KICam ku wiośnie :)

Jakiś czas temu dostałam od mamy M. paterkę, którą ona dostała w prezencie ślubnym... przepadam za turkusem, zwłaszcza takim nasyconym, więc widząc jak mi się spodobała, od razu mi ją dała, nawet nie zdążyłam o tym pomyśleć :)


A wczoraj paterka zapozowała z moją pierwszą wiosenno-świąteczną przymiarką, zajączkami-ocieplaczami na jajca :) To dopiero wersja beta, jeszcze będę nad ich wyglądem pracować :)


Filcu w wymarzonej pastelowej zieleni nie udało mi sie dostać jak na razie, więc z realizacji pomysłów chwilowo nici... za to w tak zwanym międzyczasie powstał wianuszek z fajnymi kwiatkami, ktore mozna podziwiać było już u Llooki i Kasandry. Był dla M... który zapytał dlaczego te dynie są różowe :D


Udanego weekendu!
ushii

Jestem głodna, idę na polowanie!

Głodna koloru. Idę po filc, o! Może dziś w końcu dotrę do sklepu przed zamknięciem?
W międzyczasie... żeby kakao nie wystygło :D



Za dużo pomysłów mi w głowie siedzi, kto ma pożyczyć dodatkową dobę???

Pozdrawiam,
ushii

Pojazd kosmiczny

Dałam ciała. Zwrócono mi uwagę, że w sekcji wspominkowej nie opisałam mojej najważniejszej zabawki z dzieciństwa, która dotrwała do dziś! Fakt, jak ja mogłam zapomnieć?!

No... że byłam mało dziewczęca, to już wiadomo. Ale nie wiadomo jeszcze, jak bardzo. Bo oprócz autek (Joanno - zostało mi, nie chcesz wiedzieć jak bardzo... ale zapałałam tez w międzyczasie miłością straszną do koni i zjazdowych rowerów, więc trochę świeżego powietrza tez zażywałam :D ), gry w kapsle, czterech pancernych i innych popularnych naonczas rozrywek urozmaicanych regularnym laniem się z bratem tudzież z innymi osobnikami płci przeciwnej uwielbiałam się bawić w... hmm, kosmos? Nie wiem jak to nazwać.

Otóż mój Tata jest miłośnikiem fantastyki, ale i tej prawdziwej fizyki, astrofizyki i teorii różnych. I córeczka od małego z wypiekami na twarzy chłonęła zarówno prawdziwe opowieści o Wszechświecie jak i te całkiem wymyślone. Częstą bajką na dobranoc była bajka o... prądzie :D Tak, tym z gniazdka. I o budowie atomu. Uroczo i romantycznie. A ulubioną zabawą było ściganie się statkami kosmicznymi i wojny z flotą Tatusia, który jakoś nigdy nie mógł się przebić przez moje pole siłowe, a ja przez jego zawsze :) A ten przydługi wstęp konieczny był do wyjaśnienia, dlaczego to co pokażę, było moją zabawką, choć mało zabawkowo wygląda. Otóż do przedszkola nie chodziłam i w związku z tym czasem zostawałam u jednej z babć. Generalnie za tym nie przepadałam, bo dużo rzeczy mi u niej nie było wolno,ale nic się nie liczyło, bo było tam ONO.

Mój pulpit do sterowania pojazdem kosmicznym!!!! Jak ja to uwielbiałam, chociaż Babcia mnie już trochę mniej za to, co zrobiłam z tym sprzętem :)


Dziś stoi u nas i czeka, żebym w końcu naprawiła mu ramię, będące w trzech kawałkach w wyniku używania go w charakterze urządzenia sterowniczego, wiec post powinnam była raczej zatytułować "Kosmiczny wrak"... A marzenie o locie w kosmos pozostało tylko pięknym marzeniem, do dziś gdzieś tam tkwiącym głęboko, w samym środku mnie... Zdjęcie jakieś takie do kitu, ale jakoś wypluta artystycznie jestem.

Wiele z Was pokazało już swoją ukochaną zabawkę z dzieciństwa. A jaka była Wasza najbardziej nietypowa zabawa lub zabawka?

Pozdrawiam,
ushii

P.S.
Widzę, ze coś się u mnie bardzo niewnętrzowo zrobiło, najwyższa pora to naprawić! Zatem wkrótce kolejny kawałek mojego lokum :)

Jeszcze szyję. I dołączam do grupy wspominkowej. No i jeszcze coś :)

Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze, świadomość, ze komuś podoba się co robię motywuje do działania :) Dziś jeszcze trochę moich tworków na początek: kolejny z serii kuchennej - organizer, mam jeszcze trochę innych projektów w zanadrzu, ale jeszcze nie ukończone, więc chwilowo tylko on:


Oraz pierwszy z serii nieco słodszych, dziewczęcych drobiazgów, kolejne w przygotowaniu... jak Wam się to podoba?


I na koniec garść drobiazgu z gliny, tym razem maszyna miała wolne :)





Ja też postanowiłam dołączyć w końcu do grupki wypominających z rozrzewnieniem dziecięce lata :D Ochotę miałam, jak tylko zobaczyłam to na blogu Llooki - inicjatorki całego zamieszania , ale przyznam się, że całkiem nie wiedziałam jak... bo u wszystkich widzę ukochane misie, wytargane, z odpadniętym noskiem od niezliczonych godzin przytulania, całowania i kochania... bardzo fotogeniczne zwierzątka, trzeba przyznać. A ja co? Nie miałam misia!!! Nie było też żadnej lali, żadnego króliczka ani innego dziewczęcego przytulaska, który spałby ze mną i którego wyniosłabym z domu panieńskiego na pamiątkę... Pewnie - babcie, ciocie przy różnych okazjach próbowały wetknąć mi coś takiego, a jakże... ale bez powodzenia. Bo moją miłością były AUTKA!!!! Żaden pojazd nie był w moim towarzystwie bezpieczny, kochałam je przeogromnie!


A już jazda prawdziwym to było coś... a jak wdrapałam się na traktor i po raz pierwszy sama go odpaliłam... pełnia szczęścia! Fotka co prawda nie z samodzielnej jazdy, bo to było ciut później i bez czujnego oka Dziadka... (mało czujne miał oko, ale jak się dowiedział... miałam przerąbane :D )


Niestety... mając w rodzinie samych młodszych braci trudno było jakiekolwiek autko sobie zatrzymać, podobnie jak ukochane klocki... dopiero kilka lat temu, remontując Mamy balkon znalazłam jedno maleńkie, które wpadło niegdyś za załom balustrady i dzięki temu przetrwało... nie było to moje ulubione czerwone autko, widoczne zresztą na fotce wyżej, ale i tak bardzo się ucieszyłam!


Przeglądając blogi zobaczyłam komentarz Mili właśnie dotyczący naszych zabawek i nasunęło mi się pytanie: za, powiedzmy, 20-30 lat - co sobie mogłyby pokazywać na naszych miejscach dzisiejsze kilkulatki?

Będzie to gadanie starego ramola, ale... wiecie co? Ja się cieszę ze swojego wieku, bo dane mi było mieć dzieciństwo w tym podobno okropnym poprzednim ustroju! Bo nie było wyścigu szczurów, szkoły od nie wiem już nawet którego roku życia, mnóstwa dodatkowych zajęć, nie było komórek, komputerów - a było prawdziwe dzieciństwo, gdzie był czas na zabawę, spotkania z kolegami na trzepaku, a nie na gg, i z wakacjami na wsi, a dobranocka w telewizji była wyczekana i miała klimat, nie to co obecna ogłupiająca papka serwowana dzieciakom... wybaczcie, ale takie mam zdanie :)


A tak w ogóle to od wczoraj za oknem wróbelki ćwierkają jak opętane, a one zawsze mnie informują o rychłym końcu zimy! I ja im wierzę, mam nadzieję, że te mrozy już niedługo się skończą! Śnieg bardzo lubię, kuligi bardzo lubię, łyżwy bardzo lubię... ale sól i mróz to już niekoniecznie :(

Pozdrawiam,
ushii