Heksagonowy zawrót głowy! {część I}

Dziś u mnie wszystko będzie miało sześć kątów i sześć ścianek.... ok, no prawie wszystko :) Bo z okazji imienin mojej córeczki powstał niezły komplecik z motywem sześciokątów…

Ciacho było co prawda okrągłe, więc typowe. A może nie całkiem? Bo sernik na zimno, za którym przepadamy (niezmiennie polecam ten nasz ukochany przepis!) zrobiłam w uroczej foremce do galaretek i tym podobnych, która wpadła mi do ręki dzień wcześniej. Wnętrze sernika wypełniłam galaretką właśnie i owocami...


Ale uzupełnieniem dużego sernika były mini-serniczki i galaretki, z podobnych foremek. Udekorowane... heksagonami! Ich wybór wcale nie był dziełem przypadku, o czym za chwilę :)


I oczywiście kartka też była, a jak :)


Ale clou wszystkiego była... poduszka. Powstała jako dodatkowy upominek do uszytego niedawno przeze mnie namiotu tipi, stąd taki wybór kolorów… A ponieważ była jedną z niespodzianek imieninowych, postanowiłam jej kolorystykę i motyw heksagonów pociągnąć na resztę imieninowych dekoracji. Powstały więc pokazane wyżej dekoracje na słodkości i kartka.

Wracając jednak do poduszki. Jeśli przyjdzie Wam kiedyś do głowy uszycie poduchy czy pledu z sześciokątów, a dysponujecie maszynką do wycinania – od razu inwestujcie w wykrojnik o tym kształcie! Nie tylko gwarantuje, że wszystkie sześciokąty będą proste i z elegancko uciętymi krawędziami, ale przede wszystkim niesamowicie oszczędza czas przy wycinaniu wszystkich elementów (a do uszycia nawet poszewki będziecie ich potrzebować sporo!), zwłaszcza jeśli kupicie specjalny wykrojniki do tkanin, dzięki którym można ciąć kilka warstw tkaniny na raz (kolejna oszczędność czasu! A wycięte elementy mają typowe w quiltingu rozmiary). I to oszczędza podwójnie, bo przy metodzie z użyciem papierowych elementów pomocniczych, która bardzo ułatwia ukształtowanie idealnych heksagonów, trzeba wyciąć dwa razy więcej sześciokątów (o czym dokładniej przeczytacie poniżej, bo zrobiłam tutek, a jak :) Ameryki nim nie odkryłam, bo to powszechnie znana metoda, ale... jest :) - więc z całego serca polecam to rozwiązanie!

A na zdjęciu heksagonowej podusi partneruje mój uszytek z przeuroczym Czerwonym Kapturkiem - na zeszłoroczne imieniny A. Obie podusie są obecnie ukochane rzecz jasna, chociaż łatwo nie mają, bo kilka innych też powstało/powstaje i wszystkie mają status ulubionych - niebawem się nimi pochwalę w końcu :) A jeśli uszyję też jakąś za rok, to chyba powstanie mała tradycja :)

Poduszka z heksagonami
Potrzebujemy:
  • skrawki różnokolorowych tkanin na heksagony plus tkanina na poszewkę
  • sztywniejszy papier (tzn. lepiej grubszy niz taki do drukarki)
  • dziurkacz (nie jest niezbędny ale polecam)
  • oczywiście - igła, nici, nożyczki, żelazko, maszyna do szycia (można też oczywiście szyć wszystko ręcznie :)
  • opcjonalnie - wykrojniki i maszynka


1.Z papieru wycinamy heksagony - tyle ile będzie ich na przyszłej poduszce. Można posłużyć się w tym celu szablonem, albo - jeśli dysponujemy - wykrojnikiem i maszynką, która znacznie przyśpieszy całą operację i pomoże nam szybko uzyskać idealnie wycięte kształty (co przy wzorze z wieloma elementami jednak jest wygodą :). Warto w każdym elemencie wyciąć kawałek od brzegu dziurkę (najprościej dziurkaczem oczywiście), która znacznie ułatwi dalszą pracę.
Następnie wycinamy tyle samo sześciokątów (również maszynką lub od szablonu) ze skrawków tkanin - większych od tych papierowych o ok. 1cm z każdej strony (minimum 0,5cm - ja wycięłam takie i trochę większe byłyby wygodniejsze jednak).


2. Układamy wstępnie na materiale, z którego uszyjemy wierzch poduszki wszystkie tkaninowe heksagony i planujemy ich układ. Należy przy tym pamiętać, że docelowa wielkość elementów będzie taka jak tych papierowych (wpłynie to np na wielkość całego wzoru).
Gdy już wzór będzie gotowy, warto dla pamięci zrobić sobie zdjęcie, żeby potem było łatwo go odtworzyć :)


3. Teraz nastąpi najmozolniejsza część pracy - idealna dla osób umiejących coś tam sobie dłubać np przed telewizorem... Chociaż tak naprawdę zanim zaczęłam kształtować pierwszy heksagon myślałam, że będzie to trwało o wiele dłużej, a idzie to dość sprawnie.

Układamy na środku tkaninowego sześciokąta taki wycięty z papieru.


Zaginamy jeden z brzegów tkaniny na papier (na rys. nr 1. - od brzegu do brzegu tkaniny), następnie identycznie postępujemy z sąsiednia krawędzią tkaniny (2.), tworząc na narożniku zakładkę. Stabilizujemy ją przeszywając nitką (3.) - dowolną i niekoniecznie super jakości, bo nie będzie jej potem i tak nigdzie widać - i przechodzimy do kolejnego narożnika sześciokąta: zaginamy kolejną krawędź materiału i przeciągamy przez powstałą zakładkę igłę z nitką. Podobnie (cały czas w sposób pokazany na zdjęciu) fastrygujemy kolejne narożniki.


Gotowe heksagony trzeba rozprasować, by utrwalić krawędzie i je spłaszczyć; następnie wyjmujemy ze środka tekturki (dzięki dziurkom jest to o wiele łatwiejsze).
4. Heksagony przypinamy w wybranym wcześniej układzie na materiale i przyszywamy po obwodzie, 1-2mm od brzegu.
5. Udekorowaną tkaninę łączymy z przygotowanym tyłem poduszki i gotowe. Moją poduszkę ozdobiłam jeszcze dodatkowo małym haftem - pszczółką, tak tematycznie :)
A praprzyczyną całego tego haksagonowego zamieszania była kartka z tym motywem, którą zrobiłam od A. dla taty na okoliczność m.in. Dnia ojca... razem wycięłyśmy wszystkie elementy, ja skleiłam, a A. w środku odcisnęła dla tatusia swoją rączkę, później dodałyśmy jeszcze dedykację oczywiście :)



No i teraz miało tu być jeszcze kilka innych heksagonów... ale zrobiłby się tasiemiec nie do wytrzymania :) Dlatego dziś tylko part łan wpisu, a już za chwileczkę, już za momencik będzie druga część - zaglądajcie :) A na zakończenie zostawiam Was z jeszcze jedną kartką, którą jeśli zaglądacie na mój facebookowy fanpage (serdecznie i nieustająco zapraszam!) to mieliście już szansę zobaczyć...


Kolorowo i radośnie, czyli? Folkowo :) Przygotowana na właśnie folkowe wyzwanie, które niedawno ruszyło na Strychowym blogu - zapraszam! Tam też znajdziecie listę materiałów, których użyłam we wszystkich dzisiejszych projektach.

Pozdrawiam  i do szybkiego zobaczenia zaraz po weekendzie - jeśli przetrwam ten upał :)
ushii

No i co?

Jak to co? A no "I" właśnie! A dokładniej to "&", czyli tak zwany ampersand będzie bohaterem dzisiejszego posta :) Cóż, życie pisze własne scenariusze, miało być coś zupełnie innego, ale... nie da się, będzie następnym razem.

Moda na typografię jakoś mnie omijała, owszem, podobało mi się to, ale wiedziałam, że dowolny napis raczej szybciutko mi się znudzi, więc grafiki itp z różnymi hasełkami raczej sobie odpuszczałam... no ok, jeśli mamy być dokładni - to z wyjątkiem bardzo sezonowych dekoracji, które dzięki swej sezonowości właśnie nie zdążą mi się opatrzyć - tak jak rożne urocze karteczki, które stawiam w jednej ze starych skrzynek wiszących na ścianie (np tutaj i tutaj), oraz - a może przede wszystkim - ten napis od Mimi, w którym nadal jestem zakochana! No i jest jeszcze jedna literka, "a", które zachwyciło mnie swoim kolorem, więc też powędrowało do wspomnianej dekoracji ze skrzynek. Ale tak ogólnie - za wiele napisów u nas nie znajdziecie.

A raczej tak było do niedawna. Bo było coś związanego z literami, co marzyło mi się przeogromnie od dawna. I na co szans dużych nie było... Stary neon! Marzenie nie tylko moje, prawda? Chociaż rozkwitło we mnie dawno temu, zupełnie niezależnie od wnętrzarskich mód, to...  ręka do góry, kto jeszcze miałby ochotę na coś takiego? Najlepiej taki jak z PRL-u. Albo w stylu amerykańskich - bo pierwowzorem mojego marzenia było właśnie złomowisko pełne takich cudeniek niegdyś odwiedzone przypadkiem w Stanach... No ale - takie rzeczy trudno jest zdobyć, a jeśli już to za kwoty wykluczające jakiekolwiek rozważania. Ale i tak chciałam coś takiego mieć! Jeśli nie stary, to chociaż neon, no! Pozostawało wobec tego jedno wyjście, zrobić samodzielnie :)

I nawet namierzyłam już stosowne żaróweczki, rozmyślałam nad resztą materiałów, gdy trafiłam na... na to! Lalalalala... A do towarzystwa ma literkę, którą upolowałam na TRŁ :)


No nawet się nie zastanawiałam :) Owszem, w zasadzie miałam w planach literkę A lub R; owszem, kolor może nie całkiem jak trzeba, ale... Wielkość ma idealną (to wcale nie takie maleństwo, bo ma ok 0,5m wysokości!). Jest z metalu. Świeci całkiem sympatycznie ( i bez kabla). A kolor ulegnie zmianie jak tylko dopracuję sobie technikę - bo chciałabym, żeby było takie jak na tym zdjęciu (chociaz rozważam sobie po ciuchu i inne wersje kolorystyczne)... więc jako baza wyjściowa to nawet chyba nie jest zły?

Jednym słowem, jestem cała w skowronkach, bo trafił mi się ten znaczek w idealnym momencie - gdy kilka miesięcy temu zmieniałam dekoracje na ścianie nad łóżkiem (poprzednią wersję można zobaczyć w tym wpisie). A właśnie w tym miejscu od dawna marzył mi się neon...


Z dawnego zestawu, jak widzicie, zostało kilka rzeczy: 2 ramki (hmm, w zasadzie też z napisami! oj, coś nie tak z tymi moimi zapewnieniami  z początku wpisu :) niebieska butla i stare liczydło. I lustro, które jakiś czas temu już Wam pokazywałam (o tutaj). Ale ciągle mam tam do zawieszenia coś jeszcze... i to będzie tematem kolejnego posta, tego obiecywanego :)

Pozdrawiam,
ushii

PS
Aha, ale to nie znaczy, ze nadal nie mam wielkiej chrapki na stary, fajny neon... wiecie, gdyby ktoś miał na zbyciu, to tego, no... :)

Szafka katalogowa DIY

Jak powszechnie wiadomo, na punkcie szufladek, komódek bibliotecznych, katalogowych, aptekarskich i innych takich zakręcona jestem od dawna :) I od czasu do czasu kolejna taką szafkę gdzieś na tym naszym poddaszu upycham... pokazywałam Wam już moje cudo z wrocławskiej biblioteki, boską szafkę na dokumenty i malutką komódke katalogową w miętowym wydaniu... No i własną produkcję takiej małej komódki.  Ale ciągle nie powiedziałam w tej kwestii jeszcze ostatniego słowa! Bo jeszcze kilka innych czeka na swoja blogową premierę :D W tym taka staruszka cudna, że hej! Ale dziś będzie inna, zupełnie nowa. Przeróbkowa :)

szafka katalogowa diy
BTW, czy ktoś zauważył tę malutką sówkę? Jakoś ominęła mnie moda na ten motyw, ale ta słodzinka
od razu chwyciła mnie za serce i musiałam ją mieć! No i nareszcie nadarzyła się okazja, żeby gdzieś jej użyć :D

Miałam ochotę na taką szafkę z szufladkami w swoim kąciku do pracy - ale potrzebna mi była o dość konkretnych wymiarach, więc postanowiłam zbudować ją sobie sama. I właśnie wtedy, latem zeszłego roku, przypadkiem wpadły mi w oko gotowce w sklepie, w dodatku w bardzo przyjemnej przecenie... i w rozmiarze akurat, wystarczyło kilka drobnych poprawek: trochę cięcia i łączenia, trochę kosmetyki, malowanie i już :)

Tak wyglądały zaraz po przyniesieniu do domu...


A po naszej interwencji... tak :) Ponieważ pytacie w komentarzach i mailach - farba jest całkowicie matowa, tym razem użyłam emalii akrylowej Luxens, bo moje ulubione BM niestety są w tylko dużych pojemnościach, a potrzebowałam małą puszkę... Kolor to teoretycznie antracyt - ale w rzeczywistości jak widać to jaśniejszy odcień (może ciut ciemniejszy w rzeczywistości niż na mojej fotce, ale i tak to nie antracyt).

szafka katalogowa diy


Nareszcie wszystkie kabelki od maszyn, scrapowe media i inne duperelki miałam pod ręką i pięknie posegregowane :) A że w głowie mam wystarczającą ilość bałaganu, to lubię mieć choć cień szansy na ład i porządek wokół siebie, więc jestem niezmiernie ukontentowana :D A przy okazji dzisiejszego wpisu zebrałam się w sobie i wstępnie uporządkowałam też blogową stronę z moimi DIY, więc zapraszam tam serdecznie - niebawem będą jeszcze kolejne aktualizacje, bo sporo się pozmieniało u nas odkąd powstała ta "rubryka", oj sporo :)

A jeśli chodzi o naszą bohaterkę, to jak już kiedyś pisałam - jak coś mi wpada w ręce - to seriami. I w tym samym czasie co komódkę, upolowałam inny wymarzony mebelek do mojego kraft-kąta, którym również ciągle jeszcze nie zdążyłam się tu pochwalić... więc chyba o nim i o całym tym kąciku właśnie będzie niebawem post - gdy tylko uda się zrobić jakieś przyzwoite zdjęcie, bo taka pogoda (halo, naprawdę już jest lato?), że mój obiektyw zupełnie mnie nie zachwyca :/

Pozdrawiam i do zobaczenia w pierwszym dniu wakacji, będzie mała niespodzianka!
ushii


*******
NA ZDJĘCIACH:
komódka do przeróbek - jysk.pl
szara farba  - emalia akrylowa Luxens (Leroy Merlin)
uchwyt-sówka - Nanunana

Uszyłam. Tipi. Howgh!

W poście o łowach na niespodzianki zdradziłam, że szykuję jeszcze coś znacznie większego... Z zamiarem uszycia tipi nosiłam się już od dawna, ale chciałam zrobić A. niespodziankę na Dzień Dziecka, więc zrealizowałam ten pomysł dopiero teraz; nie powiem, trochę pracy z tym jest, jeśli chce się to zrobić porządnie, ale warto było!

tipi dla dziecka (na planie pięciokąta)

Ja chodzę dumna z siebie, a radość A. jest bezcenna :)



Nie zdecydowałam się na zrobienie okienka, chociaż początkowo miałam taki zamiar - ale im dłużej oglądałam takie namiotowe okna na zdjęciach w internecie tym mniej mi się one podobały... Ale być może jeszcze dorobię okienko, zobaczymy :) Za to jak widać powstała też girlanda, której kawałek pokazałam poprzednio :) Nie chciałam jej robić w typowy sposób, czyli zszywać po lewej stronie i przewracać na prawą, tylko od razu zszyłam po prawej, żeby móc ozdobnie wykończyć brzeg, bo taka wydala mi się o wiele ciekawsza... Szczegóły niżej :) .

Nie planowałam robić tutorialu, bo całkiem sporo ich w sieci, ale szukając jakiś konkretniejszych wskazówek w celu zaoszczędzenia sobie mierzenia itd nigdzie nie znalazłam opisu jak zrobić takie tipi jakie sobie wymyśliłam - na planie pięciokąta... Poza tym zastosowałam też kilka moich własnych, autorskich pomysłów i rozwiązań, np na mocowanie podłogi - więc postanowiłam jednak dorzucić i swój tutek, na naszą wersję. Ale na tym nie koniec, bo niżej jak wspomniałam jest jeszcze jeden mini-tutorial :)
tipi dla dziecka (na planie pięciokąta) - tutorial
Tipi dla dziecka (na planie pięciokąta)
potrzebujemy:
  • tkaninę na ścianki namiotu szer. 1,5 m - ja zużyłam niecałe 3,5m ale lepiej mieć nieco zapasu, ok. 4m (jeśli materiał ma wzór, który trzeba pasować - odpowiednio więcej)
  • 5 kijków drewnianych o średnicy 2,2cm i długości 180cm
  • szary papier na szablon
  • ok. 0.5 - 1 m sznurka lub tasiemki
  • i oczywiście maszyna do szycia, żelazko itd
opcjonalnie:
  • tkanina + ocieplina na podłogę namiotu - u mnie gotowa pikówka szer. 1,5 m - 1,4 m
  • lamówka ok. 6 m
  • ozdobne tasiemki itp do obszycia wejścia
  • taśma do zaprasowywania szer. 2cm
  • wiertarka z wiertłem do drewna 5mm


1. Szablony
Rysujemy i wycinamy z papieru pakowego szablony zgodnie z poniższym wzorem. Wykonujemy szablon połówki ścianki - taki łatwiej odrysować i precyzyjniej wytniemy kształty z tkaniny. Jeśli chodzi o podłogę, to pięciokąt foremny ma kąty wewnętrzne równe 108, więc dość łatwo go wyrysować z kątomierzem :)


Moje tipi ma 3-centymetrowe dolne i górne zapasy na szwy - bo moja tkanina po zdekatyzowaniu z 150cm zrobiła się 147-centymetrowa, jeśli wasza będzie miała równe 150cm można dodać odpowiednio 1cm na górze i 2cm na dole do zapasów (ale nie jest to konieczne, przy 3cm też wszystko ładnie się układa).
2. Wycinamy wszystkie elementy.
Ja użyłam dość gęsto tkanej czeskiej bawełny i jestem bardzo zadowolona, bo materiał jest przewiewny i w namiocie nie jest duszno, a jednocześnie ładnie się układa, trzyma kształt (podobne wzorniczo polskie tkaniny moim zdaniem są niestety za luźno tkane do tego projektu). Ważne! Przed jakimkolwiek cięciem tkaninę warto zdekatyzować (czyli uprać w wodzie o maksymalnej dopuszczonej przez jej producenta temperaturze) i uprasować, żeby potem po praniu nie okazało się, ze namiot się zdeformował.

Na złożonej na pół tkaninie odrysowujemy szablon ścianki (w kształcie trapezu) i wycinamy. Do przenoszenia szablonów na tkaninę polecam znikający mazak do tkanin, moim zdaniem o wiele wygodniej i precyzyjniej się nim rysuje niż kredkami i mydełkami krawieckimi.


W ten sposób trzeba przygotować 4 ścianki; jeśli tkanina nie ma wzoru, który trzeba pasować można odrysowywać raz szerszą podstawą trapezu do dołu, a raz do góry, żeby zużyć mniej materiału.

Na ścianę z wejściem przykładamy szablon z odstępem 10cm od brzegu, odrysowujemy, a następnie odmierzamy 37cm od góry i wycinamy z tkaniny tylko pozostałą dolną część - wszystko to robimy dwukrotnie. Następnie na złożonej na pół tkaninie odrysowujemy górną, 39-centymetrową część szablonu, dodajemy 2 centymetrowy zapas u dołu i również ją wycinamy (ja starałam się tak ją wyciąć, żeby jej wzór był kontynuacją wzoru z tej płachty wejścia, która znajdzie się na wierzchu - przy gładkich tkaninach oczywiście nie ma to znaczenia).

Na podwójnej warstwie tkaniny na podłogę odrysowujemy szablon podłogi (cały) i wycinamy. Kanapkujemy: tkanina lewą stroną do góry + ocieplina + tkanina prawą stroną do góry i przeszywamy by całość ładnie się trzymała - jeśli skorzystamy z gotowej pikówki jak ja, omijamy ten krok, wycinany tylko kształt podłogi z gotowca :)

Ponadto wycinamy dwa długie i wąskie paski materiału (ok. 110cm x 5cm) - na troczki do wiązania wejścia.
3. Szyjemy podłogę.
Obszywamy wszystkie boki lamówką: najpierw przykładamy brzeg taśmy do brzegu tkaniny i przeszywamy po zagięciu (ok. 0,5cm od brzegu). Na rogach można lamówkę uciąć zostawiając mały zapas naszywać każdy brzeg osobno.


Następnie wywijamy lamówkę na drugą stronę podłogi i przeszywamy jeszcze raz troszeczkę bliżej brzegu niż poprzednio (wcześniejszy szew będzie niewidoczny). Na rogach podkładamy jeden koniec lamówki pod drugi (i podwijamy końcówkę, żeby nic się nie strzępiło).


Ze złożonej na pół lamówki szyjemy troczki (podwijamy ich końcówki do środka) o długości ok. 45cm i złożone w połowie długości przyszywamy do narożników podłogi.


4. Szyjemy ścianę wejściową.
Podwijamy podwójnie (na łącznie 3cm) brzegi obu płacht wejścia: dolny i prostopadły do niego boczny, zaprasowujemy je i przeszywamy; ja użyłam też taśmy do zaprasowywania, bo ułatwia pracę i dodatkowo delikatnie usztywnia. Jeśli planujemy - tak jak ja - ozdobić wejście tasiemką dekoracyjną, naszywamy ją (ja przyszywałam na wierzchu, by wyraźniej zaznaczyła wejście).

Układamy wszystkie elementy ściany - obie płachty wejścia zachodzą na siebie 14cm, układamy je prawą stroną do góry, na wierzch kładziemy górną część ścianki lewą stroną do góry. Zszywamy 2 cm od brzegu, rozprasowujemy szew i wykańczamy go: można go po prostu obrzucić, ale jeśli chcemy, żeby wyglądało to ładnie zapas szwu z jednej strony obcinamy w połowie wysokości, a drugi składamy na pół chowając w środku ten obcięty i przyszywamy do górnej części ścianki namiotu.



Od prawej strony tkaniny można wzdłuż szwu nad wejściem doszyć ozdobną taśmę - zaczynając niecałe 5cm od obu brzegów (ponieważ jest to zapas na tunel).

Na koniec składamy na pół prawą stroną do środka paski tkaniny na troczki, przeszywamy wzdłuż dłuższego boku, przeciągamy tunele na prawą stronę i po podwinięciu do wnętrza końcówek zaszywamy krótsze boki.
5. Szyjemy ścianki namiotu.
Podwijamy podwójnie i poszywamy dolne i górne brzegi wszystkich ścianek - znów użyłam taśmy do zaprasowywania.
Składamy dwie ścianki ze sobą lewą stroną do środka wzdłuż skośnego brzegu i zszywamy 1cm od brzegu.


Rozprasowujemy szew i obrzucamy go - ja przyszyłam go zygzakiem do tkaniny, ponieważ przewiduję wielokrotne wyjmowanie i wkładanie drążków, do prania itd i nie chciałam, żeby zapasy szwów mi to utrudniały.


Następnie przewracamy tkaninę i zszywamy jeszcze raz obie ścianki prawą stroną do środka 4cm od brzegu. W ten sposób powstaje tunel na kijek - przy podanych przeze mnie wymiarach kilki wchodzą "na wtyk", dzięki czemu tkanina ładnie się na nich układa i nie marszczy.


Czynności te powtarzamy doszywając kolejne ścianki, aż powstanie 5 tuneli.
Do obu płacht wejścia, tuż przy szwie tunelu na drążek przyszywamy troczki - po jednym po obu stronach tkaniny, nieco poniżej połowy wysokości wejścia.
6. Montujemy całość.
W każdym drążku wiercimy ok. 20 cm od końca otworek na sznurek/tasiemkę (nie jest to konieczne, ale łatwiej związać kijki jeśli przeciągniemy przez nie sznurek).
Wkładamy kijki w tunele namiotu, rozstawiamy, przywiązujemy troczki podłogi do dołów drążków.


Związujemy drążki na górze.


Gotowe!

tipi dla dziecka (na planie pięciokąta) - tutorial

Tipi można dodatkowo ozdobić np girlandą...

girlanda dla dziecka - tutorial
Prosta girlanda
Potrzebujemy:
  • kilku kawałków tkanin dopasowanych kolorem i wzorem do tipi i do siebie nawzajem
  • lamówkę - można użyć tej samej co do namiotu żeby stworzyć ładny komplet :)
  • fizelinę do naprasowywania, która ładnie usztywni chorągiewki
  • maszyna do szycia, żelazko itd


1. Wycinamy z fizeliny trójkąty równoramienne w rozmiarze jakim chcemy mieć chorągiewki - u mnie mają cm wysokości i cm u podstawy.


Naprasowujemy fizelinę, wycinamy trójkąty, następnie wycinamy też ich drugi komplet z samej tkaniny - wszystko z pewnym zapasem przy ramionach trójkątów (przy ich podstawach nie robimy zapasu).


2. Składamy po dwa trójkąty lewą strona do środka i przeszywamy wzdłuż obu ramion trójkąta. Brzegi obcinamy nożyczkami z ząbkowanym ostrzem, zabezpieczamy tkaninę przed strzępieniem. Opcjonalnie można też np ozdobić brzegi dekoracyjną taśmą z pomponami (ja wszywałam ją między trójkąty).
Jeśli wolimy gładkie brzegi - składamy trójkąty prawą stroną do środka i przeszywamy wzdłuż ramion trójkąta, ale zamiast ostrego czubka szyjemy zaokrąglony by po przewróceniu na prawą stronę ładnie wyglądał; przewracamy trójkąty na prawa stronę.
3. Lamówkę składamy wzdłuż na pół i zaprasowujemy, wkładamy w zagięcie trójkąty (zostawiając po bokach 20-30 cm odcinki do zawiązania girlandy) i całość przeszywamy.


I już :)

Ufff... Ale się napisałam! Ale może komuś się przyda? :)

Udanego długiego weekendu - pozdrawiam!
ushii


*******
NA ZDJĘCIACH:
tkanina w gwiazdki - Ładne tkaniny
girlanda świetlna z bawełnianych kulek - Cotton Ball Lights