Pyszna dynia!

Ostatnio Bea organizowała festiwal dyni... i chwała jej za to! Dotąd dynia jako jedno z niewielu dostępnych u nas warzyw jakoś nie gościła na moim stole, wydawało mi się, że nie smakuje jakoś szczególnie dobrze. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale że objaw zidiocenia mojego to był, to pewne, przecież zawsze czegoś próbuje a nie uznaję z góry że mi nie smakuje... Ale te zdjęcia u niej na blogu... no nie wytrzymałam, kupiłam dynię. I dziś zrobiłam. Powiem krótko: GE - NIAL - NE!!!


Zrobiłam pieczoną dynię (oryginalny przepis u Bei), a potem na spontana, z tego co mi do ręki wpadło - zupę z jej udziałem. Idealniejszego posiłku na dzień taki jak ten nie mogłam sobie wymarzyć - pyszne, sycące, idealne... i takie proste!

Zupa z pieczoną dynią

Pieczona dynia:
  • dynia
  • oliwa
  • ząbek czosnku roztarty na pastę z odrobiną soli
  • sól
Zupa:
  • bulion
  • drobno pokrojona 1 cebula (plus oliwa do podsmażenia)
  • ewentualnie - odrobina gęstego soku pomidorowego
Kluseczki:
  • ok. 1/2 szkl. mąki z czubkiem
  • 5 łyżek wody
  • ok. 2 łyżek oliwy
  • sól
1. Dynię pokroić w plastry ok. 2cm grubości, usunąć skórę, posmarować oliwą wymieszaną z pastą czosnkową, rozłożyć na blasze i nieco posolić. Piec w 200C ok 20 min, do zrumienienia. I już jest pysznie!!Z trudem nie zeżarłam wszystkiego żeby coś na zupę zostało...
2. W czasie gdy piecze się dynia w garnku z grubym dnem na rozgrzanej oliwie z masłem podsmażyć drobno pokrojoną cebulkę, aż zrobi się szklista, dodać bulion, odrobinę gęstego soku pomidorowego (mi akurat został z sosu na pizzę, nieobowiązkowa rzecz :)
3. Zrobić kluseczki - można zastąpić gotowcem, ale te robi się przecież błyskawicznie i ile przy tym zabawy - nawet M. dał się w to wkręcić! Ze wszystkich składników zagnieść elastyczne ciasto i kulać małe kluseczki, takie jak np. ziarnko grochu. Idzie szybciochem, naprawdę! Wrzucić kluseczki do gotującej się zupy, pogotować kilka minut do miękkości. Dodać małe kawałki dyni (można też zmiksować dynię i zrobić zupę krem). I już! Z trudem odgoniłam M. od miski co by fotkę zrobić :)

A u Bei podsumowanie festiwalu, gdzie można znaleźć jeszcze mnóstwo innych inspiracji dyniowych - nie wiem jak Wy, ale ja w każdym razie idę kupić drugą dynię i będę szaleć! Bea - jeszcze raz - dziękuję!!


Pozdrawiam,
ushii

Mam! uwaga, fatalne fotki...

Kochani, już jestem :)) I już wszystko wyjaśniam i opowiadam :)

Co do pytania w komentarzach - urodziny mam 28 listopada, tylko moja Mama, która chciała mi taką niespodziankę zrobić, chciała go kupić z takim wyprzedzeniem, a prezent urodzinowo-gwiazdkowy, bo tani to on nie jest, więc za oba prezenty ma robić :)

Ale ad rem - pojechaliśmy wczoraj do sklepu. Nastawiona byłam na kremowy, różowy, ewentualnie biały, chociaż mocno kusiły też mnie błękitny i pistacjowy :) M. namawiał mnie na czerwony, czyli w sumie większość kolorów wchodziła w grę :) A co wyszło w salonie? Różowych nie ma - są tylko na wystawce (wrr...), zielonych w Polsce w ogóle niet. (wrrrr...) Kremowy wyglądał jasnożółto (wrrrrr!), biały bardzo zimno - jak przyłożyłam do niego front od szuflady to nie spodobało mi się to za szczególnie (wrrrrrr!!!)... Czerwony był piękny, błyszczący - istne ferrari... ale dla mnie odpadał właśnie z tego powodu, o którym niektóre z Was wspominały - lubię zmiany i bałam się, że nagle może mi przestać pasować do wnętrza, a jednak zmieniać go w najbliższym czasie nie zamierzam :) Jednym słowem, żaden mi nie pasował :)

Ostatecznie rozważałam tylko dwa - biały i krem. Bujałam się nad nimi z pół godziny i nie mogłam wybrać. Dlaczego w Stanach są trzy odcienie bieli do wyboru, a u nas nie ma nawet połowy kolorów??? Albo są tylko teoretycznie, jak róż??? Mamy 2 razy drożej, a 3 razy gorszy wybór! Pan sprzedawca uważał, że jak dostanę szklana miskę do niego to już powinnam się cieszyć i nie rozumiał w ogóle po co mi tyle kolorów, przecież i tak każdy kupuje czarny, kremowy albo czerwony. No jasne, a jaki ma kupić jak innego nie ma?

No i ostatecznie wzięłam kremowy, bo miałam nadzieję, że najlepiej będzie mi do szafek pasował i w normalnym oświetleniu trochę lepie będzie wyglądał. Rozpakowałam w domu i wyglądał tak:

Postanowiłam zaczekać do rana i zobaczyć go w dziennym świetle... i choć było o wiele lepiej niż w sklepie, nie byłam całkiem zachwycona, wyglądał jak dla mnie za żółto, a ja tego koloru nie znoszę. A coś co stoi stale na wierzchu MUSI mi się podobać! (zresztą, to co mam schowane też, inaczej szybko się tego pozbywam :)

Zatem pojechaliśmy raz jeszcze i wymieniałam na biały! Przed chwilą przyjechaliśmy i w domu nie wygląda wcale na zimny kolor, na szczęście :) Pasuje do moich złamanych bieli.... oto mój mikser :) Nie wiem tylko czy będzie stał w tym właśnie miejscu...


A wg Was która wersja lepsza? Kurczę, na zdjęciach kremowy prezentuje sie o wiele korzystniej niż w rzeczywistości, wygląda jaśniej, biały zresztą też, a w rzeczywistości prawie nie odróżnia się od szafek, które czysto białe nie są... w dodatku pogoda jaka jest każdy widzi i lepszych fotek zrobić nie mogę... muszę wymienić aparat, bo jest strasznie beznadziejny! A różowe i błękitne akcenty kuchenne znajdę inne :) 13ko dlaczego do mnie nie pasuje różowy? Ja tak ten kolor polubiłam od niedawna, nie zasmucaj mnie :)


Aha, zaglądajcie do mnie jutro, bo w końcu będzie zapowiadane candy urodzinowe!
pozdrawiam,
ushii

Pomocy!

Właśnie się dowiedziałam jaki dostanę prezent na urodzino-gwiazdkę!!! Uwaga, uwaga - mikser Kitchenaid!!

Strasznie się cieszę, ale mam też wielki problem... Jaki kolor????

Bo niby od zawsze zdecydowana byłam na biały, ewentualnie kremowy, ale od pewnego czasu chodzą za mną różowy albo inny pastelowy, zwłaszcza błękitny... i co teraz??? Bo muszę wybrać kolor już!! Tylko dlatego mi powiedzieli co dostanę, żeby zły kolor niespodzianki mi nie popsuł :) Jaki do mnie wg was pasuje? Ratujcie!!

Otwieram swoje podwoje - historia Kuchlandii

Zaczęło się pięknie: Wielka Miłość od pierwszego wejrzenia i koniecznie, jak najszybciej, wspólne mieszkanie :) Kryteria były proste - bezwzględnie poddasze ze skosami i zielona okolica. No i koniecznie od razu do zamieszkania. I tak po kilku miesiącach zamieszkaliśmy w naszym ukochanym mieszkanku (a mogliśmy jeszcze szybciej, ale pan agent nie chciał nam tego mieszkania pokazywać, bo po co nam te skosy i słupy, no :)

Ale to co było zaletą, wkrótce okazało się wadą... bo po poprzednich właścicielach zostały mi kuchnia i łazienka, na które nie mogłam patrzeć... Od początku oczywiście było wiadomo, że robimy remont, no ale skoro kuchnia jest, to można chwilę z tym koszmarkiem pomieszkać i uzbierać na tą wymarzoną. I tak się trochę czasu męczyłam:

Cudo, prawda? Pragnę szczególnie zwrócić Państwa uwagę na eleganckie bure maziaje na ścianie - jakże gustownie dobrane do niebieskiego w kropki na frontach szafek - oraz na dizajnerskie uchwyty, o które nie chcę liczyć ile rajstop rozdarłam i siniaków nabiłam... Aż wreszcie nadszedł kolejny przełomowy moment tej historii :) Pewnego pięknego dnia kuchnia wyniosła się na drugą stronę mieszkania, a na jej miejsce zyskałam sypialnię. Ale dziś o niej nie będzie, dziś tylko o kuchni :) A raczej, jak odtąd zaczął mój M. ją nazywać - o mojej Kuchlandii :)

Od początku chciałam drewniane fronty i kropka, laminatów itp. u siebie nie uznaję :) Po wizytacji rozlicznych kuchennych studiów wróciliśmy do Ikei, bo okazało się, że jedyną akceptowalną alternatywą są kuchnie idące w dziesiątki tysięcy...Zatem Fagerland, bo lubiany powszechnie Stadt był nie dla nas - raz, że nie drewno i wykończenie ma jak dla mnie za mało naturalne, dwa - nie nadaje się do przeróbek... a spróbujcie np. dopasować do frontów lodówkowych z Ikei lodówkę nie od nich, no takie niespodzianki potrafią nieco zaskoczyć. Na szczęście drewniane fronty łatwo przerobić :)

I tak, po licznych przeróbkach, samodzielnym konstruowaniu różnych mebli bądź ich kawałków i innych manewrach (nawet uchwyty przerabiałam na swoją modłę :) nareszcie miałam moją kuchnię! Wygodną jak nie wiem co :)) I tylko drobiazg dzielił mnie od pełni szczęścia, bo M. najwyraźniej nie dosłyszał, że fronty mają być jednocześnie białe, bo od widoku sęków oczopląsu dostaję, a biel kocham :)... i tak znów przez jakiś czas miałam kuchnię nie całkiem z marzeń :)

Jakieś fatum wisiało nad tym malowaniem szafek - co miałam na nie pieniążki, to a to samochód się psuł, a to pies zachorował, no za każdym razem coś. Ale po kolejnym nieplanowanym wydatku M. złożył mi uroczystą przysięgę, że pomaluje ją dla mnie i słowa dotrzymał. I tak - nareszcie poczułam się w pełni Księżniczką Kuchlandii :) Mam to czego chciałam. Pewnie, że mogłaby być większa, że nie zmieściła się zmywarka, że musiałam wybrać - albo więcej blatu albo piekarnik bez obsługi w kucki... no a przede wszystkim na takim metrażu (2 x 2,2m ) mojego kredensu nie wcisnę, no nie ma szans :(

Ale to pestka. Kocham ją, a odkąd pozbyłam się maszkaronów po poprzednich właścicielach, okazało się, że kocham także gotować, piec i robić mnóstwo innych rzeczy, które sprawiają mi wiele przyjemności... no, a ich efekty nie tylko mi :) A wcześniej gotowania unikałam jak ognia... czyli wygląd stanowiska pracy jest niezmiernie ważny, udowodnione empirycznie :) I choć teraz białe kuchnie zrobiły się modne, choć popełniliśmy kilka błędów - nie zamieniłabym jej na żadną inną!... No chyba, że we własnym domu z ogrodem...




Dumna jestem nie tylko z zewnętrza... bo bardzo zadowolona jestem z rozplanowania miejsca w szafkach :P Wszystko pod ręką, dokładnie tam, gdzie jest mi potrzebne... a gadżetów, i to w użyciu, mam - delikatnie mówiąc - sporo :) Niestety, muszę się przyznać, muszę mieć na każdą rzecz specjalne i łatwo dostępne miejsce, w przeciwnym razie momentalnie w moje życie wkracza chaos, którego kontrolować nie potrafię i bałagan wylewa się strumieniami :) W kuchni udało mi się nad tym zapanować w 100%!

Rozpisałam się okrutnie, ciekawe czy ktoś te elaboraty przeczyta... Ale tak ważne dla mnie miejsce na to zasługuje :) Zatem na koniec, jeszcze tylko kilka fotek oddających klimat mojej kuchni lepiej niż wnętrza szuflad :)





A ostatnio okazało się, że to jeszcze nie koniec tej historii - jak już wspominałam kupiliśmy starą górkę od kredensu i mam nadzieję niedługo ją tu zawiesić :)

Pozdrawiam serdecznie,
ushii

UPDATE
Kolejne zmiany w kuchni możecie obejrzeć tutaj oraz tutaj, zapraszam :)