Właśnie się dowiedziałam jaki dostanę prezent na urodzino-gwiazdkę!!! Uwaga, uwaga - mikser Kitchenaid!!
Strasznie się cieszę, ale mam też wielki problem... Jaki kolor????
Bo niby od zawsze zdecydowana byłam na biały, ewentualnie kremowy, ale od pewnego czasu chodzą za mną różowy albo inny pastelowy, zwłaszcza błękitny... i co teraz??? Bo muszę wybrać kolor już!! Tylko dlatego mi powiedzieli co dostanę, żeby zły kolor niespodzianki mi nie popsuł :) Jaki do mnie wg was pasuje? Ratujcie!!
strona główna » wszystkie wpisy
Otwieram swoje podwoje - historia Kuchlandii
kategorie:
before & after / przed i po
,
kuchlandia
,
moje mieszkanko
,
szydełkowanie
Zaczęło się pięknie: Wielka Miłość od pierwszego wejrzenia i koniecznie, jak najszybciej, wspólne mieszkanie :) Kryteria były proste - bezwzględnie poddasze ze skosami i zielona okolica. No i koniecznie od razu do zamieszkania. I tak po kilku miesiącach zamieszkaliśmy w naszym ukochanym mieszkanku (a mogliśmy jeszcze szybciej, ale pan agent nie chciał nam tego mieszkania pokazywać, bo po co nam te skosy i słupy, no :)
Ale to co było zaletą, wkrótce okazało się wadą... bo po poprzednich właścicielach zostały mi kuchnia i łazienka, na które nie mogłam patrzeć... Od początku oczywiście było wiadomo, że robimy remont, no ale skoro kuchnia jest, to można chwilę z tym koszmarkiem pomieszkać i uzbierać na tą wymarzoną. I tak się trochę czasu męczyłam:
Cudo, prawda? Pragnę szczególnie zwrócić Państwa uwagę na eleganckie bure maziaje na ścianie - jakże gustownie dobrane do niebieskiego w kropki na frontach szafek - oraz na dizajnerskie uchwyty, o które nie chcę liczyć ile rajstop rozdarłam i siniaków nabiłam... Aż wreszcie nadszedł kolejny przełomowy moment tej historii :) Pewnego pięknego dnia kuchnia wyniosła się na drugą stronę mieszkania, a na jej miejsce zyskałam sypialnię. Ale dziś o niej nie będzie, dziś tylko o kuchni :) A raczej, jak odtąd zaczął mój M. ją nazywać - o mojej Kuchlandii :)Od początku chciałam drewniane fronty i kropka, laminatów itp. u siebie nie uznaję :) Po wizytacji rozlicznych kuchennych studiów wróciliśmy do Ikei, bo okazało się, że jedyną akceptowalną alternatywą są kuchnie idące w dziesiątki tysięcy...Zatem Fagerland, bo lubiany powszechnie Stadt był nie dla nas - raz, że nie drewno i wykończenie ma jak dla mnie za mało naturalne, dwa - nie nadaje się do przeróbek... a spróbujcie np. dopasować do frontów lodówkowych z Ikei lodówkę nie od nich, no takie niespodzianki potrafią nieco zaskoczyć. Na szczęście drewniane fronty łatwo przerobić :)
I tak, po licznych przeróbkach, samodzielnym konstruowaniu różnych mebli bądź ich kawałków i innych manewrach (nawet uchwyty przerabiałam na swoją modłę :) nareszcie miałam moją kuchnię! Wygodną jak nie wiem co :)) I tylko drobiazg dzielił mnie od pełni szczęścia, bo M. najwyraźniej nie dosłyszał, że fronty mają być jednocześnie białe, bo od widoku sęków oczopląsu dostaję, a biel kocham :)... i tak znów przez jakiś czas miałam kuchnię nie całkiem z marzeń :)
Jakieś fatum wisiało nad tym malowaniem szafek - co miałam na nie pieniążki, to a to samochód się psuł, a to pies zachorował, no za każdym razem coś. Ale po kolejnym nieplanowanym wydatku M. złożył mi uroczystą przysięgę, że pomaluje ją dla mnie i słowa dotrzymał. I tak - nareszcie poczułam się w pełni Księżniczką Kuchlandii :) Mam to czego chciałam. Pewnie, że mogłaby być większa, że nie zmieściła się zmywarka, że musiałam wybrać - albo więcej blatu albo piekarnik bez obsługi w kucki... no a przede wszystkim na takim metrażu (2 x 2,2m ) mojego kredensu nie wcisnę, no nie ma szans :(Ale to pestka. Kocham ją, a odkąd pozbyłam się maszkaronów po poprzednich właścicielach, okazało się, że kocham także gotować, piec i robić mnóstwo innych rzeczy, które sprawiają mi wiele przyjemności... no, a ich efekty nie tylko mi :) A wcześniej gotowania unikałam jak ognia... czyli wygląd stanowiska pracy jest niezmiernie ważny, udowodnione empirycznie :) I choć teraz białe kuchnie zrobiły się modne, choć popełniliśmy kilka błędów - nie zamieniłabym jej na żadną inną!... No chyba, że we własnym domu z ogrodem...



Dumna jestem nie tylko z zewnętrza... bo bardzo zadowolona jestem z rozplanowania miejsca w szafkach :P Wszystko pod ręką, dokładnie tam, gdzie jest mi potrzebne... a gadżetów, i to w użyciu, mam - delikatnie mówiąc - sporo :) Niestety, muszę się przyznać, muszę mieć na każdą rzecz specjalne i łatwo dostępne miejsce, w przeciwnym razie momentalnie w moje życie wkracza chaos, którego kontrolować nie potrafię i bałagan wylewa się strumieniami :) W kuchni udało mi się nad tym zapanować w 100%!
Rozpisałam się okrutnie, ciekawe czy ktoś te elaboraty przeczyta... Ale tak ważne dla mnie miejsce na to zasługuje :) Zatem na koniec, jeszcze tylko kilka fotek oddających klimat mojej kuchni lepiej niż wnętrza szuflad :)



A ostatnio okazało się, że to jeszcze nie koniec tej historii - jak już wspominałam kupiliśmy starą górkę od kredensu i mam nadzieję niedługo ją tu zawiesić :)Pozdrawiam serdecznie,
ushii
UPDATE
Kolejne zmiany w kuchni możecie obejrzeć tutaj oraz tutaj, zapraszam :)
Nowe zdobycze i nowe znajomości
Miniony weekend był zdecydowanie udany! Bo nie dość, że w moje ręce wpadło kilka mniejszych i większych drobiazgów to jeszcze - a raczej przede wszystkim - miałam wielką przyjemność spotkać dwie bardzo fajne osoby!
Jakiś czas temu Peggy na swoim blogu pisała o znanym wielu z nas z dzieciństwa magicznym koraliku i pytała o spełnienie jakiego życzenia byśmy go poprosiły? Ja - i nie tylko ja - napisałam, że chciałabym osobiście poznać różne osoby ukryte pod blogowymi nickami... I koralik spełnił tą prośbę! Ha! I jak tu nie wierzyć w magię? Było malutkie spotkanko, poznałam samą Peggy właśnie oraz Lavande! Było bardzo miło i mam nadzieję, że takich spotkań będzie więcej... a najwspanialej byłoby, gdyby kiedyś udało się urządzić wielki zlot i nie zabrakło na nim wszystkich tych wspaniałych osób, do których tak chętnie zaglądam :) Aha, zdjęcia nie będzie, bo nie będę niczyich fotek bez pozwoleństwa umieszczać :)
Za to swoich nabytków o pozwolenie nie pytam, prawa głosu nie mają :) Zatem, proszę Państwa - oto baba :) Miałam w dzieciństwie matrioszki klasyczne, w czerwieniach i pięknych ornamentach... Niestety rozmontowywałam i składałam je z takim zaangażowaniem, że nie przetrwały, gdzieś pogubiły niektóre kawałki i prawdopodobnie ktoś je kiedyś wyrzucił, bo nie udało mi się ich odnaleźć... Nad zakupem nowych, na fali obecnej mody, wcale się nie zastanawiałam. Ale przedwczoraj, szukając czegoś całkiem innego, zobaczyłam leżącą w stosie innych drobiazgów tę panią... i wiedziałam, że wróci ze mną do domu :) Nie jest typowa, ma takie blade kolory, warstw ma 5. I od soboty dumnie wypręża pierś witając wchodzących na nasze poddasze... a ja jeszcze raz poszukam swojej starej zabawki, bo i mnie dosięgła chyba moda matrioszkowa :)

Drugi zakup to cukiernica, do wazy do kompletu... kiedyś lubiłam bardzo proste talerze i mam komplet takich całkowicie bez ozdób, ale od zakupu wazy spodobał mi się ten wzór i chyba będę powiększać sukcesywnie swoją zastawę, zwłaszcza, że taki mix starego z nowoczesnym na stole bardzo mi się podoba. Czy ten wzór jest jeszcze produkowany? Czy tylko targi staroci mi zostają?

Kupiłam też po wielkiej dyskusji z Moim Słoneczkiem szafkę - górkę od starego kredensu i zanosi się na kolejne zmiany w mojej kuchni, o ile M. psychicznie to zniesie... ale o tym już innym razem :) Na pocieszenie i wzmocnienie przed kolejnym remontem dostał babeczkę.
To kolejny z przepisów - gwarantów sukcesu przy minimalnym wkładzie pracy i błyskawiczny sposób na uciszenie natarczywych żądań czegoś słodkiego. Zatem - zamiast zdjęcia fajnych babeczek - zdjęcie smacznych babeczek :)

2. Pałaszować zanim zleci się konkurencja :)Babeczki nie przypominają w smaku gliniastych muffinek, nieuważni czasem dziwią się, że "te drożdżówki w ogóle nie są suche", hehe... przepis oczywiście z Cina :)
No i last but not least... widzę, że post znów mi się niemiłosiernie wydłuża, ale muszę jeszcze i o tym :)) wiecie co tam w tle za babeczkami majaczy? Cudowna niespodzianka w wykonaniu M.! Marzyło mi się takie coś od dawna i właśnie odstałam taki wspaniały prezent bez okazji... tylko jeszcze muszę skombinować sobie takie malutkie fotografie!

I co, fajny miałam weekend? Miałaś nosa Elle, dobrze zgadłaś :) Oby zawsze było tak miło, tego i sobie i Wam życzę :)
Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia, żebyście znalazły choć chwilę na zatrzymanie się i przygotowanie do nadchodzącej niedzieli,
ushii
Jakiś czas temu Peggy na swoim blogu pisała o znanym wielu z nas z dzieciństwa magicznym koraliku i pytała o spełnienie jakiego życzenia byśmy go poprosiły? Ja - i nie tylko ja - napisałam, że chciałabym osobiście poznać różne osoby ukryte pod blogowymi nickami... I koralik spełnił tą prośbę! Ha! I jak tu nie wierzyć w magię? Było malutkie spotkanko, poznałam samą Peggy właśnie oraz Lavande! Było bardzo miło i mam nadzieję, że takich spotkań będzie więcej... a najwspanialej byłoby, gdyby kiedyś udało się urządzić wielki zlot i nie zabrakło na nim wszystkich tych wspaniałych osób, do których tak chętnie zaglądam :) Aha, zdjęcia nie będzie, bo nie będę niczyich fotek bez pozwoleństwa umieszczać :)
Za to swoich nabytków o pozwolenie nie pytam, prawa głosu nie mają :) Zatem, proszę Państwa - oto baba :) Miałam w dzieciństwie matrioszki klasyczne, w czerwieniach i pięknych ornamentach... Niestety rozmontowywałam i składałam je z takim zaangażowaniem, że nie przetrwały, gdzieś pogubiły niektóre kawałki i prawdopodobnie ktoś je kiedyś wyrzucił, bo nie udało mi się ich odnaleźć... Nad zakupem nowych, na fali obecnej mody, wcale się nie zastanawiałam. Ale przedwczoraj, szukając czegoś całkiem innego, zobaczyłam leżącą w stosie innych drobiazgów tę panią... i wiedziałam, że wróci ze mną do domu :) Nie jest typowa, ma takie blade kolory, warstw ma 5. I od soboty dumnie wypręża pierś witając wchodzących na nasze poddasze... a ja jeszcze raz poszukam swojej starej zabawki, bo i mnie dosięgła chyba moda matrioszkowa :)

Drugi zakup to cukiernica, do wazy do kompletu... kiedyś lubiłam bardzo proste talerze i mam komplet takich całkowicie bez ozdób, ale od zakupu wazy spodobał mi się ten wzór i chyba będę powiększać sukcesywnie swoją zastawę, zwłaszcza, że taki mix starego z nowoczesnym na stole bardzo mi się podoba. Czy ten wzór jest jeszcze produkowany? Czy tylko targi staroci mi zostają?

Kupiłam też po wielkiej dyskusji z Moim Słoneczkiem szafkę - górkę od starego kredensu i zanosi się na kolejne zmiany w mojej kuchni, o ile M. psychicznie to zniesie... ale o tym już innym razem :) Na pocieszenie i wzmocnienie przed kolejnym remontem dostał babeczkę.
To kolejny z przepisów - gwarantów sukcesu przy minimalnym wkładzie pracy i błyskawiczny sposób na uciszenie natarczywych żądań czegoś słodkiego. Zatem - zamiast zdjęcia fajnych babeczek - zdjęcie smacznych babeczek :)

Babeczki na maślance
Składniki(na formę muffinkową lub na formę do tarty 24cm):
- 1/2 szkl. cukru
- 1/2 szkl. maślanki albo kefiru (robiłam też ze śmietaną, jogurtem - generalnie, co znajdzie się w lodówce)
- 1/4 szkl. oleju
- 1 szkl. mąki (czubata)
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- cukier waniliowy
- 1 jajko
- cukier, masło i mąka na kruszonkę
- opcjonalnie - truskawki lub inne owoce, rodzynki, czekolada lub co dusza zapragnie
2. Pałaszować zanim zleci się konkurencja :)
No i last but not least... widzę, że post znów mi się niemiłosiernie wydłuża, ale muszę jeszcze i o tym :)) wiecie co tam w tle za babeczkami majaczy? Cudowna niespodzianka w wykonaniu M.! Marzyło mi się takie coś od dawna i właśnie odstałam taki wspaniały prezent bez okazji... tylko jeszcze muszę skombinować sobie takie malutkie fotografie!

I co, fajny miałam weekend? Miałaś nosa Elle, dobrze zgadłaś :) Oby zawsze było tak miło, tego i sobie i Wam życzę :)Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia, żebyście znalazły choć chwilę na zatrzymanie się i przygotowanie do nadchodzącej niedzieli,
ushii
Za oknem buro, szaro... a mnie kolorowo i radośnie!
Imieniny niestety już za mną i tylko kwiaty cieszą me oko w wazonach...

A ja wreszcie uporządkowałam moje przydasie do szycia, do scrapowania i wszystkie inne! I większość zmieściła się w pokazywanym tu już niciaku, nie wiem, czy on taki pojemny, czy ja mam ich tak mało :P No, matę do cięcia i stemple mam gdzie nidziej... Ależ mnie cieszą te kolorowe przegródki! I jest ich tak dużo :) głupota, a cieszy!

Bardzo cieszy mnie też co innego - mój blog doczekał się kolejnych wyróżnień!
Od violcio11 oraz od Labarnerie:

oraz od Luisante:
Poza tym zapisałam się na candy u 13ki, może a nuż tym razem się uda? Bo ładne drobiazgi rozdaje, choć by je zdobyć trzeba liczyć się ze słowami :)
pozdrawiam późnowieczornie... mam nadzieję, że wszyscy przestawili zegarki?
ushii

A ja wreszcie uporządkowałam moje przydasie do szycia, do scrapowania i wszystkie inne! I większość zmieściła się w pokazywanym tu już niciaku, nie wiem, czy on taki pojemny, czy ja mam ich tak mało :P No, matę do cięcia i stemple mam gdzie nidziej... Ależ mnie cieszą te kolorowe przegródki! I jest ich tak dużo :) głupota, a cieszy!
Bardzo cieszy mnie też co innego - mój blog doczekał się kolejnych wyróżnień!Od violcio11 oraz od Labarnerie:

oraz od Luisante:
Poza tym zapisałam się na candy u 13ki, może a nuż tym razem się uda? Bo ładne drobiazgi rozdaje, choć by je zdobyć trzeba liczyć się ze słowami :)pozdrawiam późnowieczornie... mam nadzieję, że wszyscy przestawili zegarki?
ushii
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)





