Tru-tu-tu-tu!!! Bim-bam! Ogłaszam wyniki candy! ...i cichutko pytam...

Po odebraniu kilku gratulacji i życzeń przystąpiłam do wypełnienia obywatelskiego obowiązku, losy przygotowane, Sierotka świeżo wykąpana, przystępujemy do losowania:


Maszyna losująca miącha, miącha...




I oto mamy pierwszego zwycięzcę! Czerwone serduszka idą do:


Emocji ciąg dalszy... i już znam przyszłego posiadacza brązowych serc :) Tym razem jest to:


Bardzo się cieszę i proszę Jolannę i Brises o przysłanie mi na maila swoich adresów!

A teraz niespodzianka... Sierotce pod postacią mojego M. się pomyliło i myślała, że są do wylosowania trzy komplety i z rozpędu wylosował trzecią osobę :)


Więc nie ma innej możliwości - powstanie trzecia nagroda, dla Kasiulka :) dlatego proszę i Ciebie o adres, tylko nagrodę - pocieszajkę muszę dorobić :)

A wszystkich pozostałych informuję, że nie ma co się smucić, bo już niedługo, za miesiąc i tydzień odbędzie się jeszcze jedno losowanie, urodzinowe!!! Ciekawe, czy spodobają się Wam nagrody, które wymyśliłam :))

A zmieniając całkiem temat... marzy mi się ogromnie taka forma do pieczenia... niestety jak mieszkałam w Hameryce to nie byłam jeszcze fanką pieczenia i nie kupowałam takich śliczności :(
A teraz... oj, jak ja cierpię patrząc na tą fotkę... te gwiazdki, och... nie wiecie, gdzie takie cudo zdobyć?

Aj, jeszcze jedno, nie wiem jak przegapiłam candy u ani koniecznej, ale w ostatniej chwili nadrabiam niedopatrzenie :)

pozdrawiam,
ushii

Miały być fotki, a nie ma :-D

Pogoda taka, że psa szkoda wygonić... No to siedzę w domku :) I zajadamy się ostatnimi chyba już w tym roku duszonymi kurkami... szkoda, bo przepadam za nimi. Próbowałam oczywiście zrobić fotkę, ale... podziwiam fachowców, ciągle się uczę, ale jeszcze daaaaleka droga przede mną :( Jedzonko - choć na żywca apetyczne - nie chciało w moim obiektywie zaprezentować się inaczej niż w formie pierwotnej brei. Za to udało się uchwycić krótkotrwały przebłysk słońca :) I choć już po malutku myślę i planuję dekoracje zimowe, to na parapecie wciąż jeszcze jesiennie, a nawet nieco wiosennie :))



Wiosennie też wygląda nowe wyróżnienie w moim zbiorku :) Dostałam go od Madlinki, a przekazać go chciałabym wszystkim, którzy lubią do mnie zaglądać!

A Lena świętuje pierwszy roczek swojego bloga Cottage in the Pines! I z tej okazji będzie losowanie słodkiego świecznika... nie mogłam się nie zapisać!

Już jutro losowanie - w najśmielszych snach nie zakładałam, że tyle losów będę musiała przygotować! Bardzo się cieszę! Jak tylko wstanę, przystępuję do akcji :D

Pozdrawiam,
ushii

Niespodzianki - te dla mnie i nie dla mnie

Po pierwsze - bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za życzenia!! Sprawiłyście mi ogromną radość, dzięki wam świętuję swoje imieniny cały październik, hehe... No a ilość wpisów pod poprzednim postem przerosła moje najśmielsze oczekiwania! Myślałam, że może kilka osób ostatecznie tam się wpisze, ale ponad 70??? Wow! Pozostaje mi w takim razie życzyć szczęścia w losowaniu już za mniej niż tydzień :)

Prezencik ode mnie dostała za to już Madlinka... były nerwy, bo przesyłka coś wolno do niej szła i bałam się, że już gdzieś przepadła... no ja nie wiem, czy tylko ja mam takie przeboje z tą pocztą? Ciągle coś... ale przesyłka już dotarła i mogę nareszcie się pochwalić co tam wymodziłam - jak to często u mnie - bialo i koronkowo :)




A w temacie jeszcze imieninowym - dziś świętowaliśmy z moją Babcią... tak się śmiesznie złożyło, że obie moje Babcie miały tak samo na imię, więc i imieniny były w ten sam dzień; niestety od kilku lat już tylko jednej mogę składać życzenia... dlatego ten dzień jest dla mnie i radosny i smutny po trochu...

Było bardzo proste i szybkie ciacho, tarta z gatunku takich, co muszą wyjść nawet jak komuś nigdy kruche nie wychodzi! A hortensje - ciągle jeszcze kwitły przed domem Mamy, ale ostatnie wichury je połamały i mama zabrała te biedne resztki :)

Tarta z jabłkami
  • 1,5 szkl. mąki
  • 0,5 kostki masła ( ok. 100g)
  • 4 łyżki wody
  • 3 łyżki cukru
  • szczypta soli
nadzienie:
  • kostka sera białego
  • jajko lub samo żółtko
  • cukier, cukier waniliowy
  • 2 średnie lub trzy małe jabłka
  • cynamon
1. W garnku podgrzać wodę , masło, cukier i sól aż do rozpuszczenia i wymieszania, zdjąć z ognia. Po przestygnięciu dosypać mąkę i wymieszać (np. drewnianą łyżką) do połączenia i powstania kulki ciasta, trwa to moment i nie warto wyjmować miksera. Wylepić formę do tarty ciastem, nakłuć widelcem i wstawić do piekarnika na 12-15 min, żeby się podpiekło (ok. 180°C). Odstawić do lekkiego przestygnięcia.
2. Ser utrzeć na gładko z jajkiem i cukrem - wg smaku. Jabłka obrać i pokroić na półplasterki, wymieszać z cynamonem i cukrem też wedle smaku.
3. Na ciasto nałożyć ser, na wierzchu ułożyć jabłka. Posypać kruszonką i dopiec ok. 20-25 min.

W tym przepisie boskie jest to, że nie trzeba śpieszyć się przy zagniataniu i leżakować ciasta w chłodzie, tylko zużywa się je od razu, więc jest doskonałe jak goście dzwonią, że będą za pół godzinki, a w domu ciacha niet. Wtedy błyskawicznie miącham to ciasto, piekę ze 20-parę minut, zalewam zagęszczonym budyniem, sypię garść owoców i już - roboty minimum, a ile przyjemności dla gości :)


Mnie też spotkała duża przyjemność - jakiś czas temu dostałam wyróżnienie od Labarnerie. Ode mnie leci ono do wszystkich moich blogowych koleżanek, którym serdecznie dziękuję i za słowa otuchy gdy mi źle i za wspólne cieszenie się z moich małych szczęść i sukcesów!

A u AAgii losowanie niesłodkich słodkości już tuż, tuż, zapisałam się, a dopiero teraz o tym informuję, nieładnie...


Aha, żeby nie było niejasności, zapisywać się oczywiście można dalej :)
pozdrawiam,
ushii

Jesienne candy!

No nie ma co się dłużej oszukiwać, ciepłe dni chyba już odleciały z ptakami na południe... trudno, inne pory roku tez mają swoje uroki :) W taki deszczowy smutny dzień najlepiej robi zakopanie się pod kocykiem z gorącą pyszną herbatką i ukochaną książką - takiego zestawu sobie w lecie nie zafunduję :)

A skoro jesień to i jesienne serduszka... kilka ich ostatnimi czasy powstało, a wczoraj udało mi się całkiem przypadkowo kupić takie dwa wianuszki gałązkowe. Marzyły mi się od dawna, a wczoraj trafiły się za bezcen - ogromnie to mnie ucieszyło. Wersja wianka nie jest ostateczna, na razie to pierwsze przymiarki, pewnie dołożę więcej serc i wianek pójdzie na drzwi wejściowe...


Ale nie wszystkie serca na wiankach wylądują... bo 4 postanowiłam komuś podarować :) A ponieważ październik to miesiąc moich imienin, w takim razie wymyśliłam sobie candy, które kończy się w tym magicznym dniu - losowanie odbędzie się 21 października, o ile oczywiście będą chętni :)

Zatem ogłaszam wszem i wobec, że wśród osób, którym się moje serduszka spodobają, chciałby się ze mną pobawić i zostawią komentarz pod tym postem oraz zalinkują go u siebie rozlosowane zostaną:
  • serduszka w czerwieni


  • serduszka w brązach


Ale to nie koniec niespodzianek! Bo w listopadzie, o ile nie nastąpi jakieś trzęsienie ziemi i inne katastrofy, odbędzie się jeszcze jedno losowanie, bo mam urodzinki! A nagrody będą całkiem inne... no, ale o tym będzie kiedy indziej :)

Za to będzie o kolejnej super dziewczynie! Bo choć moje święta dopiero za jakiś czas to prezenty znów się sypią jak z rękawa! Madlinka, prześliczna i słodka osóbka napisała mi wiele, wiele pięknych słów, które sprawiły mi ogromną radość... a żeby było mało, to postanowiła mi coś dać! I w piątek wieczorem odebrałam paczuszkę! Widać Ktoś uznał, że mi za dobrze, bo w drodze z poczty przemoczyło mnie dokumentnie :) No ale ad rem: pakuneczek taki, że mucha nie siada, tak starannie i w ogóle cudnie zapakowany, ale jak już się przebiłam do środka... róg obfitości! zasypała mnie Madlinka mnóstwem słodkich drobiazgów! Czego tam nie było! I koronki i ozdoby i świeczniczek i nawet kasztanki :) A do tego prześliczna karteczka... bardzo anielsko się u mnie robi :DD Dziękuję Ci Kwiatuszku!! Buziaki dla Ciebie!!


pozdrawiam,
ushii