1 lutego 2012

Kilka drobiazgów i nic więcej, bo zawzięcie choruję :(

Wiem, wiem, zapowiadałam nowy post - nawet był już gotowy - a tu cisza przez tyle czasu... no ale czasem nie wszystko da się przewidzieć, zwłaszcza samopoczucie własne i najbliższych :) Ale liczę, że już niedługo przymusowy areszt pod stertą kocy i zaspami chusteczkowymi się skończy i wrócę tu na dobre... A dziś garść zdjęć domowych, tak jak obiecałam - choć niewiele ze względu na to chorowanie - oraz zapowiedzi jeszcze większej dawki takowych  :)

Zacznę znów prezentowo... no co ja bym bez Was zrobiła, sama nie wiem :) Gdy pokazywałam niedawno moje emaliowane garnuszki, zgadałam się z Myszką, że i ona takie słodkości lubi - i co więcej, właśnie upolowała śliczną łyżkę z podobnej serii, więc... tak, tak, dobrze sie domyślacie :) Niedługo później i u mnie się ona pojawiła :) I to w dodatku z towarzystwie dwóch innych ślicznotek! Jeszcze raz dziękuję za taką przemiłą niespodziankę Kochana  :) Przy okazji nastąpiły małe zmiany i zniknął wiszący pojemnik, a pojawiły się dzbanki - niebieski co prawda tylko na czas znalezienia tego docelowego, ale i tak mi się podoba i bardzo mnie cieszy ta zmiana, choć to oczywiście odkrywczy patent nie jest ani trochę :)


Do mieszkania mimochodem przekradają się coraz liczniej wiosenne już akcenty - zapewne u wielu z Was jest podobnie :) U mnie to przede wszystkim ukochane szafirki, którymi uwielbiam być obdarowywana! Niby nic specjalnego, ale to takie troszkę pamiątkowe zdjęcie, bo ten stolik znika niebawem... a i chyba nie było tu jeszcze tej lampki? Mam już taką jedną, pokazywałam kiedyś (o tutaj). Ale często bywa tak, że jak już po dłuższych poszukiwaniach trafię na wymarzoną rzecz - to niebawem natykam się na drugą podobną... też tak czasem macie? I czasem ta druga też u nas ląduje, tak jak ta lampka. Jeszcze na jesieni zastąpiła metalową, która nie raz się tu przewijała (np tutaj, przy okazji małego tutorialu). Z wyprzedaży, w śmiesznej cenie - więc nie przejmowałam się kloszem w marynarskie paseczki, uznałam, że coś sobie innego w domu dopasuję... a jak ją postawiłam, to okazało się, że wcale tego klosza zmieniać nie chcę, tak mi się spodobał! Jak widać, czasami przypadkowe zakupy tez mogą być udane - bo sama z siebie na pewno bym go nie kupiła :)


Ale zanim zrobi się tu całkiem wiosennie jeszcze jeden mały akcent chyba zimowy (?) Jeszcze przed chorowaniem trafiłam do sklepu typu mydło i powidło, z tzw chińszczyzną; tylko że duńską bodajże. I tam znalazłam takie słodziaki - będą jak znalazł na... następne święta :D Ale muchorkomanii chyba już powiem dość. No chyba że... ;P


Jak już przy czerwieni i bieli jesteśmy... niedawno mieliśmy ochotę na sernik na zimno -  jak zawsze z najlepszego moim zdaniem przepisu na świecie. O serniku była już tu mowa (przepis tutaj), ale dziś chciałam pokazać Wam małą wariację - część masy wylewam do płaskiej foremki prostokątnej, a gdy stężeje - wycinam foremkami do ciastek różne kształty - i serwuję z przetartym sosem owocowym (na zdjęciu malinowy).



Wiem, że to tylko takie drobiazgi i duperelki - szczególnie że zmian u mnie tyle, że niewiele już kątów wygląda tak jak kiedyś... Dlatego na koniec mała zapowiedź - tym razem już ostatnia! Bo przecież już dwa razy coś zapowiadałam, raz organizerami (tutaj), raz pewnymi szufladkami (tutaj)... i ciągle nic. No, ale rok to wystarczająco dużo czasu, dłużej się nie mogę ociągać z pokazaniem pewnego zakątka :) A zatem - taka kolorowa zapowiedź... i chyba już wszystko jasne? Demonstracja będzie w pierwszą rocznicę użytkowania. Ja to mam tempo :D


Pozdrawiam,
ushii


PS
Znów mam zaległości mailowe - ale postaram się to nadgonić, podobnie jak wizyty w blogowym światku! Jak tylko wygrzebię się z tych chusteczek, bo na razie prawie na oczy nie widzę :( Dziękuję Wam za tyle miłych słów i wiadomości i przepraszam za brak odzewu!
A za ewentualne błędy w poście z góry przepraszam, publikuję jedynie wcześniejsze wypociny i mogłam coś w obecnym stanie przeoczyć :)

14 stycznia 2012

Cos na rozgrzanie... i wprost przeciwnie :)

Buro, ponuro, zimno i wieje... nie ma nic lepszego na taką pogodę niż sycąca, rozgrzewająca zupa :) A do tego - pyszna i super prosta! Robię ją naprawdę często i nie mam pojęcia, jakim cudem jej tu jeszcze nie było... to była pierwsza zupa, którą kilka lat temu ugotowałam z książki "Encyklopedia zup". Od razu weszła do naszego jadłospisu, podobnie zresztą jak później wiele innych z tej książki - gorąco polecam więc jej zakup, jeśli jeszcze jej nie ma na waszej kulinarnej półce!


Zupa z selera naciowego
  • pęczek selera naciowego
  • 1 por
  • 1 duża cebula
  • 2 ziemniaki
  • masło i oliwa 
  • przyprawa curry (niezbyt ostra)
  • inne przyprawy wg upodobań - ja dodaję nieco tymianku i estragonu
  • ok. 1 litra bulionu
1. Seler i por pokroić w cienkie talarki, cebulę pokroić drobno. Na odrobinie masła i oliwy udusić warzywa w garnku (z grubym dnem - albo na patelni) aż seler będzie prawie miękki; ja na początku duszenia dodaję zawsze ociupinę soli i szczyptę cukru, ale nie jest to konieczne.
2. Wsypać ok. 1 łyżeczki curry i wymieszać, dodać obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki, po chwili zalać bulionem i gotować na niezbyt dużym ogniu przez ok. 15 min., pod koniec dodać wybrane przyprawy i ewentualnie dosolić, jeśli to konieczne. Można serwować od razu albo zmiksować na zupę krem - ja wolę bez miksowania :)

Z ciepłą zupą w brzuchu to co dzieje się za oknem już mi niestraszne :) Ale stanowczo dość miałam tego ponurego światła i szaroburej kolorystyki, strasznie tęskniłam już za śniegiem! Zatem postanowiłam go wywołać, robiąc mały domek na moje pierwsze w szeregach DT ScrapCafe wyzwanie (chyba już wszyscy wiedzą, że lubię robić domki? :). Tym razem ma on funkcję -  lampionu na tealighta. No i oczywiście wywoływacza śniegu. I wiecie co? Podziałał! Od wczoraj sypie :))


Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!
ushii

PS
Właśnie wpadłam w przelocie i widzę, że oczywiście post nie raczył się sam wczoraj opublikować, ale to nic, nie zdezaktualizował się na szczęście za bardzo... wracam już na początku przyszłego tygodnia, tym razem chyba wnętrzowo nareszcie :)

9 stycznia 2012

Prezenty, prezenty, prezenty!!

Zacząć dziś muszę od sprawy najważniejszej. Kochane dziewczyny - wasze blogi, a także możliwość bliższej znajomości, a nawet przyjaźni z niektórymi z Was - to dla mnie źródło ogromnej radości i znaczy dla mnie bardzo dużo... ale Wy na tym nie poprzestajecie, jakby mało było, że dajecie mi wasz czas i siebie, to jeszcze niejednokrotnie dokładacie do tego przeurocze upominki! A kto nie lubi dawać i dostawać prezentów? Ja uwielbiam! I nie zamierzam dorosnąć w tej kwestii nigdy :)) Dlatego za wszystko - i za ciepłe myśli i słowa, i za te chwile zaskoczenia wizytą listonosza, gorączkowego rozrywania papieru, obmacywania tych cudności - i często łzy wzruszenia i radości - dziękuję!

A dlaczego o tym piszę? Bo oczywiście muszę się pochwalić kilkoma cudeńkami od kilku przemiłych mikołajek, czego nie zdążyłam zrobić jeszcze przed Świętami :) Zacznę od... nożyczek :D Nożyczek, które bardzo mi się spodobały u Petry, na co ona - ot tak, zrobiła mi świąteczny prezent! I jeszcze - jakby było mało - dołączyła kolczyki swojego autorstwa, zakładkę i inne przemiłe drobiazgi! Dziękuję jeszcze raz, Kochana!! Strasznie się cieszę, bo chodziły takie za mną od dawna, w dodatku miałam już gotowy plan umieścić je w podpatrzonym u Dagmary sprzęcie - tylko kluczowego elementu było brak, czyli nożyczek :) A teraz już wszystko mam i niebawem będę Wam mogła zaprezentować mój nowy gadżet :))


Dostałam również prezencik bardziej świąteczny w charakterze - od mojej kochanej Agusi. Była tu i bombka i piękny pegaz na choinkę - jednak obie te rzeczy  niefotografowalne jak dla mnie, jakbym nie próbowała, to rozmazane i brzydkie wychodzą :(... Ale do tego były pierniczki własnego wypieku! Ledwie udało mi się co nieco ocalić do pamiątkowej fotki, bo były pyszne :) Aguś - Ty wiesz co chciałbym tu napisać! :-*


Muszę pokazać też drobiazg, na który w sumie całkiem niechcący się załapałam w trakcie bardzo miłego przedświątecznego spotkania w gronie kilku warszawskich scraperek :) To prezencik od Moriony - były tam pierniczki, które niestety pożarłam na miejscu i nie zostały uwiecznione, oraz cudny magnes jej autorstwa, z sentencją jak najbardziej dla mnie odpowiednią chyba:


I nie był to jeszcze koniec tego prezentowego szczęścia! Bo zdarzyło się tak, że odwiedziła mnie pewna osóbka... spędziłyśmy miło czas gawędząc na różne tematy, a żeby było jeszcze milej - obdarowała mnie mnóstwem wspaniałości :) Dostałam nowy zakwas - z penelopowej akcji "zakwaszania Polski" - co mnie bardzo cieszy, bo z moim poprzednim musiałam się akurat jakiś czas temu pożegnać... a na dokładkę dostałam pięknie pachnący chlebek, na dobry początek wznowienia własnego wypieku :) I ciasteczka przepyszne do tego... I serduszko jeszcze!




Poznajecie to serducho? Już wiecie komu się ten worek z prezentami u mnie rozsypał? Oczywiście - anielskiej Uli, z którą okazało się że łączy mnie dużo więcej niż tylko imię :)) Chleb na fotce wyżej to też dzieło Uli oczywiście, ale ja naturalnie zaraz z zakwasu skorzystałam, bo kupne pieczywo niespecjalnie lubimy i tęskno nam było za własnym; więc melduję Uleńko, że już ładnych parę chlebków na nowym zakwasie zostało upieczonych - i w dodatku cudnie się złożyło, że znalazłaś czas na spotkanie jeszcze przed Świętami, bo dzięki Tobie na naszym świątecznym stole też domowego chleba nie zabrakło :) Dziękuję Kochana po raz wtóry - za wizytę i za te wszystkie wspaniałości!

A dla Was mam małą propozycję na takie okazje - chlebki pieczone w minikeksówkach, np. takich jakie pokazywałam w poście o formach do pieczenia. Fajnie wyglądają na stole, bardziej elegancko niż kromki chyba, a równocześnie zdrowsze są od bułeczek - a w dodatku każdy można czymś innym posypać (albo dołożyć mu inne dodatki do środka)... u nas ten mój patent bardzo się przyjął :)


No tak, chwalę się i chwalę co dostałam, to może przy okazji wspomnę, co sama dałam? Bo rzecz jasna nie wypuściłam tak miłego gościa bez prezentu - można go było już zobaczyć u Uli, ale i tu pokażę. Były pachnące pierniczkiem gwiazdki, które fotki nie miały, bo podobne już pokazywałam - dwa lata temu, o tutaj - ale pięknie obfociła je i zaprezentowała u siebie Ula... i była też ramka. Ponieważ widziałyśmy się osobiście tuz przed Świętami, nie wysyłałam do Uli kartki świątecznej... no ale coś w zamian musiało być innego - zalterowałam więc ramkę w kształcie dzwoneczka - chciałam by była radosna i kolorowa jak moje tegoroczne kartki.


Wiem, że już dawno po świętach, a część osób już zdążyła choinkę rozebrać... a ja ciągle ten temat wałkuję :D Ale obiecuję, ze to już ostatni raz i niedługo będzie całkiem spora dawka różnych zakątków naszego poddasza i bardziej aktualne prace. Mam też nadzieję, że teraz będę miała czas zaglądać tu trochę częściej niż ostatnio - dziękuję za wszystkie komentarze które tu zostawiacie! I za przemiłe maile, postaram się zaraz nadgonić moją kilkudniową nieobecność, odpisać i w ogóle nadgonić wszystkie zaległości, przede wszystkim pozaglądać na wasze blogi :)

Pozdrawiam,
ushii

2 stycznia 2012

Święta 2011 - podsumowanie z kompletem słodkich przepisów :)

Witam wszystkich noworocznie! Mam nadzieję, że Święta upłynęły wam we wspanialej atmosferze? I że każdy spędził sylwestrową noc w wyśmienitym humorze i towarzystwie?

U nas w święta komputer jest obowiązkowo wyłączony. Dlatego dopiero teraz, z małym poślizgiem, chciałbym - przede wszystkim - bardzo podziękować Wam za wszystkie przemiłe życzenia: mailowe, w komentarzach i za cudowne kartki. To było jak dodatkowy prezent pod choinką :)

A po drugie będzie dziś oczywiście kilka świątecznych migawek... niewiele, bo stołu wigilijnego nie aranżowałam w ciągu dnia, kiedy jeszcze można było zrobić zdjęcia, a w dodatku pogoda jaka była wszyscy przecież wiedzą - i ponure światło skutecznie zniechęcało mnie do prób zrobienia jakiegoś sensownego zdjęcia. A choinka, hmm... Miejsce na choinkę czekało u nas tradycyjnie do wigilijnego poranka, więc nie mogłam pokazać jej wcześniej tak jak część z was... No i jak zwykle stoi w najciemniejszym punkcie mieszkania, więc z żadnej fotki tak naprawdę zadowolona nie jestem. Na żywo w miarę mi się podoba, ale na zdjęciach jest taka nijaka... ale obiecałam, to chociaż kawałki pokażę :)




Oczywiście są i zdjęcia wypieków :) Te same co roku: makowiec, sernik i korzenne ciasteczka - szwedzkie pepperkakory. Typowych pierniczków tym razem nie piekłam; miała być też kutia, ale pszenica ulotniła się w niewyjaśnionych okolicznościach :)


Przepis pochodzi z mojej ukochanej szwedzkiej książki kucharskiej o wymownym tytule "Ciasta"; swoją drogą muszę ją kiedyś pokazać i może kilka innych moich książkowo-kucharskich "must have" też :).

Trochę po swojemu zmodyfikowałam proporcje i od dawna już nie szukam innej wersji, bo ta jest jak dla mnie idealna - ciasto jest pyszne i od samego początku jest cudnie w obróbce: plastyczne, nie lepi się (jest doskonałe do wspólnego pieczenia z dziećmi!), nie rwie nawet mimo cieniutkiego jak na prawdziwe pepperkakory przystało wałkowania i nie odkształca przy pieczeniu ani trochę... czego chcieć więcej?


Pepperkakory
  • 100 ml złotego syropu (niedużą część zastępuję miodem, w oryginale jest melasa)
  • 130 ml cukru
  • 120g masła
  • 100 ml śmietanki kremówki (ja używam słodkiej 30%)
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 3 strączki kardamonu
  • 1 łyżeczka goździków
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 kg maki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Dzień 1.
Zmiażdżyć przyprawy w moździerzu (można też oczywiście użyć sproszkowanych, ale mają słabszy aromat).
Utrzeć miękkie masło, syrop, miód, cukier i przyprawy, potem dodać śmietankę i stopniowo mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Ciasto zawinąć w folię i odłożyć do lodówki na noc.
Dzień 2.
Następnego dnia rozwałkować, najlepiej cieniutko, ok. 3mm jeśli chcemy uzyskać chrupkie ciasteczka (gdy mają być trochę bardziej miękkie - ciut grubiej, a robię zawsze trochę takich i trochę takich).


Wyciąć dowolne kształty i piec w temp. 170C przez 7 min.

Wiem, że wpisuję go trochę późno - ale te ciasteczka nie zasługują na to, by piec je tylko na święta! Ja piekę je duuużo częściej :)

Podobnie jest zresztą i z makowcem... makowe pierożki, makowce, seromakowce goszczą u nas często, bo mam makomaniaka w domu :) Z poniższego przepisu często robię też fajne ciasteczka, wystarczy zrolowany makowiec pociąć na plasterki grubości ok 1 - 1,5cm, upiec na płasko do zezłocenia i polukrować.


Makowiec

  • 2 szkl. mąki
  • 120 ml mleka (ciepłego, nie gorącego!)
  • 30 g drożdży
  • 4 łyżki cukru
  • 4 żółtka
  • 1 łyżki oleju
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżka spirytusu
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 100 gr rozpuszczonego masła

masa makowa:

  • 500g maku (ja używam mielonego BackMit i bardzo polecam)
  • 500ml mleka
  • 250g cukru
  • cukier waniliowy
  • 5 łyżek miodu
  • 60g masła
  • cynamon
  • skórka cytrynowa
  • 4 białka pozostałe z ciasta

1. Wsypać mąkę do miski, zrobić dołek, wsypać rozkruszone drożdże, cukier i zalać ciepłym mlekiem. Odstawić na ok. 15 min. w ciepłe miejsce.
2. Dodać pozostałe składniki, wyrobić, dodać rozpuszczone (ale nie gorące) masło i znów wyrobić. Odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość.
3. Mleko, cukry, miód, masło i cynamon zagotować, wymieszać z makiem i chwilkę dosłownie gotować do napęcznienia. Przestudzić i delikatnie wymieszać z pianą z białek pozostałych z ciasta.
4. Ciasto podzielić na 2 części, rozwałkować na duże prostokąty bardzo cienko - może nawet prześwitywać (jeśli wolimy grubsze ciasto, można oczywiście ciut grubiej :). Ja od razu wałkuję na papierze, w którym będę piekła makowiec (rozwałkowuję ciasto na wielkość papieru). Nałożyć masę makową, od każdego boku zostawiając ok 2 cm wolnego miejsca. Zrolować ciasto - robi się to bardzo łatwo pomagając sobie papierem na którym jest rozwałkowane, wystarczy go stopniowo podnosić od jednego końca a ciasto zwija się samo :) Końce makowca podłożyć pod spód. Owinąć go szczelnie papierem (z luzem max 0,5 cm – nada mu to piękny kształt); papieru nie podwijać pod boki.
5. Nastawić temperaturę pieczenia 180C, wstawić makowce do letniego piekarnika, a od chwili gdy osiągnie on temp. 180C piec jeszcze ok. 30min. Ostudzone udekorować lukrem, makiem i pokruszonymi migdałami lub orzechami.

Klasyka, po prostu... ukochane ciasto M. Ciasto również fantastyczne w obróbce, nie lepi się i daje się bardzo cieniusieńko rozwałkować - coś w sam raz dla miłośników wersji "mnóstwo maku, mało ciasta" :) Przepis jest na dwa makowce, przeważnie jeden po ostudzeniu kroję na dwie części i zamrażam (bez lukrowania) - dzięki temu, gdy najdzie nas nagle ochota na makowiec, wyciągam i za chwilę mam świeżusieńkie ciasto na stole :)

Moim z kolei ulubionym ciastem jest sernik... kiedyś już wstawiałam tu przepis na krakowski klasyk. Dziś wstawiam wersję, którą lubię chyba jeszcze bardziej, bo robi się ją błyskawicznie, sernik przy pieczeniu nie opada ani trochę, a w efekcie otrzymujemy ciężkie, wilgotne i przepyszne ciasto... mmm, mogłabym je jeść i jeść i jeść - a kto mnie zna, ten wie, że to u mnie wielka rzadkość, bo zwykle tylko piekę słodkości, a jem tyle co nic :) Przepis podała kiedyś Agatka na forum Cina, ja oczywiście ciut po swojemu pozmieniałam...


Sernik z anansem 
(blacha 35x25cm)

  • 1,3 kg białego sera (w kostce, nie mielony w wiaderku)
  • 220 g masła
  • 300 g cukru
  • 7 dużych jaj
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • puszka ananasa

spód i kratka na wierzchu (można całkiem pominąć, ja lubię tą cienką warstewkę ciasta):

  • zawsze robię podwójna porcję z tego przepisu (doskonałe ciasto na wszelkie spody, babeczki i inne!)

1. Zagnieść spód, wyłożyć blachę papierem do pieczenia i połową ciasta, podpiec 1 170C ok 10-12 minut, resztę odłożyć do lodówki. Masło rozpuścić, przelać do dużej miski (lub miski miksera) i przestudzić.
2. Ser zemleć w maszynce (ja wolę dwa razy).
3. Dodać cukier i ucierać, aż zbieleje. Miksując dodawać po 1 jajku (całym) i po trochu twarogu. Dodawanie całych jajek zamiast oddzielnej piany z białek powoduje, że sernik rośnie tylko odrobinę, nie pęka przy pieczeniu i nie opada. Na koniec dodać mąkę ziemniaczaną i zmiksować.
4. Na podpieczony spód wyłożyć 1/2 masy, ułożyć połówki krążków ananasa, przykryć resztą masy, wyrównać powierzchnię. Pozostałe ciasto rozwałkować, pokroić na 1cm paski i ułożyć kratkę (można oczywiście to pominąć). Piec w 170C (piekę z termoobiegiem) ok. 1godziny. 

Zasłodziłam dziś do oporu :) Następnym razem też będzie jeszcze kilka świątecznych drobiazgów, ktorych nie zdążyłam jeszcze pokazać, mam nadzieję, że wybaczycie mi jeszcze te bożonarodzeniowe akcenty w styczniu :) No i oczywiście będzie kilka cudeniek, które przyniósł mi pocztowy Mikołaj od Was!


Pozdrawiam i - jeśli nie zdążę tu nic nowego zmieścić przed piątkiem -  życzę udanego pierwszego długiego weekendu w tym roku :)
ushii

24 grudnia 2011

Wesołych!!!


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę wszystkim moim Gościom
samych radosnych chwil.
By te dni pełne były miłych spotkań, 
spokoju, miłości i smakołyków
na świątecznym stole.
Niech Nowy Rok przyniesie Wam wszystko
o czym marzycie!
Wesołych Świąt Kochani!

ushii

22 grudnia 2011

Świateczny pół-hurcik kartkowy

Dlaczego pół? Bo tylko mniej niż połowę chyba kartek tegorocznych pamiętałam żeby sfotografować :) Ale to dobrze, bo i tak będzie dziś multum zdjęć! Nie ze wszystkich fotek jestem zadowolona, ale innych nie będzie, bo karteczki już dawno przekazałam na poczcie do wysłania ich w szeroki świat. Zatem, bez zbędnego gadania... hurtem:


I niektóre pojedynczo:




I znów hurcik:


I zbliżenia:



Kilka pionowych:



Tagowa, bardzo minimalistyczna jak na mnie :) Kto zgadnie, do kogo poleciała?


I na koniec - w mniej typowym kształcie, tzw. nawiasowe:




Mam jeszcze do pokazania jakie śliczności dla odmiany mi przyniósł pan listonosz... i nie tylko on :P Ale po takiej dawce fotek - muszę to zrobić w oddzielnym poście - niestety pewnie dopiero po Świętach, bo pieczenie ciast wzywa i raczej już nie będzie czasu na blogowanie, ten post też powstaje w godzinach bardzo nocnych, bo w ciągu dnia nie było na to szans :) Dziękuję przy okazji za wszystkie maile - postaram się odpowiedzieć jak najprędzej!

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę jak najprzyjemniejszych przygotowań do tych najpiękniejszych dni w roku :)
ushii

15 grudnia 2011

Mikołajkowo - z poślizgiem i w kolorach całkiem nie świątecznych

Wiem, że od mikołajek już minęło kilka ładnych dni (dlaczego ten grudzień tak szybko mija?!) - ale dopiero dziś mam okazję pokazać swoje cuda mikołajkowe :) Najpierw pochwalę się prezentem od obu Mam... bo całkiem niezależnie od siebie dały mi to samo :)

Pokazywałam ostatnio bombki muchomorki - z klipsikiem zamiast wieszaczka. Strasznie mi się spodobały nie tylko ze względu na charakterystyczne groszki - ale też ze względu na te klamerki właśnie. Zakochałam się w nich po prostu! I przypomniały mi się te cudne uchwyty na świeczki - dziś popularne na skandynawskich blogach, ale kiedyś - powszechne u nas. Niestety - te, które były u mnie w domu, już dawno gdzieś przepadły... a i głowy nie dam, że sama się do tego nie przyczyniłam :( Wspomniałam o tym mojemu M. - a on chcąc sprawić mi radość podpytał swoją mamę... i w Mikołaja dostałam garść jej ocalałych staruszków! Podobno od dawna nikt już ich nie używał, od czasów pewnej Wigilii, gdy od świeczek zapaliła się choinka... ale ja nie zamierzam zapalać świec, tylko je poprzypinam na choince :) Cieszyłam się już bardzo - a wtedy okazało się, ze i moja Mama zdobyła dla mnie takie cuda! Też staruszki oczywiście, bo teraz ich juz chyba u nas nie produkują... I to w dodatku dokładnie takie jakie mi się podobały i jakie pamiętałam - z malutkim karbowanym talerzykiem (bo od mamy M. dostałam nieco inne, ale to takie maleństwa ze nie wiem jak im zrobić fotkę :P)! Ależ jestem przeszczęśliwa!!


W tym roku nasza choinka będzie wyglądała chyba już dokładnie tak, jak sobie kiedyś wymarzyłam, mam już chyba wszystkie elementy! O ile umiejętności do jej udekorowania mi wystarczy :)) No ale, ale... zwróciliście może uwagę na ten przeuroczy dzbanuszek?


Dzięki mojemu dobremu duszkowi Helence w tempie ekspresowym ziściło się moje malutkie marzenie posiadania go - mój ty mikołajku kochany buziaków sto Ci przesyłam :) Chodzę z nim po całym domu i nacieszyć się nie mogę :D

Dostałam też i inną paczuszkę w samego Mikołaja... normalnie uwierzyć nie mogłam! Jakiś czas temu Janka pokazała podusię swojego autorstwa, a ja ją skomplementowałam, bo bardzo mi się spodobała... a Janka co zrobiła?? Sprezentowała mi taką samą, o czym nawet nie śmiałam marzyć!


Piękna jest i doskonale się u mnie czuje Janeczko :) Dziękuję Ci jeszcze raz z całego serca!! Obu Wam przeogromnie dziękuję dziewczyny - bo obie wiecie w jakim momencie trafiły do mnie wasze upominki - i naprawdę milej na duszy mi się zrobiło i problemy trochę mniej ważne się zrobiły dzięki Wam :))

Zapowiadałam, że będzie nieświątecznie? No bo przed chwilą było różowo, a teraz - błękitno :) Syl, mozemy sobie podać rękę, obie takie nietypowe w grudniu kolorki prezentujemy :D Otóż kilka miesięcy temu zamarzył mi się garnuszek. Błękitny i emaliowany. I jak raz w pewnym sklepie taki zobaczyłam, ale niestety, wszystkie egzemplarze miał jakieś uszkodzenia, obtłuczenia i w ogóle :( Obeszłam się smakiem... aż tu akurat przed mikołajkami znów się pojawiły! I tym razem udało się znaleźć egzemplarz w idealnym stanie... A do tego jeszcze drugi większy, a na dokładkę jeszcze brytfankę, która tez była na liście marzeń! Strasznie jestem z nich zadowolona i mam zamiar jeszcze rozszerzać kolekcje takich właśnie garnków - kolorowych i w emalii.


 Aaa... dlaczego właśnie błękitny i emaliowany w ogóle? Bo po pierwsze stalowe mi się trochę przejadły, ale przede wszystkim w mojej kuchni już od dłuższego czasu zachodziły takie różne kolorystyczne zmiany... ale o tym będzie innym razem, więcej dziś nie zdradzę :)

I tak oto wygląda mój ostatni prezent mikołajowy. Chwalę się dziś jak nie wiem co, no ale muszę, bo tak mnie cieszą te drobiazgi :) Na koniec zostawiłam coś, co już zrobiłam sama. Wianek szyszkowy. Zdjęcie takie sobie, bo docelowo umieściłam go na drzwiach i nie umiem zrobić mu fotki :)




A jutro będę pierniczkować i piec pepperkakory :) A jak tam wasze pierniczki i inne świąteczne wypieki? Co w tym roku szykujecie?

Pozdrawiam,
ushii

PS 1
Wiem, ze wszędzie przewija się ten dzbanuszek - no ale właśnie dlatego, że kręcę się z nim po całym domu :)

PS 2
Na manekina nie patrzcie - bo chwilowo stoi golutki, bez swojej lnianej sukienki, która niechcacy zepsułam przy poprawkach... jak to mówią lepsze jest wrogiem dobrego :)

PS3
Zapeesuję się dzisiaj :) Do tej pory nie dostałam maila od Bozenas w sprawie wysyłki nagrody z candy... Proszę o kontakt - a jeśli zrezygnowałaś to tez daj znać, wylosuje kogoś innego :)

6 grudnia 2011

Losowanie i inne mikołajkowe przyjemności

Zaczynamy oczywiście od tego na co najbardziej czekacie :) Wiem, ze dość późno ogłaszam wyniki, ale dopiero teraz mam czas - dlatego też i niektóre zdjęcia nie są w świetle dziennym robione... lubię zimę i te długie wieczory, ale więcej dziennego światła czasem by mi się przydało :/ Ale wracając do tematu - losowanie odbyło się moją ulubioną metodą, czyli poprosiłam M. o podanie dowolnych dwóch liczb od 1 do 203, bo tyle było wpisów po skasowaniu komentarzy, w których ktoś wpisał się drugi raz.

Najpierw usłyszałam 5. A zatem...szczęśliwym posiadaczem konika została... Kaja!
Druga podana mi liczba to 85. Czyli foremka trafi do rąk... Bozenas!

Gratuluję dziewczyny - i proszę o przesłanie adresów :)

Bardzo Wam dziękuję za zabawę i obiecuję, że już niebawem kolejna, z troszkę większymi wielkościowo fantami  (wiem to na pewno, bo czekają już od dłuższego czasu na swoją kolej! Tylko zawsze coś ważniejszego jest :)) A dziś w ramach pocieszenia dla wszystkich się ze mną bawiących będą... ciasteczka :) Iście zimowe i świąteczne, a do tego baaaardzo smaczne :) - w sam raz na czas radosnego grudniowego oczekiwania!


Zimowe shortbread
  • 2 szkl. mąki
  • 0,5 szkl. cukru
  • szczypta soli
  • 170g (3/4 szkl.) masła
  • 3 żółtka
1. Posiekać szybko zimne masło z mąką, cukrem i solą, gdy zacznie się łączyć dodać żółtka i króciutko zagnieść ( nie ogrzewać ciasta zbyt długo dłońmi - w cieście mogą zostać malutkie kawałeczki masła). Wylepić foremkę ciastem i schłodzić min. godzinę w lodówce (lub trochę krócej w zamrażarce :)
Oczywiście nie trzeba do tego takiej specjalnej formy - można użyć dowolnych foremek, by np. uzyskać taki efekt jak niżej; wystarczy też masę wyłożyć na papier do pieczenia, uformować w prostokąt o grubość palca (a żeby było to klasycznie shortbread - ponakłuwać jeszcze dekoracyjnie widelcem w równych odstępach), a po upieczeniu zanim całkiem wystygnie pokroić w kwadraty lub prostokąty.
2. Piec w 160C ok 30min. Jeśli użyliśmy małych foremek - wystarczy piec o połowę krócej. 

Przepis pochodzi z mojej własnej głowy, ale są to dość typowe proporcje.
A tu to samo ciasto pieczone w foremce muffinkowej - ciasteczko, albo babeczka, która można dowolnie wypełnić...



Mam nadzieję, że przyjemnie spędziliście dzisiejszy dzień? I że każdy znalazł jakąś miłą niespodziankę w bucie lub skarpecie? Ja co prawda niczego tam dziś nie szukałam, bo prezent dostałam już w weekend... i to jaki! Ale pokażę go dopiero następnym razem :P Za to sama intensywnie pomagałam Mikołajowi podrzucać upominki dla innych - oj, co roku mam ten sam problem - ciężko zmieścić taką np książkę w bucie, strasznie niepraktyczny schowek :) A gdzie u Was najczęściej chowa się mikołajkowe upominki?

Zanim jednak zaczęłam podrzucanie niespodzianek, trzeba było je ładnie zapakować. Spójrzcie jakie śliczne papiery znalazłam w Ikea - strasznie mi się podobają! Szkoda tylko, że to dopiero początek grudnia, a wybór w świątecznych dekoracjach mają tam już praktycznie zerowy, nie rozumiem tego...


Dziś pokażę jeszcze kolejną porcję moich świątecznych dekoracji - choinkę oczywiście jak zawsze udekorujemy dopiero w Wigilie rano, więc wcześniej tu jej nie będzie, ale mieszkanie ozdabiam cały grudzień, bo bardzo lubię ten radosny nastrój oczekiwania :) więc troszkę jeszcze tego będzie. Świece adwentowe skromniutkie w tym roku - a dlaczego, to pokażę chyba dopiero po Świętach. Pomysł banalny: foremki do babeczek, choinkowa gałązka, kilka perełek i już.


Kalendarz adwentowy wyjątkowo w tym roku mam zeszłoroczny (tu go pokazywałam, gdyby ktoś był ciekaw), niestety przez problemy ze zdrowiem nie zdążyłam dokończyć nowego... za to pokażę moje tegoroczne czekoladki do niego - miałam na nie ochotę już w zeszłym roku, ale nie zdążyłam kupić foremki. Tym razem się udało :) Oto moje "piernikowe ludziki" i mikołajowe laseczki:



Nie wiem tylko dlaczego wyszły tak matowo na zdjęciach, w rzeczywistości ładnie się błyszczą. A w spożywczaku wpadły mi w ręce inne słodkości, choinkowe lizaki w tym samym kształcie... tylko kolory mają nie do końca mi pasujące, muszę jednak nabyć takie klasyczne :)


Pozdrawiam i do niedługiego zobaczenia :) Nareszcie będę miała teraz czas i możliwość pozaglądać na Wasze blogi!

ushii