Kolory na moich kartkach - tutorial.
Część II: tła kartek i narzędzia do blendowania tuszy

Witajcie!
Dziś, zgodnie z obietnicą - druga część tutorialu. Dziś opowiem jak powstają moje tła!
Nie jest to w sumie żadna wyjątkowa magia itd, ale ponieważ wiele osób mnie o to pyta - postanowiłam pokazać co i jak... a dla wszystkich, którzy przeczytają poniższy kursik mam niespodziankę!!!


Narzędzia do blendowania tuszy 

Do tworzenia teł z płynnie przechodzącymi kolorami i bez plam o wyraźnych krawędziach używamy tzw blenderów. Oraz oczywiście tuszy :) Jeśli chodzi o tusze - ja używam Distress Oxide, w których zakochałam się już jakiś czas temu i odkochanie mi prędko nie grozi :D Ale sprawdzą się będą i inne tusze, choć jedne blendują się lepiej inne dużo gorzej, więc trzeba próbować samemu (ja swój ideał mam, więc nie sprawdzam innych :).

Natomiast jeśli chodzi o blendery, to używam zasadniczo dwóch rodzajów:


Miniblenderki - nazywane tak, ponieważ wcześniej popularne były blendery tej samej firmy (Ranger), znacznie większe i w kształcie prostokąta - były niezłe, ale znacznie trudniej było nimi uzyskać gładkie cieniowania, lepsze były do postarzeń brzegów. Obecna wersja jest świetna i przyznam się, że mam ich... sporo (i uwielbiam! :). Ponieważ używam ich bardzo często, już dość dawno zainwestowałam w ich większą ilość (rzecz jasna nie na jeden raz, kupowałam po trochu), by mieć osobny blenderek do każdego koloru, którego używam - ale oczywiście nie jest to konieczne, wystarczy kupić 2 lub 4 i zmieniać sobie gąbeczki.
W sklepach znajdziecie też blenderki innych firm wzorowane na pomyśle Rangera - warto jednak zauważyć, że niektóre są np znacznie mniejsze (co niekoniecznie jest dobre) itp.

Szczoteczki do blendowania - tak naprawdę to właśnie one skłoniły mnie do napisania tego wpisu, ponieważ używam ich już od ostatniej Gwiazdki i jestem od samego początku nimi zachwycona! W tym czasie udało mi się też nimi zarazić spore grono osób, np m.in. Agatkę z Agaterii :D I wam również je polecam! Dlaczego? Bo są mięciusieńkie, delikatne i blendują cudownie - nie robią ostrych plam i śladów. Są z bardzo gęstego włosia, tak naprawdę wyprodukowane zostały jako szczoteczki do makijażu, ale... robia zawrotną karierę w scrapbookingu, cardmakingu itd :D Dostępne są w coraz większej ilości miejsc, widywałam je i stacjonarnie, i w necie, więc teraz dostaniecie je już bez problemu.

Ja najpierw zaopatrzyłam się z kilka sztuk w podstawowym rozmiarze - tak by mieć do każdej grupy kolorystycznej jeden (przy czym np do różu czy niebieskiego na przykład mam oddzielny do jasnych i do ciemnych) i jak widać na zdjęciu wyżej oznaczyłam je sobie kolorowymi kropkami. Później dokupiłam też szczoteczki w wersji mini, do punktowych cieniowań itp, super uzupełniają mój zestaw blenderków i szczoteczek.


Są też i inne narzędzia - ja korzystam z nich znacznie rzadziej i mam tylko kilka sztuk, ale są dość popularne i być może wam podpasują bardziej:
- blenderki nakładane na palec - ja używam czasem do punktowego tuszowania oraz do bialych tuszy, naprzemiennie z miniblednerkami, ale sprawdza się identycznie jak te ostanie to wszystkich tuszy,
- fantastixy - od Tsukineko, świetne do tuszowania malutkich powierzchni,
- blendery w formie pędzli (Rangera, Tonika, Clarity i inne) - dla mnie te pędzle były zbyt sztywne i z nich zrezygnowałam, ale wiele osób bardzo je lubi.



Narzędzia już mamy, to może coś zblendujemy? Postanowiłam zrobić dla was małe porównanie - identyczne tło wykonam za pomocą miniblenderków oraz szczoteczek:

Tuszowane tło do kartki

Zaczynam od najjaśniejszego koloru. Oboma narzędziami wykonuje delikatne okrężne ruchy, małe kółeczka, dzięki temu tusz lepiej się rozprowadza i nie widać tak śladów narzędzia na gotowym tle.
Miniblenderek na początku zostawia dużo więcej tuszu, dlatego po nabraniu tuszu z pada najlepiej najpierw delikatnie go odcisnąć na skrawku papieru lub macie i dopiero tuszować; jeśli pokrywamy tuszem papier od samego brzegu to tuszowanie najlepiej zacząć tak jakby zza brzegu kartki - unikniemy wówczas ciemniejszej plamy tuszu.
Szczoteczka, jak widać, daje efekt znacznie delikatniejszy - co bardzo fajnie powiększa nasze możliwości, bo możemy mieć tuszowanie w jaśniejszym odcieniu.


W obu przypadkach jednak z łatwością da się rozblendować "do zera", więc i uzyskać płynne przejścia kolorów. Po położeniu warstwy "podkładowej" kładę tusz nieco ciemniejszy, potem najciemniejszy. Potem wracam do tego pośredniego i blenduję go z najciemniejszym, na koniec jeszcze raz nakładam najjaśniejszy i delikatnie blenduję go z ciemniejszymi tuszami. Jak widać efekt w obu przypadkach jest praktycznie identyczny:


Tło będzie wieczornym, rozgwieżdżonym niebem ponad chmurami, więc na dole dodaję przy pomocy moje ulubionej maski od MFT chmurki. Używam do tego najjaśniejszego tuszu. Oba narzędzia i tu sprawdzą się jednakowo:


Na koniec przy pomocy czystej wody i pędzelka dodaje chlapania - spryskuję tło wodą, odczekuję kilkanaście sekund i przykładam ręcznik papierowy. I gotowe :)


Na powyższym przykładzie tuszowałam "ton w ton", w ramach jednego koloru w zasadzie. A gdy chcemy połączyć różne kolory? Zarówno z miniblenderkami jak i szczoteczkami nie będziemy mieli z tym problemu - choć szczoteczki zapewnią odrobinę subtelniejsze mieszanie i łączenie się plam.
Tu jak widać połączyłam róż z żółtym, na koniec tez dodałam chlapania, tym razem imitujące śnieg i wyembossowałam kilka śnieżynek:


I co sadzicie o tej technice? Nic skomplikowanego tu nie ma, jak widać :) A moje tło z ostatniego przykładu wykorzystałam w kartce... świątecznej :) Tak na przekór upałom :D Christmas in July!!

Z tą kartką związana jest króciutka, hm... nawet nie historyjka, ot, taka ciekawostka. Zawsze, gdy dotrą do mnie nowe wykrojniki i po ich obejrzeniu "na żywo" stwierdzam, że faktycznie nadal mi się podobają i je chcę (bo wiadomo, że czasem  zakupy internetowe potrafią jednak zaskoczyć, nie zawsze na plus), robię testowe wycinanie - i żeby obejrzeć wycinankę, i żeby sprawdzić czy wszystko dobrze się wycina. Przypuszczam, że tak robi większość kupujących takie rzeczy :) I teraz tez tak było, dotarło do mnie kilka wykrojników, wycięłam i... stwierdziłam, że od razu muszę je razem dać na kartkę, tak fajnie razem wyglądają, jakbym je specjalnie do tej pracy razem kupiła :) No i tak też zrobiłam, a w tych wykrojnikach się zakochałam :)


Słodko, prawda??

A to nie koniec słodkości! Bo dla tych, którzy dotarli aż do tego miejsca, mam obiecana niespodziankę! Otóż, żeby zachęcić was do wypróbowania moich ulubionych narzędzi, chciałabym się z wami podzielić dwoma szczoteczkami do blendowania!


Co zrobić, żeby wygrać?
1. Zostawić komentarz pod tym wpisem lub pod pierwszą częścią kursu, w poprzednim wpisie - przy okazji chętnie się dowiem, o czym innym w moim wykonaniu chcielibyście jeszcze poczytać, dlatego zachęcam do napisania kilku słów na ten temat :)
2. Konkurs będzie też niebawem opublikowany na Instagramie (konto @ushiilandia), więc i tam was zapraszam do komentowana i pod zdjęciem konkursowym (ale oczywiście zapraszam tez i do dłuższych odwiedzin i komentowania na moim profilu :) ) - to kolejna szansa na wygraną!
3. Wpisywać się można do  poniedziałku, do północy 05.08, potem wybiorę jedną osobę i ogłoszę wyniki, zwycięzcę poproszę o kontakt mailowy.
4. Niestety tym razem konkurs organizuję sama, więc jest on ograniczony wyłącznie do terytorium Polski (ze względu na koszty wysyłki).
Powodzenia!

Pozdrawiam,
ushii

Kolory na moich kartkach - tutorial.
Część I: Kolorowanie odbitek stempli

Moi drodzy na początek małe wyjaśnienie - straciłam na pewien czas dostęp i do bloga i do poczty, więc nie mogłam pokazać wam ani reszty moich prac dla YNS, ani nic innego - ale nadrobimy to niebawem :) I dla zakręconych scrapowo czytelników będą miała jeszcze jedną niespodziankę! :) A tymczasem...

Ponieważ dostaję wiele pytań o moje kolorowanie odbitek oraz tła moich kartek, postanowiłam uchylić nieco rąbka tajemnicy i pokazać jak ja to robię :) Ten sam kurs co poniżej dostępny będzie także na blogu sklepu Na Strychu, gdzie znajdziecie linki do produktów, których używałam. Myślałam nad videotutorialem (nawet mam już odpowiedni osprzęt do zamocowania telefonu nad biurkiem!), jednak na razie jeszcze poprzestałam na zdjęciach :) Ale niewykluczone, że i filmik powstanie :)

Dziś część pierwsza, czyli opowiem o tym jak koloruję odbitki stempli. A na końcu znajdziecie kartkę, w której wykorzystałam te moje kolorowanki!


Kolorowanie zaczynamy oczywiście od dobrej odbitki. Ważne jest nie tylko odbicie stempla czysto i równo, ale również to, jakiego tuszu w tym celu użyjemy - a jego wybór często zależy od medium, którym będziemy kolorować. A także od tego, czy chcemy, by na skończonej pracy kontury odbite tuszem były widoczne, czy nie.
Czyli, jeśli użyjemy markerów wodnych, akwareli i innych wodnych mediów, to tusz powinien albo być wodorozpuszczalny, np Distress Ink, bądź inny jasny tusz wodny (gdy chcemy kolorować w stylo no-line, czyli bez widocznej odbitki na skończonej pracy), albo pigmentowy, jak np VersaFine, bądź inny wodoodporny, np Archival - gdy odbitka ma pozostać widoczna. Jeśli planujemy użyć markerów alkoholowych skorzystajmy z tuszu wodnego, np Memento. Jeśli w planach są kredki - typ tuszu ma mniejsze znaczenie, ale użyłabym raczej wodnego. Mamy też możliwość pokrycia odbitki pudrem do embossingu, co przy czarnym tuszu/pudrze czasem wygląda ciekawie, a przy białym pudrze z kolei zapewnia wyjątkowy efekt, szczególnie jeśli użyjemy akwareli lub innych wodnych mediów do kolorowania.

Tu widzicie ten sam obrazek odbity tuszem hybrydowym, wodnym (czarny Memento), wodoopornym (brązowy Archival) oraz jasnymi tuszami wodnymi. Ja bardzo lubię kolorowanie no-line, ale ponieważ dość trudno byłoby mi na zdjęciach pokazać kontury odbite bardzo jasnym tuszem, bo i w rzeczywistości są one ledwo widoczne, tutaj posłużę się odbitką w kolorze brązowym.


Do kolorowania używam gładkich papierów, ja akurat nie lubię faktury zwykłego papieru do akwareli przy odbitkach stempli, ale to oczywiście kwestia gustu - choć częściowo zależy to też od medium którego używamy, np markery Zig Clean Color Real Brushes zwyczajnie lepiej pracują na gładkim brystolu niż na papierze do akwareli. A właśnie na przykładzie tych markerów chciałabym zaprezentować wam, jak koloruję odbitki (choć wskazówki, które tu opiszę równie dobrze można odnieść do np akwareli, czy kredek akwarelowych).

Media wodne - markery, akwarele itp

Poza markerami przydatne będą: cienki pędzelek, czysta woda (choć nie są konieczne, bo te markery świetnie blendują się same ze sobą i z blenderem, ale ja wolę tak) oraz ręcznik papierowy.

Kolorowanie postaci zwykle zaczynam od skóry. Ponieważ zazwyczaj koloruję skórę w typie, powiedzmy, kaukaskim, to na takim właśnie przykładzie będę dziś pokazywać jak u mnie proces kolorowania wygląda.

Każda odbitkę zwykle staram się podzielić sobie na małe fragmenty, by nie opracowywać zbyt dużego elementu na raz. Zaczynam od przejechania zwilżonym czystą wodą pędzelkiem danego fragmentu, łącznie z konturem. Następnie nanoszę pierwszą warstwę koloru - zazwyczaj obrysowuję kontury, a następnie rozmywam kolor wilgotnym pędzelkiem, tworząc delikatną bazę:


Następnie nakładam kolejne warstwy - kolor nanoszę w miejscach najciemniejszych i delikatnie blenduję go wilgotnym pędzelkiem z poprzednią warstwą. Warto pamiętać, że zawsze możemy położyć koleją warstwę i przyciemnić obrazek, ale ująć koloru jest znacznie trudniej, dlatego lepiej położyć więcej delikatnych warstw, niż jedną za ciemną. Jeśli jednak musimy gdzieś rozjaśnić, albo np wyszliśmy ciut za linię - to miejsce to zwilżamy czystą wodą i przykładamy punktowo papierowy ręcznik, który wchłonie część pigmentu.

Kolorując odbitki najprościej jest wyobrazić sobie daną postać/przedmiot w uproszczeniu, jako układ brył: kul, walców itp, wówczas opracowywanie cieni będzie o wiele łatwiejsze. Trzeba przyjąć jeden punkt źródła światła i starać się go trzymać w miarę możliwości - w przypadku niedużych odbitek raczej nie tworzymy realistycznego portretu i bardziej chodzi nam o zaznaczenie światłocieniem przestrzenności przedstawionej na odbitce postaci/przedmiotu, ale im bardziej będziemy konsekwentni, tym lepszy efekt końcowy osiągniemy. Najprościej przyjąć, ze światło pada mniej więcej z okolic ucha osoby patrzącej na odbitkę, wówczas unikniemy głębokich, czy mocno asymetrycznych cieni.

W przypadku głowy czy tułowia, które przypominają kulę, najjaśniejszy punkt można przyjąć na mniej więcej na środku, w okolicy nosa czy splotu słonecznego, a najciemniejsze są partie przy bocznych konturach, cienie pod brodą, pod linią włosów, pod kończynami itd. Tego typu elementy koloruję ruchem mniej więcej po półkolu, nigdy pionowymi, czy poziomymi ruchami.

Im większy stempel, tym na więcej realizmu możemy sobie pozwolić, np nadać skórze gdzieniegdzie lekko niebieskawy ton (bo mniej więcej taki właśnie nadaje naszej skórze ton krew krążąca w naszych żyłach), ale przy mniejszych stemplach staram się upraszczać, korzystam zwykle z jednego, dwóch kolorów, dodaje ewentualnie delikatne rumieńce na policzkach, gdy warstwa w "odcieniu skory" nie jest jeszcze sucha i ta odrobina różu ładnie wtopi się sama w tło.



W przypadku kończyn, które przypominają walce postępuję tak samo - najciemniej jest w pobliżu konturów, a najjaśniejszy zostawiam pas wzdłuż całej długości, jednak nie idealnie na środku:


Podobnie przy twarzy widzianej z profilu - najciemniejsze miejsca są przy linii włosów, na szyi pod brodą itd.


Kolejnym trudnym elementem bywają białe przedmioty. No bo jak kolorować coś, co jest białe? Ale oczywiście gdy spojrzymy na dowolna biała rzecz zobaczymy, że nie jest ona jednolicie biała, tam gdzie tworzą się cienie, jest znacznie ciemniejsza niż w najjaśniejszych punktach. Bardzo często do zaznaczenia cieni użyjemy koloru szarego, ale warto np pamiętać, że biały przedmiot umieszczony tuż obok np fioletowego, często również będzie miał bardzo delikatny fioletowy ton w pobliżu miejsca styku. Poza tym szarości też mogą być różne - cieplejsze, zimniejsze, a czasem warto zamiast szarości użyć odcieni niebieskoszarych. W przypadku odbitek wykonanych ciemnym tuszem warto też dostosować kolor do koloru odbitki - tu na przykład tusz był brązowy, więc moje szarości są dość ciepłe.

Kolorowanie białej sukni tylko z pozoru jest trudne, w przypadku rękawów i tułowia zasady są te same co powyżej, natomiast jeśli chodzi o fałdy sukni, to zwykle wygląda to tak, że zaznaczamy je dość wyraźnym przejściem kolorystycznym - np miejsca najbardziej wystające są najjaśniejsze i kontrastują z ciemnymi zagłębieniami materiału; kolorujemy wzdłuż linii fałd, miękkim łukiem. Warto też po prostu na początku wybierać stemple, które ułatwia nam ich kolorowanie - z zaznaczonymi fałdami.


Białe elementy to jedno, ale co z czarnymi, bardzo ciemnymi przedmiotami? Zwykle czarne przedmioty oglądane w świetle nie są smoliście czarne i dlatego zamiast głębokiej czerni lepiej posługiwać się ciemnymi szarościami. Pozwoli nam to na delikatne wystopniowanie koloru i pokazanie np załamań tkaniny - podobnie jak przy białej sukni warto zostawić miejsca, które są zdecydowanie jaśniejsze, bo odbiły światło. Także takie elementy koloruję w podobny sposób co wcześniej - nanoszę kolor w miejscach zdecydowanie najciemniejszych i stopniowo rozprowadzam kolor ku partiom najjaśniejszym i stopniowo przyciemniam całość kolejnymi warstwami.




Włosy - to chyba element sprawiający najwięcej problemów i dokładnie omówiony sam zająłby całego posta (a mi przecież do mistrza dalekooo). Jednak upraszczając - najważniejsze, by nie zakolorować ich po całości jednolitym kolorem, bo przecież w rzeczywistości włosy tak nie wyglądają prawda? Mają zwykle ciemniejsze i jaśniejsze partie, czy też układają się w przeróżne fale i loki, które tworzą głębokie cienie... Bardzo jest też ważne, by zostawić jasne, prawie nie pokryte kolorem punkty czy pasemka, bo prawdziwe włosy dość mocno się błyszczą i blikują, czyli odbijają światło i takie refleksy bardzo pomagają stworzyć naturalny efekt. Warto też pracować raczej delikatnymi kreskami, nie plamami, bo włosy to nie hełm :) Najciemniejsze miejsca to zwykle część nad karkiem dla postaci z boku, czy np z tyłu za szyją dla postaci widzianej z przodu, oraz oczywiście zawijaski w lokach, najjaśniejszy często bywa czubek głowy, miejsce blisko przedziałka - plus bliki na pasmach włosów.



Ostateczny szlif nadaje pracy za pomocą czarnego i białego gel pena - czarnym podkreślam oczy postaci, by bardziej się wyróżniały, a białym dodaję błyski w oczach i inne bliki. I to z grubsza cała filozofia, jeśli chodzi o media wodne :) Oczywiście, nie jestem żadnym guru kolorowania, ale bardzo lubię to robić i myślę, że idzie mi już całkiem fajnie :) Na koniec porównanie tego samego obrazka pokolorowanego w technice no-line i z widoczną odbitką. Przyznaję - ja wolę ten z niewidoczną odbitką, wygląda to trochę jak z książeczki z obrazkami, prawda? Jak widać, w przypadku niewidocznej odbitki zdecydowałam się na zupełnie inny kolor do cieniowania białej sukni - technika no-line ma tez tę zaletę, ze nie musimy zastanawiać się jak dany kolor będzie pasował do tuszu :) A wy, który styl lubicie bardziej?


Markery alkoholowe

A co z kolorowaniem tuszami alkoholowymi? Oczywiście zasady dotyczące światłocienia itd są dokładnie takie same, a i sam sposób kolorowania tak naprawdę nie różni się znacząco. Jednak tutaj najlepiej mieć minimum trzy markery w danym kolorze, by uzyskać płynne przejścia od najjaśniejszego do najciemniejszego. Najpierw nanoszę mój najjaśniejszy kolor, bazowy.


Następnie używam tego o ton-dwa ciemniejszego i pokrywam nim te części, które mają być nieco ciemniejsze. Wreszcie miejsca najciemniejsze pokrywam najciemniejszym markerem, po czym znów biorę ten średni marker i blenduję nim najciemniejsza warstwę, by uzyskać płynne przejście. To samo powtarzam z najjaśniejszym markerem - czasem ostatnie trzy kroki powtarzam kilkukrotnie, bo, podobnie jak przy mediach wodnych, łatwiej jest przyciemnić, niż rozjaśnić.




Wśród markerów alkoholowych takich jak Copiki, czy Promarkery znajdziecie taki z napisem "blender". Nie jest to jednak marker pozwalający na tworzenie płynnych przejść między kolorami, nie nie, markery blenduje się jaśniejszym kolorem (producent Promarkerów sugeruje, że blendera można używać jako podkładu dla łatwiejszego mieszania kolorów - ale nadal blendujemy kolorowymi markerami). Z jednym wyjątkiem: blender przeznaczony do markerów Chameleon pozwala uzyskiwać przejścia od ciemnego do jasnego koloru z pomocą jednego markera. Jednak markery te mają wg mnie kilka wad - są duże i dość nieporęczne, przygotowywanie każdorazowo markera do cieniowania odrywa nas co chwila od pracy na kilkanaście - kilkadziesiąt sekund, a końcówki dość szybko się zużywają. Mnie osobiście najprzyjemniej koloruje się markerami Copic, ze względu na miękką końcówkę - bardzo pasuje mi też ich paleta kolorów. Jednak wiele osób woli Promarkery i je również gorąco polecam!
A tutaj jeszcze porównanie takie samo jak poprzednio, z i bez konturu:


Zostały nam kredki oraz odbitki z użyciem pudru, ale o nich opowiem oddzielnie, bo wyszedłby istny tasiemiec z tego wpisu :)

A dziś chciałabym na koniec powiedzieć jeszcze jedno - najważniejsze. Nie bójcie się kolorowania! Czasem mam wrażenie, że uważacie, że to strasznie trudne i skomplikowane. A tak nie jest! To naprawdę bardzo relaksujące i przyjemne zajęcie - choć nie będę czarować - w im lepsze jakościowo media zainwestujecie (bez względu na to czy będą to farby, markery, czy kredki), tym przyjemniejsza będzie to praca :)

A dziś na koniec pokażę jak wykorzystałam moją pokolorowaną młodą parę - ponieważ wybieram się na ślub w klimatach sielsko-letnio-romantycznych, wymyśliłam sobie, że i moja kartka musi być taka właśnie. Odbitkę umieściłam na wianku, delikatnie podkolorowanym akwarelami - to bardzo stary wykrojnik, ale nadal jest dostępny! I niesłusznie trochę chyba zapomniany, bo ma wiele uroku :) Do tego tło wytłaczane w kropeczki i już moim zdaniem nic więcej nie potrzeba :)




Pozdrawiam,
ushii



Jestem gościnną projektantką Your Next Stamp!
I mam dla Was coś super!!

Yay! Tak, właśnie tak!

Ale po kolei - dziś mam dla was króciutką opowieść i... super niespodziankę dla moich Insta obserwatorów!
Jakiś czas temu wrzuciłam na Instagrama swoją kartkę wielkanocną ze słodziakowatymi kurczaczkami z zestawu stempli od YNS - i spodobała się im ona tak bardzo, że zaprosili mnie jako Gościnną Projektantkę w lipcu! Jupiiii!!!

Zatem dziś będzie moja pierwsza inspiracja, kartka "Karuzela"! Interaktywna, a jak! I jestem z niej mega dumna, bo te koniki ruszają się w górę i w dół jednocześnie!!!


Marzyłam o tych stempelkach i o takiej właśnie kartce od dawna, więc wiadomo, że musiałam ją zrobić natychmiast jak tylko dotarła do mnie przesyłka od YNS :) I nie było łatwo nie pokazywać wam jej przez pewien czas, oj nie :D


Gdy pociągniemy z uchwyt na górze, wysuwa się ukryty napis z życzeniami, a koniki rusza się prawie jak na prawdziwej karuzeli :) Oczywiście - we wnetrzy kartki jest mnóstwo miejsca na życzenia też :)


Wszystkie pozostałe szczegóły dotyczące wykonania tej kartki znajdziecie na blogu YNS :)

Ale!!! To nie koniec!!!

Bo teraz chciałabym się tą moją radością podzielić też z wami i... ogłaszamy konkurs! YNS ma dla jednego szczęściarza zestaw stempli z karuzelką - "Spin and Twirl Carousel"! W konkursie mogą brać udział uczestnicy z całego świata!


Aby mieć szansę na wygraną:
1. odwiedź moje konto na Instagramie @ushiilandia, polub moje posty z inspiracjami dla YNS (oczywiście polubienie innych moich postów również sprawi mi wiele radości :D),
2. zostań obserwatorem @ushiilandia jesli jeszcze nim nie jesteś ( a powinieneś, bo tam publikuję znacznie częściej i więcej niz na blogu!)
3. zostaw komentarz pod moimi postami w ramach YNS Guest Design, a potem odwiedź konto @yournextstamp i tam też zostaw komentarze pod moimi inspiracjami, by zwiększyć swoje szanse!
Konkurs kończy się o północy czasu wschodniego, w niedzielę 7 lipca 2019r. Zwycięzca zostanie ogłoszony 9 lipca, na koncie YNS.
Życzę wam wszystkim powodzenia!

Your Next Stamp is giving away the Spin and Swirl stamp set to 1 lucky winner! Giveaway is open worldwide!
How to enter:
1. Go to my Instagram @ushiilandia and like the photo of this card; like other posts from Ushii Guest Design series in the next days too, for more chances to win! (Of course I'd appreciate if you'll like my other photos too :D)
2. Follow @ushiilandia
3. Leave a comment below the photo of this card and/or my other YNS Guest Design posts) for a chance to win!
4. Then go to @yournextstamp and leave a comment there, too, for more chances to win!
Entries close at midnight EST, Sunday, July 7th, 2019. The winner will be announced on 7/9/2019.
Good luck everyone!


Pozdrawiam,
ushii

Super sweet :)

Dziś post bez zbędnego gadania, tylko fotki. Fotki kartek, powstałych bardzo spontanicznie i na ostatnią chwilę, gdy z pewnych względów musiałam nieco przeorganizować swoje stemple i wpadli mi w ręce moi ulubieńcy od Mama Elephant... no i tak oto powstało kilka prac na wyzwanie #mamaelephanttopcardcontest, zapraszam do oglądania!
No i, ponieważ wszystkie te fotki znajdziecie od pewnego czasu na Instagramie, to zapraszam i tam, jeśli chcecie być bardziej na bieżąco z publikowanymi przeze mnie fotkami: https://www.instagram.com/ushiilandia/ :) Przy okazji, tam też mam możliwość odpisywać na komentarze, bo blogger nadal odporny na moje próby komentowania...

No to lecimy:




I dwie kartki szczególne, bo interaktywne, zatem - uwaga, uwaga! Dołączyłam filmiki, pokazujące co i jak!! Tak, wiem, króciutkie i szału nie ma, ale to moje początki filmowe w wersji publicznej, więc wybaczcie :D





I druga:





Z kim zobaczę się na Zlocie Creative Day w najbliższą sobotę??
Pozdrawiam!
ushii