Co przyniósł zajączek, a co... Mikołaj :D

Czyli o prezentach różniastych dzisiaj, bo maj za pasem, a ja jeszcze nie zdążyłam o tym opowiedzieć. A najwyraźniej musiałyśmy być całkiem grzeczne, bo w tym roku zajączek był bardzo szczodry; A. przyniósł wymarzoną hulajnogę, a mi ? Coś wesołego, kolorowego i takiego uroczo "retro", a przy tym praktycznego. Czyli... wagę kuchenną :) Mam co prawda moją ukochaną wagę à la sklep w PRL-u, ale ta jest taka słodka, że... A, co tam :)

waga retro

Sympatyczna, prawda? I spisuje się bardzo dobrze, wcale bezczynnie nie leży! Była jednym z kilku wzorów dostępnych w Lidlu - ten pomidor do razu spowodował, że się uśmiechnęłam :)

waga retro

A zajączek odwiedził też Biedronkę, a co :) Bo dostał cynk, że jakiś czas temu znów tam pufy były... i to żółte! A że żółta pufa to już od dawna ushii po głowie chodziła... więc zdobył dla mnie jedną, a co :) I mam, mam mojego żółciaczka :) Ładnie im razem z tą szarą, chociaż na żywo raczej razem występować nie będą, żółta będzie na dni cieplejsze, a szara w dalszym ciągu na jesień i zimę.

yellow knitted pouf / żółty puf sznurkowy

Ale że mnie od przybytku głowa jednak boli, to uznałam, że trzy pufy - bo mam przecież jeszcze turkusową - to ciut za dużo jak na rozmiary naszego mieszkania... w związku z czym - zapraszam do kącika wyprzedażowego, gdyby ktoś miał na tę ślicznotkę ochotę. A i innych też tam zapraszam, bo pojawiło się tam kilka innych ciekawostek! Od Big Shota począwszy, na foremkach i super gadżecie dla kawoszy skończywszy :) UPDATE: Już nieaktualne - jak zawsze wasze tempo było niesamowite!

Wracając jednak do moich prezentów - to zaczynając pisać ten post pomyślałam, że miałam przecież już dawno temu pokazać jaki prezent dostałam od Mikołaja (no, tak dokładnie to jeden - lampy - już pokazałam tutaj). I ciągle tego nie zrobiłam! A ten prezent dostałam już w październiku w zasadzie, hi hi :)

A było tak, że zapragnęłam zmienić stolik stojący koło kanapy... a tak dokładniej to zmienić oba meble stojące po jej bokach. I te zamiary w czyn wprowadzić się udało. Tę szafeczkę wymieniłam błyskawicznie - bo przypadkiem od razu trafiłam na to czego szukałam i jej następczyni pojawiła się już nawet w sesji do zeszłorocznego wydania Green Canoe - jednak na blogu jeszcze jej nie było (ma się to tempo, co?) więc na razie o niej nie wspominajmy. Za to stary stolik powędrował do mojej Mamy dopiero przed Bożym Narodzeniem; wypatrzyłam sobie coś co dokładnie odpowiadało pomysłowi tkwiącemu w mojej głowie: długie skośne nóżki, dwie szufladki i ogólnie styl lat 50-60. No i trafił się właśnie taki na jesieni, a M. sprezentował mi go i... musiałam czekać aż do Świąt żeby móc się nim nacieszyć :)

vintage sidetable and yellow knitted pouf / stolik vintage i żółty puf sznurkowy

Mniam! Myślę sobie cały czas, czy chcę go częściowo przemalować czy nie, co z uchwytami. Ale nie śpieszę się z decyzją. Bo zależy to od tego, jak będzie się prezentował z... kanapą, którą ekhm, tego... też chciałabym wymienić, hehe :) Jakiś czas temu był tu wpis o naszej kanapie. Nic się w zasadzie nie zmieniło, ta obecna kanapa jest wygodna i stoi, jak stała. Ale ja mimo wszystko powolutku zaczynam szukać nabywcy na nią, bo mam ochotę na zmianę, po prostu. Od dawna, coraz większą, i nie ma mowy, nie przejdzie mi :) Chciałabym model na wyższych nóżkach, najchętniej w stylistyce retro, takie niby lata 60-te. Ale ciekawe oryginały w naprawdę dobrym stanie trafiają się strasznie rzadko, a wśród współczesnych dużo lepiej u nas nie jest... jak znalazłam dokładnie to co odzwierciedlało wizję w mojej głowie: wyższe nóżki, chętnie skośne oraz wyższe, pikowane oparcie, ewentualnie trochę zaokrągleń - to oczywiście za oceanem :( W dodatku najchętniej chciałabym też w całości zdejmowany pokrowiec - a takie cuda to chyba jedynie ikeowski Stockholm oferuje, który poza tym owszem, trochę wyższe nóżki ma, ale np nie całkiem przekonuje mnie tkanina użyta do szarej wersji... No i tak czas płynie, a ja wybrać nie mogę, ehhh...

Ale, ale, rozpędziłam się z kanapą, a o prezentach miało być. To na koniec będzie jeszcze o jednym. Też żółtym! I tak naprawdę sama nie wiem dla kogo on był bardziej, dla A., czy jednak dla mnie... Jak tylko go zobaczyłam to nie było mowy, żebyśmy wrócili bez niego do domu! Wybraliśmy się na Targi Rzeczy Ładnych i tam trafiłam na stoisko Alelale... i przepadłam :) Koteczek z miejsca zdobył moje i A. serce, więc teraz panoszy się po wszystkich po kolei fotelach i łóżkach... jak to kot :)

żółty kot Alelale

Pyszczek ma taki, że nie można się do niego nie uśmiechnąć :) Do tego jest mięciutki, starannie uszyty i w ogóle - polecam (i to nie jest reklama, nic z tego nie mam :)! A na TRŁ udało mi się dotrzeć pierwszy raz, całkiem sympatycznie było i mam ochotę na więcej :) Nie tylko kocio z nami stamtąd wrócił, kilka innych drobiazgów też, zwłaszcza książek - z ich zakupem jakoś nigdy nie umiem się opanować...acz i coś wnętrzowego jeszcze nabyłam, pokażę niebawem. Ale następnym razem będzie też i coś, co zrobiliśmy własnoręcznie. Choć prezenty też znów będą... tylko że tym razem - dla Was!

Życzę Wam przyjemnego wypoczynku  w ten (niestety tylko odrobinę) dłuższy weekend! Ja, w chwili gdy - mam nadzieję - publikują się te słowa jestem w drodze ku pewnemu miejscu, gdzie czeka na nas dużo zieleni i miłe towarzystwo, więc szanse na udany wypoczynek są :)
ushii

PS
Kochani na koniec jeszcze mała informacja - ushiilandia zniknie niebawem na dzień lub dwa, bo chciałabym to i owo tu zmienić i nanieść kilka poprawek - ale wrócę tak szybko jak się da, więc się nie martwcie tylko zaglądajcie, bo po powrocie będą obiecane atrakcje :) 
UPDATE: Już załatwione, reszta poprawek pojawi się w najbliższych dniach, ale blog jest już dostępny :)



*******
NA ZDJĘCIACH:
żółty kocio - Alelale.com
kosz pleciony - H&M Home (był bez gwiazdki)
żółty puf - Biedronka
waga - Lidl
błękitna kanka - Emalia Olkusz


Słodkie scrapowanie :)

Na kilka dni zamilkłam w efekcie dość niemiłego zdarzenia, bo niestety w trakcie świątecznych przygotowań, ekhm... zmiksowałam sobie czubek palca :/ Ale już jestem z powrotem - i też wcale nie bez przyczyny. Ale tym razem powód jest bardzo sympatyczny...

Mam ogromną przyjemność ogłosić, że niedawno zostałam zaproszona do współpracy z fantastyczną grupą dziewczyn w ramach Stryszkowego DT! Rzecz jasna z miłą chęcią przystałam z propozycję... Oczywiście oznacza to, że od czasu do czasu zobaczycie trochę moich papierowych wytworów :)

W notatce o mnie na stryszkowym blogu możecie przeczytać, że lubię wykorzystywać moje papierki i inne scrapowe narzędzia przy dekorowaniu domu, przyjęć i tym podobnych (pamiętacie moje girlandy? Albo urodziny z gwiazdkowym motywem? :). Pomyślałam wobec tego, że w swoim pierwszym wpisie w ramach DT Na strychu pokażę... scrapową dekorację ciasta :)


Powstała z okazji urodzin mojej Mamy, ale myślę, że to fajna inspiracja na zbliżający się Dzień Matki - no bo która mama nie ucieszyłaby się z takiego ciacha? :)

Bezowy torcik - oczywiście na bazie ukochanego ciasta mamy - rolady bezowej (tylko bezę piekłam w formie 4 okragłych blatów, nie jednego placka).



A do kompletu powstała rzecz jasna też kartka:


I jeszcze razem komplecik...


Szczegóły dotyczące produktów wykorzystanych w pracach znajdziecie na stryszkowym blogu.

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia!
ushii

Wielkanocne migawki

Wracam do Was po Świętach z - oczywiście - porcyjką zdjęć wielkanocnego stołu i okolic... W tym roku na śniadanie wybraliśmy się w odwiedziny do rodziny, ale później sami mieliśmy gości - i rzecz jasna nie mogło zabraknąć słodkiego poczęstunku. Było jak zawsze wiosennie i radośnie - owszem, bywały u nas wersje w kolorach natury i też mi się podobały, ale na Wielkanoc własnego stołu nie wyobrażam sobie w czerniach czy szarościach :)


Jak zawsze, pojawił się drożdżowy wieniec, za którym wszyscy szaleją, oraz nasz ulubiony sernik - pewniak, który za każdym razem wychodzi pyszny i idealny (zwłaszcza przy pieczeniu w niższej temp.), oba te przepisy są tak dobre, że tradycyjnie przy takiej okazji je Wam polecam (zresztą jak wszystkie przepisy z Pyszności z Kuchlandii, bo tych nie do końca trafionych tu nigdy nie wpisuję :). W tym roku nareszcie pojawił się również wielkanocny zajączek z ciasta, dorobiłam się w końcu wymarzonej formy! Ależ piękny jest :)


Sernik pozuje na talerzu z kompletu, który latem znalazłam na targu staroci, przeuroczy dziecięcy zestaw w sam raz dla A., który kiedyś muszę pokazać... ale zajączki pasują przecież też i na Wielkanoc :)


Serwetki ozdobiłam rafią i kwiatkami, szafirkami i stokrotkami... i bardzo mi się to spodobało :) Nie wiem czy pokazywałam już te serwetki... dostałam kiedyś od Mamy duży komplet, z monogramem i mereżką, cudne są!



Malowanie pisanek w piątek oczywiście też było; użyłyśmy, tak jak wspominałam ostatnio, ceramicznych jajek - zostanie śliczna pamiątka :)


I ja, choć nie tak piękne, jakieś wyprodukowałam... moja dawna profesor od malarstwa za głowę by się chwyciła, widząc te bohomazy, ale co tam :) Pisanki w wersji leśnej...


Jednym słowem - tak jak pisałam, było radośnie i kolorowo :) Hmm, myślę, że kolejny wpis będzie również dość kolorowy, ale zobaczymy :)
Zatem - do następnego posta, pa!
ushii


*******
NA ZDJĘCIACH:
ceramiczne pisanki do ozdabiania - Empik

patera biała - Birkmann
różowa foremka - Duka
talerzyk z zajączkami, żółty wazonik - targ staroci

Wiosennych chwil łapanie, Wielkiej Nocy wyglądanie

Nie będę chyba oryginalna, jak napiszę, że aż samo się ciśnie na usta "marcu jak w garncu" i kwiecień plecień :) Na przemian śnieg, grad, deszcz i - z rzadka - słońce,całość okraszona niezłym wiatrem, brr! Ale... nie wiem jak Wy, ale ja czuję, że to wiosenny już wiatr :) No i przecież w domu mogę mieć tak pogodnie i radośnie jak tylko mam ochotę :) A ja przecież zawsze mam ochotę na dużo radości i koloru, znacie mnie :)

Zatem kolorowo i radośnie ma na przykład nasz ceramiczny zając, a to za sprawą starej puszki - takiej dodatkowej małej zdobyczy upolowanej przy okazji wielkich weekendowych łowów, o których wspominałam Wam niedawno. Te "Landryny" mnie ujęły :) I od razu pomyślałam, że fajnie nadadzą się na osłonkę doniczki...


Równie kolorowo jest na tacy, bo oczywiście jak tylko pojawią się szafirki i stokrotki nie mogę się powstrzymać przed znoszeniem ich do domu, wprowadzają tyle wiosennej atmosfery...


W wazonie na stole zazwyczaj królują tulipany, ale w małym wazoniku, który pokazywałam tu niedawno zadomowiły się gałązki forsycji... Tak, tak, ja, która tyle czasu zarzekałam się, że żółtemu to dziękujemy, nadrabiam te wszystkie "nieżółte" lata z zapałem godnym lepszej sprawy :) I co chwila coś w tym kolorze się u nas pojawia - i nawet forsycję, której nigdy (za kolor właśnie) nie lubiłam, za próg wpuściłam! A niebawem pokażę Wam coś znacznie większego w tym kolorze :)


A jak kwiatowo, to kwiatowo na całego :) I ciasteczka też kwiatowe! A konkretnie takie miniserniczki, bo kruche kwiatuszki wypełnione są masą serową (ale można oczywiście dowolną - budyniową, konfiturą, na co macie ochotę). Pomysł formowania kwiatków podpatrzyłam w kilku miejscach oczywiście na pintereście :)

Sernikowe kwiatuszki
  • ciasto - dowolne kruche, ja polecam ten lub ten przepis, oba są genialne i je uwielbiam :)
masa serowa:
  • kostka półtłustego sera białego (250g)
  • żółtko jajka
  • cukier i cukier waniliowy do smaku
1. Zagnieść kruche ciasto - w miarę szybko, by masło nie zdążyło się zacząć rozpuszczać, schłodzić.
2. Rozwałkować na grubość ok 3-4mm i wycinać placuszki foremka w kształcie kwiatka (minimum cm średnicy). Nasmarować delikatnie foremki do babeczek albo formę muffinkową masłem i układać placuszki w zagłębieniach delikatnie dociskając na środku; można też wywinąć płatki na zewnątrz zagłębień formy, na tą płaską część (wtedy najlepiej użyć takiej na minimuffinki), wtedy kwiatki będą bardziej "rozwinięte".


3. Piec puste, obciążone (do wypełniania masą budyniowa itd), albo od razu z masa serową - zmiksować składniki i nakładać po łyżeczce do każdego kwiatka. Piec do zezłocenia, ok. 15 minut w 180C. Ostudzić na kratce.
Jak widać wiosna na naszym poddaszu na całego - i nie mogę się tylko doczekać, żeby wybrać się na taki porządny, długi, wiosenny spacer, do lasu najchętniej... Ale może pogoda będzie dla nas jednak łaskawa i tym razem nie spadnie w święta śnieg, i może się uda? :)

Puszka to zakup taki ogólny raczej, do wykorzystywania całorocznego, ale z okazji Wielkanocy w tym roku starałam się nic nowego nie nabywać. Z jednym małym wyjątkiem - kilka puszystych żółtych (o, i znowu żółty :) i szarych jajeczek przyozdobiło sypialnię:


Na ścianie nad łóżkiem zrobiłam czystkę i z dawnego wystroju zostało tylko to stare liczyło i lustro... i tak sobie myślę, że chyba o tym ostatnim nigdy tu nie napisałam! A wisi już przecież od dawna, jeśli dobrze pamiętam to prawie dwa lata :) Pierwotnie lustro miało tylko małe metalowe kółeczko do zawieszenia, ale metalowa rama miała fajny kolor i jak je zobaczyłam, od razu pomyślałam, że można je przerobić na lustro jakie wielokrotnie oglądałam - i bardzo mi się podobało - za przeróżnych zdjęciach, okrągłe i wiszące na pasku. Bez namysłu powędrowałam więc do kasy, bo kosztowało ułamek ceny takich gotowych luster - a przeróbka zajęła nam dosłownie moment. Wystarczyło odpiłować to uszko i zamocować jakiś stary pasek - i już. Mała ciekawostka - jak to pracownicy sklepu wykazali się w nazewnictwie towaru na metce (oczywiście niezastąpiony tkmaxx :) - otóż to nie lustro, to "cacko". No zgadza się, po małej modyfikacji rzeczywiście mam cacko. I bardzo je lubię :)


I przyznam się Wam do małego oszustwa - tak naprawdę to obok stoi coś jeszcze - też z tego weekendu znalezisk :) Ale specjalnie to schowałam i pokażę to w oddzielnym wpisie, hi hi. Bo z Wielkanocą nie ma za wiele wspólnego...

No właśnie, miało być o akcentach wielkanocnych, a zaczynam znów gdzieś zbaczać... Tylko, że pozostałe dekoracje są podobne, jak w poprzednich latach, a nawet jest ich nieco mniej, bo w tym roku wyjęłam tylko niektóre - i ich ponowne fotografowanie chyba jest bez sensu? Zatem jeśli masz, Drogi Czytelniku ochotę je obejrzeć, wszystkie wpisy wielkanocne znajdziesz tutaj:

http://ushiilandia.blogspot.com/search/label/wielkanoc

A ja już znikam, zaraz będziemy z A. piec ciacha i dekorować jajka - w przypadku A. takie białe ceramiczne, do malowania; nabyłam je specjalnie z myślą o pamiątkowych pisankach - żałuję tylko, że nie pomyślałam o tym rok temu, na jej pierwszą Wielkanoc...

Ale zanim wpadnę w szał pieczenia - chciałabym złożyć Wam życzenia:
Mnóstwa świątecznej radości,
smakołyków obfitości
i czasu - na rozmowy, bycie razem i na inne przyjemności :)

nawet mocno rozwinięte kwiaty czasem fajnie wyglądają :)

Do zobaczenia po świętach!
ushii