Lubię biel - o tym nie muszę chyba
przekonywać nikogo, kto tu zagląda :) Ale nie jest tak, że całe
mieszkanie mam od a do zet białe. Bo lubię też szarości lnu i starego
drewna. I akcenty i plamy koloru - pięknie uwydatnione przez biel i
szarość - też bardzo lubię. Szczególnie, gdy tym kolorem jest pudrowy
róż, miętowa zieleń, albo turkus czy błękit - może to nic oryginalnego,
ale uwielbiam takie zestawienia. Tylko dwóch barw za próg nie wpuszczam,
chyba że jako kwiaty albo owoce: żółci i pomarańczu - no nie znoszę ich
i już... Dlaczego dziś o tym piszę? Bo takie kolorowe posty się
ostatnio u mnie zrobiły - raz różowy, innym razem błękitny... i dziś też
taki będzie :) Turkusowy!
Tak
nam się śmiesznie złożyło z Dagmarą, że na podobne kolory fazy
przechodzimy :) Ona już swoje turkusowe szaleństwo pokazała, ja niestety
musiałam odwlec prezentację nieco w czasie - przez te upały nie mogłam
dokończyć dzieła... ale oto jest :) I to nie jedno :)
Dzbanek to w zasadzie produkt uboczny :) Pamiętacie ten mój dzbanek i jego metamorfozę?
Kupiłam wtedy dwie takie paskudy w neonowej zieleni. Jeden już znacie
(a jeśli nie to zapraszam do wspomnianego posta :) i doczekał się
następców na kilku blogach, dziś przyszła pora na jego brata bliźniaka -
miał być początkowo jasnoróżowy, ale nie udało mi się trafić z
odcieniem i leżał schowany i czekał na lepsze czasy. I się doczekał,
przy tak zwanej okazji trafił pod wałek mojego M. Bosko wygląda z
różowym albo białym kwieciem! A na fotce zaplątało się też moje ostatnie znalezisko, mały biały wazonik. Niby nic szczególnego, ale... to dokładna miniaturka mojego najulubieńszego dużego wazonu - więc nie oparłam się temu staruszkowi za całą złotówkę :)
Ale wróćmy do turkusów - co w takim razie było głównym obiektem malarskich wysiłków M.? Ha! Pamięta ktoś może jeszcze ten post?
Chwaliłam się wtedy przypadkowym zakupem (choć przy takiej cenie to nie
był chyba nawet zakup, a prawie darowizna :) komódki bibliotecznej...
Sprawdza się fantastycznie i jest super przydatna, ale brak jej było
nóżek.
(stare zdjęcie - koszyk na koronki i tekturki jeszcze przed malowaniem i porządkami,
więc proszę nie zwracać uwagi :), obecna wersja tutaj)
A
ja lubię nóżki. No i przy sprzątaniu też mi ich tu brakowało... więc
dostała takowe, pięknie wycięte przez M. Oczywiście wyglądało to tak
sobie, bo różniły się kolorem od korpusu - ale od początku było
przewidziane malowanie...
Tak,
tak - właśnie na turkusowo! Kusiło mnie kiedyś, jak może ktoś pamięta,
by na turkus walnąć inną cudowna zdobycz... ale zrezygnowałam, a
kolorystyczną potrzebę zrealizowałam w tym maleństwie :) Ta-daaam:
Jak
widać, ja postawiłam na nieco jaśniejszy odcień niż Dagmara... powiem
wam, że jestem zaskoczona ubogością w tym względzie wzorników w
mieszalniach, turkusów w nich nie uwidzisz - albo błękity, albo już
zielenie, a tak po środku to nic - a niby takie grube te paletki są...
ale w końcu się udało trafić na to czego chciałam i mam :)
No,
wystarczy tego przechwalania się... bo teraz całkowita zmiana tematu.
Chociaż nie do końca, bo jednak się będę chwalić - wczoraj zerknęłam na
boczna kolumnę bloga i ze zdumieniem zobaczyłam, że mam ponad 1000
obserwatorów! Wow, w życiu bym nie przypuściła, że mój blog zainteresuje
tak wiele osób, szczególnie że nigdy nie namawiałam do tego żadnymi
konkursami itd - ogromnie mnie to cieszy i dziękuję! Choć byłoby miło,
gdybyście czasem zostawili jakiś ślad po swojej wizycie :P W każdym
razie taka liczba zobowiązuje - dlatego w jednym z najbliższych postów
będzie niespodzianka!
Pozdrawiam i życzę miłego i pełnego wrażeń weekendu! Ja chwilowo znikam z zasięgu internetu...
ushii
*****
[UPDATE]
Historia komódki doczekała się dalszego ciągu - tutaj można obejrzeć jej kolejne wcielenie :) O tym, że tekst o żółtym też stracił nieco na aktualności nie wspominam...




















