Trochę lecę serią, bo ostatnio był żółty, w tle ale jednak, a dziś... No ale jak tak buro za oknem się nagle zrobiło, to cóż innego mi pozostaje, niż wyciągnąć mojego żółciaka na widok publiczny? Od razu jakoś radośniej :)
Oto dobrze wszystkim raczej znany ikeowski Bekvam - wyjątkowo praktyczny na poddaszu, gdzie czasem trzeba sięgnąć grubo ponad 3 metry w górę, ale... Ale oczywiście musiałam go trochę po swojemu poprawić. Najpierw planowałam mu dać tylko kolorowe skarpetki, ale jak przyszło do malowania to... no cóż :)
Tak, tak, pamiętam, jak kiedyś się zarzekałam, że żółty to nigdy w życiu! No ale już wiadomo, że jakiś czas temu przestałam być taka stanowcza w tej kwestii (dowody tutaj), więc szoku nie ma :) Choć gdy kupiłam żółtą farbę, to sama nie mogłam uwierzyć w to co robię... ani nikt inny też, z pięć razy pytali czy na pewno wszystko ze mną dobrze :)
Chciałam go Wam pokazać w zupełnie innej aranżacji, w miejscu, gdzie zwykle jest w użyciu i przy okazji naprawdę fajnie wygląda, ale ten deszcz i brak światła nie pomagają w robieniu zdjęć :/ Cóż innym razem...
Planowałam tej żółci wprowadzić jeszcze więcej w pewnym momencie, ale po przymiarkach jednak zrezygnowałam, co za dużo, to niezdrowo... mam tylko jeszcze jeden drobiazg, ale pokażę go przy innej okazji.
Pozdrawiam i życzę - i sobie, i Wam - by w końcu wyjrzało słonko, bo już ogromnie się stęskniłam za jakimś spacerem...
ushii
PS
Tak, wiem, że od dawna obiecuję pokazać różne rzeczy - no to znów zrealizowałam choć kawałek jednej z tych obietnic :)
strona główna » wszystkie wpisy
Soooo minty, soooo good :)
Post miałam wrzucić już w zeszłym tygodniu, ale cóż... początek szkoły, przedszkoli i - niestety - początek chorowania wśród dzieci... a mi wystarczy jedno czyjeś kichnięcie :/ więc od paru dni chorujemy sobie razem z A... Płakać się chce, taki słoneczny weekend był, teraz też taka ładna pogoda, a my w domu uwięzione - i w dodatku nic porobić ciekawego i wykorzystać twórczo tych ostatnich ciepłych dni też siły nie mam, bo wiadomo jak niefajnie choruje się razem z niemowlęciem :/ Dziś musiałam zajrzeć na chwilę do komputera, więc i post do Was leci, a ja wracam zaraz do moich zasp chusteczkowych, termometrów i całej reszty tych niewątpliwych przyjemności :(
Jak wspomniałam obecnie zupełnie się obijam, ale wcześniej coś niecoś zmieniałam, przerabiałam, jak to ja... dziś pokażę zmiany, z których jestem bardzo zadowolona, choć tak naprawdę są bardzo subtelne i niewielkie w zasadzie. No i baaardzo minty :)
Zaczęło się od tego, że wpadł mi w oko wazonik... tak, kolejny wazonik, cóż poradzę... a, zaraz, bo nie pokazałam jeszcze poprzedniego nabytku :) Ale wracając do tego najnowszego - był taki, że mało mi oko nie zbielało :) U Ewuni z (oczywiście! :) Minty House. Nagabnięta, mimo urlopu, obiecała pomóc i znalazła dla mnie ostatnią sztukę :)) I jestem przeszczęśliwa, bo jest piękny! Czyż nie??? Dziękuję Kochana!
I ten oto wazonik dał mi kopa do kolejnych zmian, które od dawna miałam w planach, tylko jakoś zebrać się nie mogłam... Kiedyś pomalowałam pewną komódkę biblioteczną, którą pewnie część z Was kojarzy - jeśli nie, jej historia jest tutaj. W planach była turkusowa, tylko mocno rozbielona; i w zasadzie taka wyszła, ale... Niby zestawiona z jakąkolwiek niebieską rzeczą wyraźnie się różniła, lecz za każdym razem, gdy na nią patrzyłam, wydawała mi się zbyt błękitna i drażniło mnie to. Postanowiłam poprawić jej kolor. Niestety - farby z tego mieszalnika rozczarowały mnie ostatecznie. Bardziej zdecydowanego, ale jasnego turkusu w karcie kolorów nie mają, a nawet jeśli coś da się wykombinować - to muszę kupić od razu wielkie wiadro, a na co mi tyle? Zatem sięgnęłam tym razem po pigment - choć tego nie lubię, bo nie ma szans dorobić farby jak zabraknie - i zaczęłam mieszać, a M. malować. Przy okazji zdecydowałam o drobnej korekcie koloru i pójściu w stronę mięty... No i się zaczęło :)
Ciekawą dokumentacją moich kombinacji jest ta deseczka :) Przy okazji dążenia do perfekcji uzyskałam kilka różnych fajnych odcieni, dla których oczywiście już znalazłam przyszłe zastosowanie, więc ilość puszek znacznie mi się po drodze rozrosła :D I widać tu też, że zmiana jednak nastąpiła (górny koniec deski to kolor pierwotny, jeden z pasków na dolnym końcu - to kolor po zmianach), bo czy na zdjęciach niżej jest to też dobrze widoczne, to pewna nie jestem :)
No i ostatecznie moje szufladki wyglądają tak:
A skoro już M. chwycił za wałek, to w trakcie mieszania poprawiliśmy wygląd kilku innych drobiazgów... np. dzbanka widocznego wyżej, ramek do kącika panny A.:
... i czegoś jeszcze, ale to coś pokażę innym razem, bo to całkiem inna bajka :) Ale uchylam za to jak widać rąbka tajemnicy nadal okrywającej kącik mojej córeczki :) Jak widać po ramkach niewiele ma wspólnego z biało-różowym królestwem księżniczki, którego chyba niektórzy się spodziewali :D Za to bardzo dużo z kocykiem, który widać na jednej z fotek powyżej... ale więcej o tym też będzie innym już razem :) Na koniec tylko pokażę Wam - dla urozmaicenia kolorystyki posta :) - dwa drobiazgi, które kilkakrotnie już się jako tło tu przewijały. Wpadły mi jakiś czas temu w oko wśród nowości w Ikei - to świeczki w szklanych osłonkach ( o ile pamiętam, to był jeszcze jeden kolor?), które będą chyba jeszcze fajniejsze, gdy wypalę te świeczki. Chociaż pasują chyba bardziej na wiosnę, to są tak urocze, że nie mogłam się oprzeć! I okazało się, że idealnie pasują mi do wrzosów i wrzośców, które kilka dni temu naznosiłam do domu - stąd fotka wyjątkowo bez żółtego wazonika, który jakoś co chwila się dziś w tle plącze :))
Pozdrawiam i uciekam chorować z A.!
ushii
Jak wspomniałam obecnie zupełnie się obijam, ale wcześniej coś niecoś zmieniałam, przerabiałam, jak to ja... dziś pokażę zmiany, z których jestem bardzo zadowolona, choć tak naprawdę są bardzo subtelne i niewielkie w zasadzie. No i baaardzo minty :)
Zaczęło się od tego, że wpadł mi w oko wazonik... tak, kolejny wazonik, cóż poradzę... a, zaraz, bo nie pokazałam jeszcze poprzedniego nabytku :) Ale wracając do tego najnowszego - był taki, że mało mi oko nie zbielało :) U Ewuni z (oczywiście! :) Minty House. Nagabnięta, mimo urlopu, obiecała pomóc i znalazła dla mnie ostatnią sztukę :)) I jestem przeszczęśliwa, bo jest piękny! Czyż nie??? Dziękuję Kochana!
I ten oto wazonik dał mi kopa do kolejnych zmian, które od dawna miałam w planach, tylko jakoś zebrać się nie mogłam... Kiedyś pomalowałam pewną komódkę biblioteczną, którą pewnie część z Was kojarzy - jeśli nie, jej historia jest tutaj. W planach była turkusowa, tylko mocno rozbielona; i w zasadzie taka wyszła, ale... Niby zestawiona z jakąkolwiek niebieską rzeczą wyraźnie się różniła, lecz za każdym razem, gdy na nią patrzyłam, wydawała mi się zbyt błękitna i drażniło mnie to. Postanowiłam poprawić jej kolor. Niestety - farby z tego mieszalnika rozczarowały mnie ostatecznie. Bardziej zdecydowanego, ale jasnego turkusu w karcie kolorów nie mają, a nawet jeśli coś da się wykombinować - to muszę kupić od razu wielkie wiadro, a na co mi tyle? Zatem sięgnęłam tym razem po pigment - choć tego nie lubię, bo nie ma szans dorobić farby jak zabraknie - i zaczęłam mieszać, a M. malować. Przy okazji zdecydowałam o drobnej korekcie koloru i pójściu w stronę mięty... No i się zaczęło :)
Ciekawą dokumentacją moich kombinacji jest ta deseczka :) Przy okazji dążenia do perfekcji uzyskałam kilka różnych fajnych odcieni, dla których oczywiście już znalazłam przyszłe zastosowanie, więc ilość puszek znacznie mi się po drodze rozrosła :D I widać tu też, że zmiana jednak nastąpiła (górny koniec deski to kolor pierwotny, jeden z pasków na dolnym końcu - to kolor po zmianach), bo czy na zdjęciach niżej jest to też dobrze widoczne, to pewna nie jestem :)
No i ostatecznie moje szufladki wyglądają tak:
A skoro już M. chwycił za wałek, to w trakcie mieszania poprawiliśmy wygląd kilku innych drobiazgów... np. dzbanka widocznego wyżej, ramek do kącika panny A.:
![]() |
| ten turkus wygląda na fotce całkiem, całkiem i w rzeczywistości teżnie był zły... aż nie powiesiłam ramki na ścianie - to było zupełnie nie to, czego chciałam, więc... |
... i czegoś jeszcze, ale to coś pokażę innym razem, bo to całkiem inna bajka :) Ale uchylam za to jak widać rąbka tajemnicy nadal okrywającej kącik mojej córeczki :) Jak widać po ramkach niewiele ma wspólnego z biało-różowym królestwem księżniczki, którego chyba niektórzy się spodziewali :D Za to bardzo dużo z kocykiem, który widać na jednej z fotek powyżej... ale więcej o tym też będzie innym już razem :) Na koniec tylko pokażę Wam - dla urozmaicenia kolorystyki posta :) - dwa drobiazgi, które kilkakrotnie już się jako tło tu przewijały. Wpadły mi jakiś czas temu w oko wśród nowości w Ikei - to świeczki w szklanych osłonkach ( o ile pamiętam, to był jeszcze jeden kolor?), które będą chyba jeszcze fajniejsze, gdy wypalę te świeczki. Chociaż pasują chyba bardziej na wiosnę, to są tak urocze, że nie mogłam się oprzeć! I okazało się, że idealnie pasują mi do wrzosów i wrzośców, które kilka dni temu naznosiłam do domu - stąd fotka wyjątkowo bez żółtego wazonika, który jakoś co chwila się dziś w tle plącze :))
Pozdrawiam i uciekam chorować z A.!
ushii
Pochwała prostoty
Proste, może nawet banalne... Ale najlepsze pod słońcem. Tak jak w czerwcu królową jest truskawka, tak na zakończenie wakacji - nieodmiennie rządzi śliwka. Śliwkowe ciasta, ciasteczka, ale przede wszystkim...
Boskie serowe knedle ze śliwkami. Niezmiennie takie same, od dawna - wyłącznie z przepisu, który kiedyś już podawałam... Spróbujcie, nie pożałujecie :)
Jak tam wasze plany na ostatni wakacyjny weekend? Mam nadzieje, że będzie udany :)
Pozdrawiam,
ushii
![]() |
| Wpadła mi do ręki niedawno taka łyżeczka - urocza, prawda? |
Jak tam wasze plany na ostatni wakacyjny weekend? Mam nadzieje, że będzie udany :)
Pozdrawiam,
ushii
Follow the white rabbit, Alice
... czyli obiecywany post o uszach dużych, małych i całkiem malutkich :) Kto poszukuje eleganckich dekoracji może dalej nie czytać, bo dziś będzie słodko i kiczowato (ale w kontrolowanych ilościach :)
Marzył mi się, odkąd go zobaczyłam, ale... no, w sumie to dekoracja dziecięca, cena też nie najniższa - więc pozostawał na liście "chcę to" bez większych widoków na realizację. A potem przyszła na świat A. A przecież wiadomo, że dodatkowym bonusem z zostania młodym rodzicem jest powtórne dzieciństwo i możliwość bawienia się zabawkami ile wlezie :D I oczywiście świat dziecięcych dekoracji też stanął przede mną otworem :)
I tak, z okazji naszego pierwszego dnia mamo-dziecka, z pomocą przemiłej właścicielki sklepu Żyrafy z szafy w błyskawicznym tempie zawitał do naszego domu Pan Królik. Aaaa! Jest jeszcze ładniejszy niż myślałam!! Boski. I nie muszę nareszcie ślinić się nad zdjęciami aranżacji w necie :)) Mójci on! A w zasadzie mój i A., choć na razie stoi w moim kąciku :)
Jak dojrzy wprawne oko w moim kąciku kraftowym conieco się pozmieniało, ale więcej pokażę innym razem :) Ale to nie jedyny nowy gość w sypialni, bo kilka dni później trafiłam na drugą lampkę, o wiele mniejszą, też króliczka oczywiście :)
Jest przesłodki i tak optymistycznie uśmiechnięty, że z miejsca poprawia humor :) I bez kabla, więc może pomóc rozjaśnić mrok zawsze i wszędzie :) I nie jest samotny, bo tym razem przyniosłam takie dwa, jeden dla siebie i jeden dla A. Jednym słowem białe króliki u nas rządzą!
I to nie koniec, bo zostało jeszcze najmniejsze ucho! Zakróliczyłam się zupełnie, bo od pewnego czasu mam też dwie nowe foremki... ale przez te upały dopiero teraz udało się je wypróbować - a dokładnie jedną z nich. Proszę państwa, oto pewna znana i lubiana holenderska ślicznotka - Miffy, tym razem w słodkiej i maślanej wersji:
2. Wałkować cienko i wykrawać ciasteczka - nie zmieniają praktycznie kształtu w pieczeniu, więc nadają się do skomplikowanych kształtów. Piec w 180C do zezłocenia (ok. 8-9 minut).
Przepis pochodzi od Cukrowej Wróżki, która piekła takie same ciasteczka :) A moje maleństwa dołączają do zabawy u ABily!
No, starczy tych króliczych uszu, znikam :) Mam nadzieję że macie udany długi weekend :)
Pozdrawiam,
ushii
Marzył mi się, odkąd go zobaczyłam, ale... no, w sumie to dekoracja dziecięca, cena też nie najniższa - więc pozostawał na liście "chcę to" bez większych widoków na realizację. A potem przyszła na świat A. A przecież wiadomo, że dodatkowym bonusem z zostania młodym rodzicem jest powtórne dzieciństwo i możliwość bawienia się zabawkami ile wlezie :D I oczywiście świat dziecięcych dekoracji też stanął przede mną otworem :)
I tak, z okazji naszego pierwszego dnia mamo-dziecka, z pomocą przemiłej właścicielki sklepu Żyrafy z szafy w błyskawicznym tempie zawitał do naszego domu Pan Królik. Aaaa! Jest jeszcze ładniejszy niż myślałam!! Boski. I nie muszę nareszcie ślinić się nad zdjęciami aranżacji w necie :)) Mójci on! A w zasadzie mój i A., choć na razie stoi w moim kąciku :)
Jak dojrzy wprawne oko w moim kąciku kraftowym conieco się pozmieniało, ale więcej pokażę innym razem :) Ale to nie jedyny nowy gość w sypialni, bo kilka dni później trafiłam na drugą lampkę, o wiele mniejszą, też króliczka oczywiście :)
Jest przesłodki i tak optymistycznie uśmiechnięty, że z miejsca poprawia humor :) I bez kabla, więc może pomóc rozjaśnić mrok zawsze i wszędzie :) I nie jest samotny, bo tym razem przyniosłam takie dwa, jeden dla siebie i jeden dla A. Jednym słowem białe króliki u nas rządzą!
I to nie koniec, bo zostało jeszcze najmniejsze ucho! Zakróliczyłam się zupełnie, bo od pewnego czasu mam też dwie nowe foremki... ale przez te upały dopiero teraz udało się je wypróbować - a dokładnie jedną z nich. Proszę państwa, oto pewna znana i lubiana holenderska ślicznotka - Miffy, tym razem w słodkiej i maślanej wersji:
Ciasteczka Miffy
Składniki:
- 220 g mąki
- 90g masła
- 100g cukru pudru
- 1 jajko
- ekstrakt waniliowy
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2. Wałkować cienko i wykrawać ciasteczka - nie zmieniają praktycznie kształtu w pieczeniu, więc nadają się do skomplikowanych kształtów. Piec w 180C do zezłocenia (ok. 8-9 minut).
Przepis pochodzi od Cukrowej Wróżki, która piekła takie same ciasteczka :) A moje maleństwa dołączają do zabawy u ABily!
No, starczy tych króliczych uszu, znikam :) Mam nadzieję że macie udany długi weekend :)
Pozdrawiam,
ushii
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


























