Wracam wielkanocnie!

Wielkanocne dekoracje są już u mnie od początku marca, ale dopiero dziś (w końcu!!!) udało mi się pokazać Wam kilka ujęć :) Zatem zapraszam!

Na dobry początek moja najnowsza (stosunkowo) miłość - roślinki w słoju. Tym razem w wydaniu wiosennym, czyli stokrotki plus narcyz, oczywiście otulone mchem... A w tle - literka świetlna, której jakoś jeszcze nie miałam okazji pokazać, choć od dawna dekoruje naszą sypialnię. Bo całość z poniższej fotki znalazła swoje miejsce właśnie w sypialni :)


Marzę o innym, większym słoju, ale nie znalazłam jeszcze dobrego na niego miejsca... Ten trafił do mnie zupełnym przypadkiem - miałam do zrealizowania bon w Zarze Home i jakoś nic nie mogłam sobie wybrać, bo albo już coś podobnego miałam, albo mi nie pasowało... aż zobaczyłam ten słój w jakimś kącie. I wyszliśmy razem - a z nami jeszcze jedna rzecz, ale to pokażę innym razem.

Mimo zielonego zająca (ale fajny jest, co? A. go wynalazła, chyba fajnie będzie nam się razem dekorować dom, bo zawsze wybiera coś, co mi się bardzo podoba :), aranżacja w nie całkiem wiosennych kolorach, hmm? No to dołożę jeszcze jedną taką :) Z moją kolejną przypadkową zdobyczą!


Zajączki już tu były nie raz, nie o nie chodzi :) A o te świeczniczki - bodajże jesienią zeszłego roku jeszcze dokonałam kilu bardzo udanych świecznikowych zakupów, które muszę Wam koniecznie pokazać. I to są jedne z nich. Zachciało mi się jakiś niskich, drewnianych, czarnych i trochę w retro stylu i... no i tego samego dnia na takie wpadłam! Po 5zł sztuka w dodatku, więc kupiłam bez zastanowienia. A w domu zobaczyłam, że to Bloomingville :) Juhu! A... a bystre oko dostrzeże tu jeszcze inną moją zdobycz (a w zasadzie jedną z kilku zdobyczy), ale o tym teraz opowiadać nie będę :D

A zajączki? Jak widać odnalazły się super nie tylko w słodkich aranżacjach, jak w poprzednich latach (np tutaj i tutaj je znajdziecie, a tu - więcej wielkanocnych fotek), ale i w B&W. Ale spokojnie, nie jest tak, że ja całkiem od słodkości odeszłam! Owszem, takie zdecydowanie romantyczne dekoracje wszystkie chyba poszły w świat, ale pasteli pozbywać się nie zamierzam, niezmiennie lubię bardzo.  Na ukojenie spragnionych ich czytelników mam zatem swoją tacę :) Co prawda jeszcze nie wielkanocną (bo jajkowe ozdoby właśnie się tworzą), a zimową; w styczniu gdy schowałam ozdoby bożonarodzeniowe akurat napatoczyły mi się te muchomorki i nie mogłam ich nie wziąć... No nie mogłam :)


Tacę pokażę jeszcze raz niedługo - już w wielkanocnej odsłonie... a dziś jeszcze jeden pastelek. Kogucik mój ulubiony, już go tu pokazywałam kiedyś wprawdzie, ale... Taką słodką ma w tym roku zawartość, że musiałam mu zrobić zdjęcie :) Nie wiem dlaczego, ale od trzech chyba lat przed każda Wielkanocą chodzi za mną motyw kogutów. Ale nic kompletnie nie udało mi się jak do tej pory ciekawego znaleźć, z wyjątkiem tego właśnie. No i jeszcze jednego, malutkiego, pamiątki z jednej z niedawnych wypraw, ale to już zobaczycie w kolejnym wielkanocnym wpisie...


A kolejny post już się pisze, więc tym razem tak długo czekać nie będziecie. Nie będzie świąteczny, za to z małą niespodzianką :) A ciąg dalszy wielkanocnych migawek - w przyszłym tygodniu. Tym razem to już nie obiecanki cacanki, problematyczny czas się skończył, będziemy się tu częściej widywać... Zawsze też możecie mnie odwiedzić na moim fanpage, tam czasem pojawia się coś niecoś o wiele szybciej niż tutaj... jak np info o mojej małej wyprzedaży po wiosennych porządkach - nim zdążyłam napisać tutaj post i o tym wspomnieć,  już sporo zdążyliście przechwycić! Ale coś niecoś jeszcze dorzuciłam, więc i tak zapraszam :)  I zostawiam was z ostatnia fotką, moja "szklarenka", która też już się tu przewijała,  całkiem całkiem dogaduje się z królikiem :D


Pozdrawiam!
ushii



Wiosenna... walentynka :)

Tak, miały być wnętrza. I będą, będą też, ale najpierw pokazać Wam muszę coś innego, bo kurcze, znów mi się to zdezaktualizuje! Taki mały, dodatkowy pościk będzie dziś ;P

No, to ten... Jak co roku muszę się tu wytłumaczyć, że my niewalentynkowi (przynajmniej jeśli chodzi o te wszystkie atakujące zewsząd serduszka, czerwoności i tym podobne), ale kilka dni wcześniej mamy własną bardzo romantyczną datę. A od zeszłego roku podwójnie romantyczną, bo właśnie obchodziliśmy pierwszą rocznicę ślubu :) No i z tej okazji powstała między innymi karteczka - inspiracja dla Na Strychu, wyznanie dla M. :D


Jak wspomniałam - z czerwonymi serduszkami mi nie po drodze; w dodatku, chociaż lubię zimę, to panoszące się obecnie za oknem szarobure krajobrazy zamiast śniegu sprawiają, że już bardzo zaczynam tęsknić za wiosną! Schowałam więc już wszelakie dekoracje zimowe i otaczam się radosnymi kolorami oraz drobiazgami pełnymi pozytywnej energii. Dlatego ta "walentynka", którą przygotowałam, nie mogła być inna :) Musiała być bardzo kolorowa, radosna i wiosenna!


I jak Wam sie podoba? Tak, tak wiem, znów karteczki i takie tam :) A jeśli chodzi o wnętrza, to... Sąsiedzi najwyraźniej pokochali remonty i remontują już chyba u wszystkich po kolei na całej swojej klatce schodowej :) Inaczej tego wyjaśnić się nie da, bo ile do jasnej anielki można wiercić?!! Ale przynajmniej w weekendy jest spokój i wtedy mam też możliwość fotki robić - w zeszły weekend nie wyrobiłam się niestety z wszystkimi i post wisi niedokończony, ale tym razem wreszcie będą, zaglądajcie! I kącik wyprzedażowy właśnie zaczynam też zapełniać, ho ho, będzie w czym wybierać :) EDIT: zanim skończyłam dodawać rzeczy już sporo zaklepaliście :) Ale jeszcze kilka drobiazgów zostało, zapraszam :)

Pozdrawiam,
ushii

PS
A szczegóły techniczne karteczki znajdziecie na blogu stryszkowym :)

Dla małych księżniczek :)

Wiem, wiem, nie rozpieszczam Was postami w tym nowym roku :) Ale niestety, są trudności obiektywne, po sąsiedzku trwa gigantyczny remont, a to nie sprzyja aranżacjom wnętrz, raczej próbom z nich ucieczki :) No, ale ile mogę milczeć?! Dlatego dziś tu zaglądam z... pewnym drobiazgiem :) Poprzednio pokazywałam Wam lodowy pałac z Krainy Lodu, dziś pozwolę sobie pociągnąć jeszcze ten temat. I tym razem będzie równie królewsko :)

Chociaż moja córeczka bajki ogląda raczej rzadko, to jak wiecie szał na Krainę Lodu nas nie ominął :) I moja mała miłośniczka Elsy oczywiście też chciała wyglądać jak ta księżniczka... A co musi posiadać każda księżniczka? Koronę oczywiście :) Na szczęście moja córeczka bardzo też lubi, gdy wymyślam i tworzę dla niej różne drobiazgi. Dlatego postanowiłam odpowiednią koronę, kojarzącą się z ulubioną postacią, zrobić sama. Był tylko jeden problem... Od razu wiedziałam jak ma ta korona wyglądać - i na 100% wiedziałam też, że musi (musi!) być z miętowego filcu. Ale takich kolorów filcu to ze świecą szukać, tak naprawdę to marzyłam o takim kolorze od dawna i nigdzie nie mogłam znaleźć, albo był niezadowalającej mnie jakości...

I tu z pomocą przyszedł nieoceniony sklepik Na Strychu - który akurat wrzucił na swoje półki... miętowy filc! Aż oczy mi się zaświeciły ze szczęścia :) Ale gdy przyszła paczka i wzięłam go do ręki - to już w ogóle pełen zachwyt! Zwarty, a jednocześnie mięciutki i bardzo miły w dotyku - bo to wełna, a nie sztuczne włókno. Nie rozchodzi się pod palcami przy szyciu, a szwy są potem trwałe. No ale co najważniejsze - ten kolor! Piękny!!!

I cóż mogę dodać... Korona powstała błyskawicznie. A potem druga, dla jeszcze jednej księżniczki i miłośniczki Elsy, bo szycie tych ozdóbek było samą przyjemnością i nie miałam ochoty poprzestać na jednej :)


I jak Wam się podobają? Bo nowe właścicielki zadowolone :)
Pozdrawiam,
ushii

PS
A dla tych, co zmęczyli się już moimi szyciowymi, cukierkowymi postami, jakie tu ostatnio królują, mam dobrą wiadomość... na dniach wyglądajcie postu wnętrzarskiego, i to niejednego jeśli te okropne staccato za ścianą wreszcie umilknie :) I będzie też mała wyprzedaż!

F jak filc, F jak...

...Frozen :)

Witajcie moi Drodzy - przerwę świąteczno-noworoczną spędziłam wesoło, wyjazdowo i całkowicie offline, więc choć choinki można już w zasadzie rozbierać, ja nie zdążyłam Wam jeszcze pokazać moich świątecznych migawek... A i dziś tego nie zrobię - świąteczne fotki dopiero muszę przejrzeć i ogarnąć, więc chyba następnym razem zaserwuję Wam taki ciut spóźniony świąteczny post :)

A dziś coś co zmajstrowałam w tak zwanym międzyczasie... Skoro nowy rok przywitał mnie megamrozem i pięknymi lodowymi kobiercami - powstało coś rodem z Krainy Lodu :) Gdy w ręce wpadł mi wykrojnik od Rosy Owl na aniołka, nie pomyślałam wcale o aniołkach ani niczym takim. Bo od razu w mojej głowie powstał pomysł na... laleczki. I to bardzo konkretne laleczki, bo inspirowane głównymi bohaterkami ulubionej bajki mojej córki - Elsą i Anną. Przyznam się, że filcowych lalek nigdy w życiu nie próbowałam robić i choć pewnie nad rysami twarzy jeszcze muszę popracować, to ja jestem całkiem zadowolona, a córka - zachwycona :)


A do kompletu dostały też jak widać filcowy Lodowy Pałac :) Projekt własny, ale też oczywiście inspirowany bajką.


Brak mu tylko śnieżynki na drzwiach, ale skończył mi się ten "międzyczas". A w środku na wypasie: schody (tak, wiem, że nie całkiem poprawnie wyrysowane, ale takie poprawne nie wyglądały ciekawie i nie pasowały :), balkon, lodowy żyrandol nawet... I zabawa była na całego!



Pozdrawiam noworocznie - i dziękuję za wszystkie życzenia!!!
ushii