenie ściętej głowy. Ech, smutno mi... :(((((

Na pocieszenie dostałam od byłego sąsiada naręcze mojej ulubionej zielonej hortensji, która genialnie się zasusza i z której robię wianki dekorujące nasze poddasze cały rok. Nie wiem, czy już je pokazywałam, zatem - moja ulubiona półeczka z sypialni, z tegorocznym wianuszkiem:

ulubiona stara półka / vintage shelf

Pocieszaczy było trochę więcej :) Wybrałam się jakiś czas temu do Ikei - a wychodząc natknęłam się na dwa cuda. Jedno pokażę niebawem, bo czegoś takiego właśnie potrzebowałam do moich obecnych przeróbek - i stało sobie dosłownie jak na zamówienie w sprzedaży okazyjnej za kilka złotych dosłownie - ale to już temat na oddzielnego posta. A druga pojawiła się wg pani w kasie akurat dzień wcześniej, więc cudnie się złożyło... bo jak zobaczyłam je na półce to wołami się nie dałam odciągnąć :))) Widziałam już wcześniej ich zdjęcie w internecie i bardzo mi się podobały, ale nie wiedziałam, że to ikeowska nowość - więc okropnie się ucieszyłam! A potem - mile się zdziwiłam przy kasie, bo na półce ktoś pomylił cenę i okazało się, ze kosztują o połowę mniej! O czym mowa? Oczywiście o kaneczkach! Pewnie już sporo z Was je widziało, ale cóż - kaneczkami muszę się pochwalić, bo wprost je uwielbiam, a ponieważ mam znowu spore zaległości w blogowaniu, więc dopiero teraz się udało... Kolor mają przecudny! W wersji czerwonej i kremowej zresztą też wyglądają świetnie, ale TEN kolor przyciągnął mnie z drugiego końca sali :)


A najśmieszniejsze, że właśnie na taką większą kankę, w turkusach miałam dokładnie ochotę! Jednym słowem Ikea spełniła moją zachciankę :)

Nie był to jednak koniec emaliowanych zdobyczy! Pamięta ktoś może moje emaliowane garnczki? Ostatnio udało mi się powiększyć moją kolekcję :) Tak się złożyło, ze trzy dni z rzędu chodziłam do sklepu, bo ciągle zapominałam czegoś kupić... i przy okazji zaglądałam tradycyjnie do TK Maxxa. A tam - znów się pojawiły moje ulubione garnuszki! Niestety, większość egzemplarzy, które sprzedają, ma jakieś wady, odpryski i obtłuczenia, więc nie było łatwo znaleźć te w idealnym stanie... ale się udało :) I tak codziennie wracałam z torbą zakupów spożywczych i bezpiecznie ulokowanym w jej środku nowym nabytkiem w letnim kolorku - tym razem doszedł różowy i zielony :)) Oto zatem moja rondelkowa kolekcja na chwilę obecną:

kolorowe emaliowane rondelki / retro pastel enamel

A do tego trafił mi się jeszcze durszlak, w sam raz na drobny makaron, czy garść owoców:

emaliowane durszlak retro / retro pastel enamel

Uwielbiam emalię! W zasadzie najbardziej czekałam na ten różowy, bo gdy upolowałam go poprzednio bardzo spodobał się mojej mamie i nie miałam serca jej go odmówić... teraz doczekałam się i swojego egzemplarza :) Ale zielony rondelek podpasował mi równie mocno, bo wszystkie razem tworzą śliczny komplet (przydatny oczywiście też). Teraz została mi tylko wymiana stalowych garnków na białe emaliowane, ale na razie nie udało mi się trafić na takie, które naprawdę by mi się spodobały - też w takim retro stylu jak moje rondelki - i w dodatku działały na indukcji... wiem, że każdy zwykły emaliowany garnek działa, ale chciałbym takie z grubym dnem. Gdyby coś takiego komuś z Was wpadło w oko - to byłoby mi bardzo miło, gdyby dał mi znać :)

Znów się u mnie zrobiło cukierkowo, a miało być szycie... ale za mną kolejny już weekend, którego nie mogłam już spędzić na babcinej działce, więc musiałam się trochę pocieszyć tymi kolorami :)

Pozdrawiam!
ushii