Krótko. I z dedykacją.

Zauważyłam, ze ja nie umiem krótko pisać! Zamiast wstawić fotki i dać krótki podpis, żeby było wiadomo co i jak - piszę elaboraty i pół życia opowiadam... i nie wiem, czy komukolwiek chce się to czytać w całości?? No to dziś muszę krótko! Przede wszystkim...

Z dedykacją - dla Bestyjeczki :)


I dalszy ciąg różowości... już pokazywałam jakiś czas temu crumble - ale w sezonie truskawkowym przypominam :) A w tle... coś, co udało mi się nareszcie skończyć - powód powstania tej poduszki... a co pokażę dokładniej już niebawem! Taka maleńka zapowiedź :)


Upolowana jakiś czas temu foremka. Do masła :) Kiedyś chciałam taką mieć... i proszę - wpadła mi do ręki dokładnie taka jak chciałam! I do tego choć nie taka młoda, to czyściutka i nieużywana - ideał :)


To tyle na dziś, do usłyszenia jutro - bo jutro losowanie candy :) Zatem - ostatnia okazja, żeby jeszcze się dopisać! O tutaj. Albo tutaj, jeśli jeszcze nie dołączyliście do zabawy na moim drugim blogu (o ile macie ochotę oczywiście :)
Pozdrawiam!
ushii

Różowy post, czyli o kwiatach, słodkościach i innych dziewczyńskich przyjemnościach :P

Ach, jakie one są piękne... kocham kwiaty, zwłaszcza różowe i białe. I ani trochę nie uważam różowego za kolor infantylny i dziecinny, jest piękny. A już w towarzystwie bieli, szarości - miodzio... Chociaż oczywiście nie każdy odcień lubię :) Ale taki... ach!



Niestety rzadko trafiają mi się ładne drobiazgi w tym kolorze, jakoś ubogo u nas pod tym względem, jeśli nie ma się 6-10 lat... Wprowadzam róż zatem tkaninami (choć tu też taki sobie wybór), a na stole najchętniej stawiałbym tylko białe i różowe kwiaty - i tak najczęściej właśnie jest :)



W sypialni też je uwielbiam i ustawiam w każdym kącie...


Różowo mam też w kuchni :) Pora jest taka, ze każdy, kto może, zajada się truskawkami do rozpęku - i ja też czekam na nie cały rok, a teraz pochłaniam je tonami, najchętniej takie po prostu, bez dodatków - są najpyszniejsze, albo ulubione truskawkowe koktajle M. Ale pieczenie w ich towarzystwie to tez wielka przyjemność - a jak jeszcze dołączy rabarbar... Zdjęcie odrobinę archiwalne, ale przepis w sam raz na taki słoneczny dzień jak dziś :) Już pisałam, ze moja Mama przepada za bezowymi wypiekami, wiec na każdą okazję serwuję jej takowe. I na Dzień Matki też był obowiązkowo - lekka jak piórko rolada z nadzieniem truskawkowym, robiłam taką co prawda rok temu, ale była tak pyszna, ze z przyjemnością ją powtórzyłam :)


Rolada bezowa z truskawkowo-śmietankowym musem
  • 4 białka
  • 200g cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 200-250 g śmietany lub mascarpone
  • 200g truskawek (pyszne też z malinami, jeżynami itp)
  • cukier puder
1. Ubić białka i powoli dodawać cukier ciągle ubijając, aż masa zrobi się szklista. Dodać sok z cytryny, mąkę i wymieszać delikatnie. Rozprowadzić masę na blasze (dużej, od piekarnika) wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w 160C ok. 20-25 minut, wyjąć i zostawić na ok. 10 minut.
2. Lekko oprószyć cukrem pudrem i przykryć drugim arkuszem papieru do pieczenia, obrócić i delikatnie zdjąć papier, na którym beza się piekła; zostawić, żeby wystygła.
3. Rozgnieść widelcem (lub zmiksować) truskawki, ubić śmietanę, dosypując cukru pudru wg smaku i połączyć z owocami. Można masę schłodzić w lodówce, ale nie jest to konieczne. Zamiast bitej śmietany można użyć mascarpone.
4. Na zimną bezę delikatnie nałożyć nadzienie i zrolować, pomagając sobie papierem. Dobrze jest zawinąć roladę szczelnie w folię plastikową i wstawić do lodówki na kilka godzin, szczególnie jeśli używamy mascarpone.

Ja tym razem nie miksowałam truskawek tylko trochę je rozgniotłam (pierwszy kawałek na zdjęciu nie wygląda bardzo roladowo, bo goście nieco się niecierpliwili i próbowali mi z talerza w tracie sesji podbierać :) Rolada jest świetna, połączenie chrupkiej i jednocześnie piankowej w środku bezy z bitą śmietaną i owocami jest obłędne! Polecam :)

I na koniec odrobina różu papierowego... króciutka seria - pudełko i notes na zlot oraz niespodzianka dla pewnej osóbki :)



I detale :) Nie umiem chyba fotografować tych moich wypocinek scrapowych...


Życzę wszystkim udanej niedzieli!
ushii

Ach, jaki mam dylemat...

Znów o moich zakupach, całkiem nieplanowanych :) Zacznijmy od drobiazgu, białego ceramicznego serduszka, w teorii do nasączania olejkami... ale ja wolę zapach kwiatów, więc serduszko tylko sobie wisi i zdobi.


A tytułowy dylemat?

Poszłam na targ staroci. Rzadko coś tam kupuję meblowego, bo poddasze nasze z gumy niestety nie jest i wszystkiego co mi się podoba nie pomieści, a ja zagracania nie lubię, muszę mieć gdzie tańczyć :D więc tylko chodzę sobie i napawam oczy widokami. Ale...

Tym razem aż mnie zastopowało. Postałam, powzdychałam i poszłam sobie :( Dołączył do mnie M., zaprowadziłam go i pokazałam cudo, też mu się spodobało, chociaż zauważył, ze w stanie idealnym to to nie jest, czego przecież moje zakochane oczy już nie raczyły dostrzec wcześniej :) Zgodziłam się z nim, westchnęłam i poszliśmy na spacer do lasu. Pospacerowaliśmy, pospacerowaliśmy i... padło pytanie... No jasne, że wiem, gdzie ją postawię :P Ach ten M. :)))))


Uwielbiam różne szafy i szufladki biblioteczno-aptekarskie i tym podobne klimaty! Niestety fotka jest beznadziejna, a do tego jeszcze szufladki są powkładane byle jak i całość pewnie za rewelacyjnie na zdjęciu nie wygląda :) ale chwilowo innego nie mam... Miejsce oczywiście, tak jak napisałam - już jej wybrałam. Ale dylemat wielki mam - już sama nie wiem czy ją malować, czy zostawić taką? Podoba mi się właśnie taka jak jest, ale niestety blat ma w opłakanym stanie i taki zostać nie może. A nie odnowię tylko blatu przecież... no, a odczyszczona straci ten fajny "vintage'owy look". M. pyta czy chcę ją malować na te swoje złamane biele, a ja się zdecydować nie potrafię - chyba nie, chociaż z drugiej strony turkus po mnie chodzi (ale chyba zostawię go sobie na coś mniejszego :)! No i co tu zrobić??

Pozdrawiam,
ushii

P.S.
Dobrze, ze już miałam okazję być na Slayerze, bo wczoraj by mnie skręciło, ze nie mogę być na koncercie... był ktoś?

Whimsy mood... znów cykl B&A :)

Nie mogłam nie kupić - ja, rameczkowa maniaczka i pozwoliłam sobie sama zaszaleć :) Ale to chyba już ostatnie, co za dużo to nie zdrowo :D Oczywiście już są porozdzielane, pozbawione ozdobnego drążka i czekają na dalsze przeróbki, bo ja nie umiem chyba niczego po prostu przynieść do domu i ot tak postawić :)) Za jakiś czas pokażę w miejscu docelowym.


Kupiłam też tandetną chińską dekorację za przysłowiowy grosik...


Rozebrałam na części pierwsze, przemalowałam... chciałam zostawić tylko same klateczki, ale ostatecznie oszczędziłam też ptaszki. Chciałam je okleić pastelowymi piórkami, ale nie miałam... pomalowałam je zatem tylko na razie i przyczepiłam, bo jestem w gorącej wodzie kompana i muszę wszystko już - a jak kupię piórka, to może uzupełnię braki :) I tak w kilka chwil mam taką dekorację:


Może nadal jest tandetnie, ale mnie się podoba :P I dobrze zastępuje tą wymarzoną drewnianą, vintageową klatkę :)

Dzis mam pierwszy spokojniejszy dzień, więc znikam i siadam do maszyny, pa pa! I pamiętajcie o candy!
Pozdrawiam,
ushii

Pojemniczki kuchenne - z cyklu przed i po.

Lubię mieć ład i porządek, każdą rzecz na swoim miejscu i łatwo dostępną, pogrupowane wszystko i dobrze rozplanowane - w przeciwnym razie zaraz się gubię i z porządku nici. No i jeszcze ma to ładnie wyglądać :)

Dlatego przy planowaniu kuchni starannie przemyślałam gdzie będzie stała kasza, gdzie zapas różnych rodzajów mąki, a gdzie różne rodzaje cukru itd. I wiedziałam, ze muszę mieć to popakowane w ładne pojemniczki, a nie w papierowe sklepowe opakowania, bo chociaż nie stoi to wszystko na wierzchu, to dlaczego ładnie mam mieć tylko na zewnątrz? Szuflady też chcę otwierać z przyjemnością :) Trochę trwało zanim trafiłam na pojemniczki, które pasowały mi kształtem... ale potem już było z górki, farba w sprayu (oczywiście taka jak lubię, czyli matowa i w kolorze złamanej bieli), na to napis i gotowe :)

A takie były przed przeróbkami; mam takie zdjęcie tylko dlatego, ze jednego pojemniczka zapomniałam wtedy pomalować i została taka bidula niezrobiona... ale niebawem się w końcu za niego wezmę :)

No i mam i ładnie i porządnie, nic się nie rozsypuje po szufladach, a na każdym pojemniczku umieściłam przelicznik wagi na miarki dla ułatwienia sobie życia :) Ha, obiecywałam te pojemniczki pokazać już dawno i w końcu się udało :) Muszę jeszcze pokazać kiedyś moje pojemniczki przyprawowe, bo tez oczywiście nie pasowały mi żadne gotowce i musiałam własną produkcję uruchomić :)

Pozdrawiam,
ushii

P.S.
Przypominam o obu moich candy, na Ma belle Maison (tutaj) oraz w Ushiilandii (tutaj)!

100-tka na liczniku! Koniec kulinariów, będą dekoracje :) I ogłoszenia!

Trochę tu ostatnio cicho było, chorowałam... Ale już wróciłam i biorę się za nadrabianie zaległości w pokazywaniu i odwiedzaniu :) Niestety leżenie w łóżku ogranicza nieco różne robótki, zwłaszcza szycie; w dodatku nie miałam siły nawet korzystać z komputera - ale co nieco się udało i sukcesywnie będę różne nowości pokazywać, więc proszę być przygotowanym na lawinę fotek :)

Trafił mi w ręce kawałek deseczki, resztki po jakiejś makiecie... spojrzałam na nią i od razu wiedziałam jak ją wykorzystam...


5 minut cięcia, 3 klejenia... Jeszcze farbka, kawałek gałązki... i dekoracja gotowa :) Myślę jeszcze czy dodawać zawieszkę, czy nie... ale obecnie wygląda to tak:


Pozostając w temacie ptaszkowym, a raczej budkowym - jakiś czas temu wraz z wygraną w candy powędrowała do Arinki taka wiosenna karteczka:


Mam też do pokazania podusie, które postały już jakiś czas temu i mieszkają u Agusi :)


A jeśli macie ochotę obejrzeć jeszcze kilka innych moich poduszek (i nie tylko :) - zapraszam na mojego nowego bloga, gdzie będę umieszczać wyłącznie swoje prace:



Tak wygląda moja nowa metka :)


Będę sukcesywnie dodawać tam nowe rzeczy, to dopiero początki - założyłam go w odpowiedzi na różne pytania :) Znaleźć tam można i nowe i starsze moje prace. Ale Ushiilandii nie zamierzam zaniedbywać, nie ma mowy! A ponieważ mam podwójną okazję do świętowania, bo jest to mój setny post i mam nowego bloga - ogłaszam nowe candy! I to podwójne, a co! A zatem:
Jeśli macie ochotę bawić się razem ze mną - trzeba zostawić komentarz pod tym postem oraz umieścić informację o candy u siebie na blogu wraz z linkiem i zdjęciem jednej z nagród.
Losowanie odbędzie się 24 czerwca - nie wiem kiedy teraz kończy się rok szkolny, ale kiedyś kończył się właśnie tego dnia i to był baaaardzo przyjemny dzień :) więc i ja tego dnia chce podarować komuś odrobinę przyjemności. Co można wygrać? Aż dwie nagrody! Wszystko mojego autorstwa (no, konika to tylko przerobiłam :)

Zestaw I - konik shabby chic i serduszko


Zestaw II - notes i wiosenna zawieszka



A jeśli się nie poszczęści w losowaniu? Nic nie szkodzi, będzie jeszcze jedno! Bo zapraszam tez na drugie candy:

Na nowym blogu znajdziecie post, pod którym też trzeba zostawić komentarz, by wziąć udział w zabawie oraz wkleić na własnym blogu linka ze zdjęciem nagrody. Osoby nie prowadzące bloga również mogą brać udział, ale proszę zostawić jakiś namiar na siebie (no bo skąd potem będę wiedziała do na przykład której Ani ma trafić nagroda?). Losowanie - 30 czerwca. A co będzie można zgarnąć - to już zobaczycie na moim nowym blogu :)

Zapraszam i pozdrawiam wszystkich moich gości!
ushii

O wpadkach i szybkich słodkościach na odpędzenie deszczu

Było niefajnie :( Najpierw pochorowaliśmy się my, a zaraz potem dołączył do nas mój komputer, a konkretnie padł dysk :( A oczywiście po co pamiętać o archiwizowaniu zdjęć, maili, no czegokolwiek? Przecież takie wpadki to zdarzają się tylko innym... i nieważne, że nie raz pomagałam takie dane ratować, że doradzałam archiwizowanie innym - o zabezpieczeniu swoich nie myślałam od dawna... Ilość straconych zdjęć i w ogóle rozmiary strat były tak duże, że nawet nie byłam w stanie sie tym zdenerwować - jakbym spróbowała, to chyba bym zeszła na zawał :)

Na szczęście po wielu wysiłkach M. udało się wszystko odzyskać!! I jestem cała szczęśliwa, chociaż różne plany przez to wszystko mi się opóźniły - ale to nic, grunt, ze mam wszystko :)) Dlatego dziś skromnie - szybciutkie rogaliczki, które powstały, bo w lodówce znalazłam drożdże :)

Bardzo polecam bo robi się je dosłownie kilka minut, ciasto obrabia się fenomenalnie, a są pyszne. No i nie trzeba nic odczekiwać jak przy normalnych drożdżowych wypiekach :) Czyli - w sam raz na taką pogodę jak dziś!

*******************************************************
Cynamonowe rogaliki krucho-drożdżowe
  • 4 szkl. mąki
  • kostka masła
  • 50 g drożdży
  • 1/2 szkl. mleka
  • 3 łyżeczki cukru pudru
  • 1 jajko
  • 1 op. cukru wanilinowego
  • 2 łyżki masła roztopionego + łyżeczka cynamonu wymieszana z 3 łyżkami cukru
1. Z ciepłego mleka, drożdży, cukru i łyżki mąki zrobić rozczyn (nie odstawiać do wyrastania, i tak się spieni od ciepłego mleka). Masło zetrzeć na tarce i zagnieść z mąką, cukrem wanilinowym, jajkiem i rozczynem.
2. Ciasto podzielić na osiem części, każdą rozwałkowywać na okrągło, posmarować roztopionym masłem, posypać cukrem wymieszanym z cynamonem i pociąć na osiem trójkątów.
3. Trójkąciki rolować na kształt rogalika i piec w 180C na złoto.

*******************************************************

No to idę się porozglądać co się ostatnimi czasy u Was działo, bo widzę, że mam co nadrabiać!
Pozdrawiam,
ushii

P.S.
Hihi, żeby nie było - ja też komputerowiec jestem (chociaż jak widać coś ostatnio ciołkowaty, bo nie umiem sobie z głupim bloggerem poradzić :)) Ale Moje Kochanie mnie kocha i pomęczyło się za mnie :))) więc chociaż tego nie przeczyta, bo tu nie zagląda - dziękuję Ci Kochanie ogromnie!!

To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem...

Ależ jest pięknie... słońce, wszystko kwitnie... kocham tak naprawdę każdą porę roku, cieszę się ze śniegu jak dziecko, uwielbiam rozrzucać nogami zaspy ze złocistych liści i robić kasztanowe ludziki, taki dzieciak ze mnie :) Ale wiosna i lato to balsam dla mojej duszy - wiosną mogłabym godzinami leżeć i patrzeć przez okno na śmigające mi nad głową jaskółki i słuchać ich okrzyków, mogę pół dnia spacerować i wąchać kwitnące jabłonie, bzy, konwalie, odurzona ich aromatem... a latem wylegiwać się w hamaku zasłuchana w szum drzew i jak kot wędrować sobie tylko znanymi ścieżkami do ulubionych zakamarków - lubicie w ciepłe noce spać na dworze? Ja tak... ileż pięknych wspomnień potrafi przywołać jedna gałązka :) Pachnie oszałamiająco... i nic już do szczęścia nie trzeba...

Zdjęcie z dedykacją dla Llooki :))


Zrobiłam też fotkę mojego chlebaczka, mało ambitna mi wyszła raczej, ale jakoś wyzuta z pomysłów dziś jestem :) Miałam już jeden taki chlebak, tylko bez ozdób (tu go widać ;) - najgenialniejsze miejsce do chowania pieczywa i wypieków, nic w nim nie obsycha. Ale jak zobaczyłam ten, z pięknym napisem i w ogóle i w dodatku świetnie zachowany - aż mi się oczy zaświeciły :) Łaziłam potem po okolicy z pół godziny, ale z każda chwila wiedziałam coraz mocniej, ze jak nie kupię to potem przez pół roku będę żałować :) I M. też już to wiedział i kazał nie przedłużać :)


Pozdrawiam,
ushii

P.S. Farby nie miałam jak sprawdzić bo M. zawiózł mi ją do Mamy, ale to było Dupli czy jakoś tak, kupowałam w LM bodajże, ale znajdzie się pewnie w każdym budowlanym - tylko to taka wersja matowa, na ogół mają błyszczące.

B &A vol. I

Lubicie zdjęcia z serii "przed i po"? Ja bardzo (zwłaszcza jak przemiana mi się podoba :). Dziś u mnie taka właśnie fotka - dzbanuszek za grosze, ale w masakrującym odcieniu zieleni...

I po liftingu...


A przy okazji mój maleńki zakup - słodkie wieszaczki... Tą samą farbą zliftowałam jeszcze pewne pojemniczki - ale pokażę je następnym razem :) Może jutro?

Za zaproszeniem Zielonookiej dołączyłam właśnie do nowego miejsca :) W końcu czas wyjść z ukrycia i pokazać też trochę swoich prac scrapowych :D



A teraz spójrzcie jeszcze raz na druga fotkę... widać tam małe serduszko? No to będzie je można sobie u mnie zgarnąć :) A jak czas pozwoli to dorzucę coś jeszcze :D Nowe candy już tuż, tuż! Ale zasady tak jak poprzednio - łowcom candy mówię nie :)


Złości mnie tylko, ze te fotki takie nędzne - strasznie tracą na jakości przy ładowaniu na bloggera - co robię nie tak, nie mam pojęcia. No i ciągle nie wiem jak publikować, żeby moja fotka tez się pokazywała w waszych listach blogów na których jestem dodana :( Czy ktoś może mnie oświecić jak - krok po kroku pisze posta? Bo nie wiem co mogę robić źle, no...

Pozdrawiam,
ushii

P.S.
Dzbanek w wersji zielonej nie był pistacjowy i ładny!!!! Był paskudnie jaskrawo zielony jak nie wiem co :)) Pistacjowy bym sobie zostawiła, ja wbrew pozorom lubię inne kolory niż biel :D

Zabawy i prezenty, czyli zasypało mnie :)

Zaproszona do zabawy przez Aleksę dołączam i ja ze swoim 10 zdjęciem. Znalezienie go było banalnie proste w moim przypadku, bo kupiłam sobie swojego złoma w 2002 roku, podczas niedługiego pomieszkiwania w USA, więc wiedziałam które zdjęcia są pierwsze. I miałam wtedy do niego tylko jedną kartę, na kilkanaście praktycznie fotek :DD To jest dziesiąte - czekałam na prom do Alcatraz a on stał koło mnie - fotka nie była kadrowana, on naprawdę stał mniej niż metr ode mnie... żałuję tylko, ze nie mam zdjęć innych tamtejszych zwierzątek, np. wiewiórek-potworów :) Tudzież naparzających mi się co rano pod domem łosi czy co to było... No ale nie ma, pełno tylko zdjęć z jakiś imprez :(

Mam za to fotkę z zabawy wymiankowej z Jolanną, a ponieważ pokazała jej efekt już u siebie to i ja to czynię :) Prezencik od Niej już pokazywałam, cudny domek który po prostu uwielbiam. A ja uszyłam dla Niej podusię oraz serduszko, o:


A wracając drugiej części tytułu... no zasypało mnie :) Nie, nie, zima u mnie nie wróciła, chociaż pogoda jest taka sobie... zasypało mnie pocztowo :) Dostałam kilka przesyłek z upragnionymi nowymi przydasiami do scrapowania i już cała happy usiadłam do rozpakowywania, a tu niespodzianka! Drugi listonosz (bo u nas kto inny nosi paczki, a kto inny listy - wszędzie tak jest?) puka z kolejnymi przesyłeczkami...

Niedawno Atena organizowała cudne candy - można było wygrać szpuleczki na nici zrobione przez Jej tatę - no zapisałam się od razu, bo marzyły mi się od dawna takie. Ale w wygrana nie wierzyłam, bo a) konkurencja była ostra - wiadomo, b) farta to ja specjalnego do wygrywania nie mam odkąd jestem z M., choć wcześniej miałam go dużo - jakieś ziarenko prawdy w tym powiedzonku o szczęściu w miłości i hazardzie jest :) Choć z drugiej strony, w karty ciężko mnie ograć, hmm... No, ale wracając do tematu - candy ofkors nie wygrałam, ale Atena, wiedząc jak strasznie chciałbym mieć takie szpuleczki, postanowiła się nade mną ulitować i TA-DAM:

Piękne są, niczym się od takich starych nie różnią, jeszcze raz bardzo dziękuję, kłaniam się Tacie w pas!!! Ależ się cieszę!!! Warto mieć marzenia, nawet takie malutkie... bo czasem się spełniają :)


Ale była jeszcze jedna paczuszka, normalnie życie mnie rozpieszczało wczoraj :) A w środku? Drucikowe cudeńka od kochanej Aleksy :)) Dziękuję Ci Moja Droga!! Jakie one są równiutkie! Kombinuję właśnie, gdzie zawisną, chociaż na ten słodki wieszaczek mam już plan - Aleksa cudnie wstrzeliła mi się w pewien pomysł... Efekty pokażę niebawem, bo prace w toku i na razie to tajemnica :)


A niedawno dostałam jeszcze jeden upominek! Pewna przemiła i pozytywnie zakręcona Joasia napisała jakiś czas temu do mnie maila... odpisałam... A ona obdarowała mnie prezentem - niespodzianką :) Okazało się, że to świeca, które Asia sama robi. Ładnie się zakomponowała z tymi stokrotkami, prawda? Dziękuję jeszcze raz i buziaki przesyłam!

Obecnie mam sporo pracy i dlatego mało mnie na blogach i nie mogę na bieżąco odpowiadać na wszystkie maile, upraszam się o cierpliwość... ale wracam niebawem :) I szyję różne drobiazgi w międzyczasie... A co dokładnie, dowiecie się już niedługo, w każdym razie obiecuję nową zabawę! Kończę tez rzeczy obiecane... tylko z niektórymi osobami coś w dalszym ciągu mam problem z kontaktem, chociaż udało mi się w miarę zapanować nad pocztą - Iluś i Małgosiu z Papilonu - jeśli to przeczytacie - wyślijcie proszę do mnie maila, nawet z jednym słowem, bo coś mi poczta do Was szwankuje - może odpowiedzieć na maila mi się uda wtedy? Bo już od jakiegoś czasu coś tam na Was czeka :) Koniec prywaty :)

Pozdrawiam!
ushii